Po co się stowarzyszać?

Autor: Jerzy Kowalski | Dodany: 2004-04-14

wyślij znajomemu   wydrukuj stronę

  1  2  następna   




Brałem ostatnio udział w kilku dyskusjach dotyczących oczekiwań wędkarzy w stosunku do organizacji, do których należą. Dyskutowaliśmy, ale argumenty „mijały się” z powodu braku porozumienia na fundamentalnym poziomie. Postanowiłem, więc napisać artykuł publicystyczny i „interwencyjny” w sprawie znaczenia stowarzyszeń i istoty stowarzyszania się w demokratycznym społeczeństwie. Wiedza na ten temat, jest znikoma do tego stopnia, że jej ślady są niejednokrotnie trudne do zauważenia mimo najlepszych intencji.

Na początek odwołam się do cierpliwości – cnoty podobno właściwej wędkarzom. Jak w znanej modlitwie - Daj mi Boże siłę abym mógł zmieniać to, co mogę zmienić Daj mi cierpliwość abym mógł znosić, to, czego zmienić nie mogę (w domyśle - będę mógł zmienić w przyszłości). Oraz daj mi mądrość abym umiał odróżnić jedno od drugiego”.

W wielu wypowiedziach pojawiało się wezwanie – załóżmy stowarzyszenie, a wtedy wszystko będzie „jak należy”. Będziemy mieć gospodarza wody, w której pojawi się obfitość ryb. Takie stwierdzenie „stowarzyszajmy się’ jest najłatwiejsze do wypowiedzenia. Podobnie łatwe, po sięgnięciu do odpowiednich źródeł, jest opisanie procedury rejestracji stowarzyszenia. Jak do tej pory – „bułka z masłem”. Problemy pojawiają się wtedy, gdy trzeba odpowiedzieć na pytanie „po co?”. Po co w ogóle jest stowarzyszenie? Jaki jest cel zakładania stowarzyszenia? Jakie przesłanki leżą u podstaw zebrania się grupy ludzi, którzy zamierzają założyć stowarzyszenie? Jaki będzie PUBLICZNY pożytek z istnienia tego stowarzyszenia? Jakie obowiązki są w stanie wziąć na siebie członkowie stowarzyszenia? Ile są w stanie poświęcić własnego czasu, środków, umiejętności, cierpliwości dla realizacji swoich celów? Jakimi dysponują atutami i środkami aby zrealizować swoje zamierzenia? Jakie mają poparcie społeczne dla podejmowanych działań? Jakimi dysponują środkami, teraz i w przyszłości? Jak ma wyglądać świat w wyniku ich działalności? Jaka jest wreszcie MISJA powoływanego stowarzyszenia, a w związku z tym MISJA wszystkich jego członków?

Bo działalność stowarzyszenia jest właśnie MISJĄ!

Stowarzyszenie jest organizacją „pożytku publicznego” czyli spełnia funkcje publiczne w zakresie narzuconym sobie przez twórców i członków. Co więcej, członkowie stowarzyszenia za swoje działania na rzecz dobra wspólnego nie mogą oczekiwać wynagrodzenia, zadośćuczynienia lub korzyści innych niż uznanie w oczach tych, którym stowarzyszenie służy.




























Organizacja powołana w celu realizacji indywidualnych lub grupowych interesów samych członków nie jest stowarzyszeniem.
Ktokolwiek planuje założyć stowarzyszenie aby załatwiać swoje sprawy nie rozumie podstawowych zasad funkcjonowania społecznego. Nadużywa formuły stowarzyszenia dla zakamuflowania prawdziwych intencji, które nim kierują. Jest więc oszustem.
Stowarzyszenie musi mieć poczucie misji (opisanej jako cele stowarzyszenia), która jest działaniem na rzecz „innych”. Żeby być dobrze zrozumianym muszę zaznaczyć, że wśród tych „innych” mogą być również członkowie stowarzyszenia, ale misja stowarzyszenia nie może być nakierowana wyłącznie na jego członków.

Dla przykładu – kiedyś zakładałem stowarzyszenie zdobywające środki na rzecz wsparcia lokalnego szpitala. Jednym z celów statutowych były działania wspierające edukację pracowników tej instytucji. W pierwotnej wersji statutu te działania miały być skierowane do członków Stowarzyszenia. Taki zapis został zdecydowanie odrzucony przez sąd rejestrujący, bo dobro publiczne tworzone przez stowarzyszenie musi być dostępne publicznie – w tamtym przypadku do wszystkich pracowników szpitala, niezależnie od przynależności, a nie tylko do członków stowarzyszenia.
Proszę o głębokie zastanowienie się nad tym problemem w odniesieniu do wędkarstwa i do oczekiwań wobec stowarzyszenia, w dodatku ograniczonego do roszczeń w stosunku do wybieralnych władz organizacji.

Na tym tle widoczna jest postawa wielu wędkarzy, którzy za cel swojej przynależności do stowarzyszenia wędkarzy przyjmuje korzyść w postaci możliwości uprawiania amatorskiego połowu ryb, w dodatku w oparciu o opłacanie niewielkich, rocznych „składek” na „zagospodarowanie i ochronę wód”.

Kolejnym, powszechnym nieporozumieniem jest sposób pojmowania natury składki członkowskiej przez członków stowarzyszenia. Składka członkowska jest wkładem finansowym członka w działalność stowarzyszenia. Opłacając składkę członek stowarzyszenia nabywa prawa do uczestniczenia w realizacji celów stowarzyszenia. Wpłacając składkę członek stowarzyszenia podnosi wartość aktywów stowarzyszenia i większa możliwości własnego działania i działania pozostałych członków stowarzyszenia. Wpłacenie składki nie uprawnia do niczego innego. Nie jest na pewno opłatą wnoszoną w zamian za świadczenia stowarzyszenia wobec członka i do oczekiwania takich świadczeń nie uprawnia.

Podstawą działania stowarzyszenia jest wnoszenie przez członków stowarzyszenia pracy na rzecz realizacji celów założonych przez stowarzyszenie. Ta praca może być wykorzystaniem posiadanej wiedzy, umiejętności, wykorzystania posiadanych kontaktów do ułatwienia realizacji celów stowarzyszenia, pisanie tekstów, listów, procedur, negocjacje z osobami czy instytucjami istotnymi dla realizacji projektów zgodnych z celami stowarzyszenia, wreszcie fizyczna praca na rzecz wykonania konkretnych projektów. Ważne jest oparcie działań stowarzyszenia o zamknięte projekty, prowadzące do konkretnych celów. Bez takich ram i nakreślonych dążeń podzielonych na osiągalne etapy nie ma sensu podejmowanie jakichkolwiek działań. Na przykład, pisanie petycji i apeli, które nie dotyczą wspierania konkretnych działań stowarzyszenia (w rozumieniu jego członków), a tylko zawierają oczekiwania wobec innych instytucji i organizacji jest bez sensu. Takie protesty służą burzeniu, a nie budowaniu. Proszę tylko nie interpretować tych słów jako negowanie potrzeby „upominania się” o ważne sprawy. Mam na myśli to, że upominając się o zaniechanie lub zmianę jednej praktyki trzeba mieć przygotowaną alternatywę, wraz z planem wykonania wynikających z niej prac. To tak na marginesie innej dyskusji o melioracjach i niszczeniu rzek.

Zapytacie pewnie „A gdzie w tym wszystkim łowienie ryb?” Ano właśnie. Gdzie?

Otóż nigdzie. Łowienie ryb nie niesie ze sobą żadnego pożytku publicznego. Nie może być więc ujęte jako jeden z celów stowarzyszenia. Może nim natomiast być stwarzanie warunków do uprawiania połowu ryb, z których mogą korzystać również członkowie stowarzyszenia. Może być nim również organizowanie turystyki wędkarskiej, sportu wędkarskiego itp., z których mogą korzystać członkowie (ale nie tylko oni). Samo łowienie ryb jest jednak poza zakresem działalności stowarzyszenia.

Powiem rzecz niepopularną, choć wiele spraw, które tutaj poruszam należy do kategorii „niepopularnych”. Wędkarze będący członkami stowarzyszenia nie powinni wnosić opłat za wędkowanie niższych niż pozostali użytkownicy wód publicznych. To wynika wprost z zasady nie odnoszenia korzyści z racji pracy na rzecz realizacji misji stowarzyszenia, a już zupełnie niedopuszczalne jest odnoszenie takich korzyści z tytułu samej przynależności do stowarzyszenia i opłacenia składek członkowskich.

To może wydać się trudne bądź niemożliwe do zrozumienia przez wielu czytających ten tekst ale członkowie stowarzyszenia po to właśnie się stowarzyszają by płacić więcej i robić więcej niż wszyscy pozostali.

Łatwiej będzie może zrozumieć to przy porównaniu dwóch organizacji, których misją jest zapewnienie warunków rehabilitacji dzieciom z przewlekła chorobą (nieważne jaką). Jedno jest założone przez rodziców dzieci cierpiących na tę chorobę i zajmuje się ich własnymi dziećmi, drugie zaś założone przez ludzi, których dzieci cieszą się zdrowiem oraz przez ludzi, którzy stracili swe dzieci z powodu tej samej choroby (dysponują więc doświadczeniem zdobytym w dramatycznych okolicznościach) i zajmuje się dziećmi, które w okolicy lub w całym kraju (zależnie od skali przedsięwzięcia) są dotknięte tą przewlekłą chorobą.
Mimo całego tragizmu sytuacji, pierwsza grupa rodziców to grupa interesów, ugrupowanie osób bezpośrednio zainteresowanych, które we własnym interesie gromadzą środki i uzyskując pomoc w celu uzyskania własnych, indywidualnych i grupowych korzyści. To coś w rodzaju towarzystwa ubezpieczeń wzajemnych, firmy medycznej powołanej w celu obniżenia indywidualnych nakładów na rozwiązywanie własnych problemów. Spółki lub spółdzielni działającej na rzecz udziałowców. To żadne stowarzyszenie. Forma stowarzyszenia jest w tym przypadku przyjęta dla „zmiękczenia” tych, którzy pomoc ofiarowują i przykrywką dla uzyskiwania własnych korzyści.

W drugim przypadku, stowarzyszenie powołane przez „zdrowych” aby nieść pomoc chorym, bez dyskryminowania odbiorców tej pomocy przynosi dobro społeczne, misja takiego stowarzyszenia wychodzi daleko poza zakres bezpośrednich interesów jego założycieli i członków. Jest to stowarzyszenie „pełną gębą”, które dla realizacji swej misji może ubiegać się o pomoc publiczną i indywidualną z podniesionym czołem.

Celowo użyłem tego dość drastycznego przykładu aby unaocznić różnicę między przynależnością do stowarzyszenia wędkarskiego aby podejmować pracę na rzecz środowiska naturalnego, poprawiania warunków życia ryb, edukacji ekologicznej szerzonej wśród młodzieży i dorosłych, popieranej aktywnymi działaniami na rzecz wprowadzania w życie misji stowarzyszenia, a postawą korzystania z przynależności do stowarzyszenia traktowanego jako „gospodarz”, „dostawca”, sprzedawca usług w zamian za składkę członkowską itp. Działalność rybacka stowarzyszenia wędkarskiego jest jego działalnością gospodarczą, która ma przynosić dochody w celu realizacji misji stowarzyszenia. Tych dochodów nie mogą konsumować członkowie stowarzyszenia. Te dochody mają na celu stwarzać członkom stowarzyszenia warunki pracy na rzecz realizacji wspólnych celów.
Dominująca w naszej rzeczywistości postawa „klienta” wykazywana przez członka stowarzyszenia wobec jego organizacji jest bodaj największym nieszczęściem trapiącym nasze społeczeństwo. Taka sama postawa jest powszechna wobec instytucji państwa i samorządów, co stoi na przeszkodzie tworzeniu demokratycznego „społeczeństwa obywatelskiego”.

Wielu członków stowarzyszenia utyskuje na sposób działania i postawę takich samych członków stowarzyszenia, tylko wybranych do pełnienia funkcji we „władzach” stowarzyszenia. Sam tytuł przywódcy stowarzyszenia – prezes – ma za swój źródłosłów odwołanie do równości. Prezes to z łaciny „Primus inter pares” – pierwszy między równymi.
Nastawienie władz organizacji do jej szeregowych członków mogą zmienić tylko sami członkowie, zmieniając swoje nastawienie do siebie, do swoich oczekiwań i zobowiązań oraz do swojej organizacji. Takie rzeczy się wymusza, a nie dostaje, będąc uczestnikiem i twórcą wydarzeń, a nie biernym klientem. Tylko przyjmując postawę aktywną i pracując na rzecz organizacji, której jest się członkiem można wytworzyć to poczucie „równości” i powszechności, z którego rodzą się świadomie wybierani „pierwsi między równymi”. Ot taka kwadratura koła, z którą większość wychowanych jako Homo sovieticus nie może sobie poradzić.

Nieszczęściem naszym jest pamięć konieczności przynależności do „stowarzyszenia” w rozumieniu totalitarnym w celu uzyskania prawa dostępu do dóbr publicznych. Był to element kontroli totalitarnego państwa nad aktywnością społeczną wykraczającą poza ramy zawodowe. PZW był niegdyś tzw. „organizacją społeczną”, bo o stowarzyszeniach ani o wolności zrzeszania się i samorządności nikt wówczas nie słyszał. Organizacja społeczna była de facto tworem państwowym, w ramach którego, pod kontrolą państwa obywatel mógł realizować swoje zamiłowania. Państwo miało zapewnić mu ten „wypoczynek po pracy”, jednocześnie wnikliwe obserwując jak realizuje swoje pasje. Nieprzypadkowo funkcjonariuszami „organizacji społecznej” byli funkcjonariusze aparatu państwowego, często aparatu przymusu i inwigilacji. Karta wędkarska była wewnętrznym dokumentem PZW do 1985r. Do dzisiaj wielu mówi o corocznym „opłacaniu karty wędkarskiej”, z czego wynikają niekiedy nieporozumienia.

Dzisiaj aby łowić ryby nie trzeba należeć do „organizacji wędkarskiej”. Co więcej, organizacja wędkarska użytkująca wody publiczne nie może ograniczać dostępu do nich obywatelom kraju. Sądzę, że gdyby ktoś wystąpił ze skargą konstytucyjną to również różnice w opłatach dla członków PZW i osób nie będących członkami PZW można by skutecznie podważyć.
W dyskusjach przewijał się brak wiedzy o sposobach organizowania się wędkarzy w innych krajach. Zwłaszcza w krajach demokratycznych. Oraz o organizacji wędkarstwa w wodach publicznych.
Kiedy mówię moim zagranicznym rozmówcom, że w Polsce wędkarze zrzeszeni są w związku liczącym 600-700 tys. członków i użytkują wody publiczne to budzi to niekłamany podziw, a wręcz zazdrość. Po prostu moi rozmówcy przykładają do tej informacji swój aparat pojęciowy i odbierają to jako setki tysięcy wolontariuszy, pracujących codziennie jak mrówki aby w rzekach i jeziorach, o czystych brzegach, pięknej i zgodnej ze współczesną wiedzą strukturze były wspaniałe warunki życia i rozwoju ryb i uprawiania wędkarstwa. Dla porównania w USA gdzie tylko na muchę łowią miliony ludzi do Trout Unlimited - największego i znanego na całym świecie z racji swych dokonań stowarzyszenia wędkarzy należy około 100 000 członków. Tylko, że ci członkowie to są właśnie wolontariusze, wnoszący składki, zdobywający fundusze i organizujący skomplikowane projekty na wodach publicznych (ale i prywatnych) jednocześnie płacący za licencje jak każdy inny osobnik, który chce łowić ryby. Podobnie w Anglii, gdzie na muchę łowi blisko milion wędkarzy Salmon & Trout Association liczy 40 – 50 tys. członków, działających na rzecz środowiska wodnego i organizacji wędkarstwa w swoim kraju. Wiele podobnych przykładów mógłbym podawać, ilustrując powyższe wywody na temat istoty stowarzyszania się.
  1  2  następna   


Sikora - suche chrusty


Frąckiewicz - duże mokre


Paszko - polskie glajchy


Banachowski - z kozą na szczupaka


Reguła - supersuszki