Pstrąg Potokowy

Autor: Eryk Hamerski | Dodany: 2002-08-14

wyślij znajomemu   wydrukuj stronę







Każdy z muszkarzy wie jak wygląda i gdzie występuje. Wiemy jak go łowić i jakimi przynętami i sposobami go przechytrzać. Nie trzeba również przypominać nikomu znanych okresów i wymiarów ochronnych. To są rzeczy oczywiste, tak jak oczywistym staje się fakt, że nasz wspaniały, ulubiony potok ma się coraz gorzej.

Ryba ta była zawsze dla mnie najważniejszym z poławianych na muchę gatunków. Nie sposób policzyć wszystkich niezapomnianych chwil związanych z potokowcami z Dunajca, Bobru, Wisły, Vahu, Białej Lądeckiej i wielu innych rzek. Bywałem zwycięzcą pojedynków ryba - człowiek, ale były też spotkania, po których zdumiony rozpamiętywałem przebiegłą chytrość i siłę tej walecznej ryby.
Co zrobić, by te wspaniałe chwile nie należały tylko do przeszłości? Jak go chronić, jak każdy z nas może sam, już teraz, przyczynić się do zachowania i obrony ginącego gatunku?

Na początek proponuję przestrzeganie kilku elementarnych zasad.
Na przykład przypon w zestawie. Osobiście używam wyłącznie żyłki 0,16 do suchej muchy i 0,18 do nimfy. Na streamera łowię znacznie, znacznie grubiej. Czynię to by hol był zdecydowany i możliwie najkrótszy. By ryba, którą zdecyduję się wypuścić wróciła do wody w jak najlepszej kondycji. Hol kończę zawsze lądowaniem do podbieraka, a następnie delikatnie przytrzymując w wodzie pozwalam rybie na chwilę "oddechu" i powrót do sił.

Kolejna sprawa to obowiązujący w Polsce okres ochronny (namuchę.pl - praktycznie w całej Europie sezon pstrągowy rozpoczyna się w kwietniu lub maju). Pierwsze moje wyjście na wodę opóźniam przynajmniej o miesiąc. Ryby po tarle są wychudzone, nierzadko okaleczone lub poobijane - a więc słabe. Odławianie takich potoków to po pierwsze wątpliwa przyjemność, po drugie zachowanie faul. Tak więc ograniczajmy swą zdobywczą próżność i pozwólmy rybom wrócić do siły i kondycji. W ten sposób, w cieplejszych miesiącach łatwiej trafimy na godnych naszych umiejętności przeciwników.

Kolejna sprawa to gospodarka na naszych pstrągowych wodach. Coraz gorsze naturalne tarła, zwiększona presja sprawiają, że większość rzek wymaga stałego dorybiania. Oczywiście o skali takich przedsięwzięć powinni decydować gospodarze wód i ichtiolodzy. Rzecz w tym, że często jako członkowie wód sami jesteśmy gospodarzami i powinniśmy o ile chcemy mieć rybne łowiska, uczestniczyć w tym co można nazwać gospodarzeniem jak najpełniej. Innym kontekstem tej sprawy jest chyba nadchodzący moment próby - czyli wprowadzenie "rejestracji połowów". Ta wydawałoby się zbędna buchalteria leży w jak najszerzej pojmowanym wędkarskim interesie i uważam, że powinniśmy podejść do tego z prawdziwą rzetelnością. Tylko znając ilości wyłowionych ryb można skutecznie i efektywnie dorybiać rzeki. Innej drogi nie ma.
Nie mniej ważną sprawą jest wymiar ochronny. Obecnie obowiązujące przepisy są w tym względzie niewystarczające i "sztuczne". Nie trzeba wielkiej ichtiologicznej erudycji, by wiedzieć, że wymiary powinny być indywidualnie ustalane dla pojedynczych rzek czy przynajmniej dorzeczy. Zmienność takich parametrów jak żyzność wody, ilości i rodzaje występujących gatunków bezkręgowców i ryb, okresowe wahania wody sprawiają, że przyrosty ryb, a więc osiąganie dojrzałości płciowej (najważniejsza zdolność podejścia do pierwszego tarła) bywają bardzo zróżnicowane. Z moich doświadczeń i wiedzy wynika, że magiczne 30 cm to zdecydowanie za mało, zwłaszcza w odniesieniu do wód płn. Polski czy większych rzek na południu. Dlatego jako uniwersalny, własny wymiar przyjąłem 35 cm i namawiam do tego kolegów, którzy zabierają ryby z wody, choćby rzadko. Zróbmy to, choćby do czasu, kiedy batalion polskich ichtiologów i działaczy PZW uruchomi swoje szare komórki.

Na koniec zostawiam chyba najbardziej bulwersującą sprawę. Znów dzięki naszym wspaniałym ichtiologom ogłoszono wszem i wobec, że pstrąg tęczowy jest chwastem w naszych wodach. Rzecz to niepojęta i zarazem jakże polska. W Czechach, Austrii, na Słowacji, w Niemczech, Szwajcarii itd., itd. przybysz z Ameryki Północnej jest traktowany na równi z rodzimym potokiem, ba, dość powszechnie uważa się, że racjonalne dorybianie tęczakiem tworzy swoisty ochronny parasol nad potokiem. Słynne z potoków europejskie rzeki, wymieńmy choćby Traun, Ohrę czy Vah znane są przy okazji, a może nawet bardziej z kapitalnych rainbowów! Dlaczego, my nie możemy przeżywać niebywałej frajdy poławiania tej wspaniałej, walecznej ryby? Nie wiem tego i nie rozumiem. Przecież gdyby pstrąg tęczowy wszedł do dziennego limitu, zmniejszyłaby się ilość zabieranych potoków, bo rzecz to znana i oczywista, że agresja tej ryby jest znacznie większa, a stąd i większa łatwość jej złowienia. No cóż, być może pozostaje nam tylko czekanie na cud. Z drugiej strony wydaje mi się, że znacznie bardziej racjonalne byłoby tworzenie środowiskowego lobbingu na rzecz dorybiania tęczakiem, choćby najbardziej narażonych na wędkarską presję odcinków pstrągowych rzek.



Chruszczewski - na mokro


Paszko - zimowe streamerki


Banachowski - małe i jeszcze mniejsze streamery


Chruszczewski - mokra forever


Wysocki – na zimowego potoka