Kobieta z muchówką?

Autor: Joanna Schaller | Dodany: 2003-03-13

wyślij znajomemu   wydrukuj stronę





Czy wędkarstwo muchowe może być interesujące dla kobiet? Większość znanych mi przedstawicielek mojej płci chóralnie wykrzyknie: NIE!!! Jak to rybki kaleczyć, kłuć bezlitośnie! A poza tym to strasznie nudne siedzieć godzinami nad wodą i jeszcze te robaki! Fee!!! Ja też kiedyś tak myślałam, bo niestety taki jest zakorzeniony w umysłach pań stereotyp wędkarstwa. Kto wie, może sami panowie wędkarze postarali się byśmy tak o tym sporcie myślały? A przecież wędkarstwo to nie tylko metoda spławikowa, gruntowa czy spinning.

Na szczęście jest jeszcze sztuczna mucha. No właśnie: mucha, metoda, która nawet dla wielu wędkarzy jest odległa i niezrozumiała. Dlaczego niby dla kobiet miałaby być atrakcyjna? Jest kilka istotnych powodów. Przede wszystkim odpadają problemy związane z zanętami, robakami rozłażącymi się po lodówce i wątpliwą przyjemnością nakładania wijącego się żyjątka na haczyk. Brrrr. Jeżeli chodzi o spinning to głównym utrapieniem metody (sprawdziłam na własnej skórze) jest wczepianie się kotwiczek woblera w ulubiony polarek, czy sweterek, nie mówiąc już o palcach, co niestety też się zdarza. A muszka ma na szczęście tylko jeden grot – łatwiej się uwolnić.

Metoda i przynęty w muszkarstwie są najsubtelniejsze. Po opanowaniu podstawowych technik rzutów wykonuje się je automatycznie i prawie bez użycia siły. Nie należy zrażać się odrobiną kłopotów w dotarciu do odpowiedniej wielkości kamizelki, czy neoprenów - niestety mało która firma oferuje serię „women’s”. Dla osób lubiących obcować z przyrodą muszkarstwo oferuje wspaniałe przeżycia: górskie krajobrazy, zmaganie się z rwącym nurtem rzek, podglądanie ptaków i innych zwierząt zamieszkujących nadrzeczne środowisko. Bajecznie ubarwione ryby i muszki (które w razie potrzeby można śmiało zamienić w kolczyki lub broszki). Niezapomniane emocje, wspomnienia no i ryby... Pierwsze drżenie rąk, gdy poczuje się pstrąga czy lipienia na wędce.

Myślę, że wiele kobiet zdecydowałoby się na łowienie, gdyby ktoś – chłopak, mąż umiał je do tego zachęcić. Pokazać mnóstwo pozytywnych stron muszkarstwa, zabrać na ryby.... Może należałoby zmieniać tkwiące w społeczeństwie stereotypy, że jest to „męska działka”. W innych krajach np.: USA czy Skandynawii łowiące kobiety nie stanowią rzadkości, a u nas przez te kilka lat spotkałam 2 może 3 kobiety łowiące na muszkę. Sama słyszałam reakcje na mój widok: „Rany Boskie, przecież to kobieta!” wypowiadane głosem tak przerażonym jak gdyby ktoś ujrzał ducha, albo 70cm pstrąga. A przecież w tej zabawie chodzi tylko o jedno - jak mawia pewien muszkarz z Krakowa – „trzeba umieć łowić”. A więc drogie koleżanki, może zamiast na kolejnej kawie spotkamy się nad wodą i usłyszmy pełne zdziwienia „Ooooooo.........”.
Inne materiały autora:


Pieślak - czarne, ale nie do końca...


Frąckiewicz - zamiast muddlera


Frąckiewicz - majówkowe haute couture


Whillock - po prostu szaleństwo!


Tracz - koralowce