• 1
  • 2
  • 3

O skutecznym rad sposobie…czyli jak stać się skutecznym wędkarzem muchowym cz.4 Systematyczność i logistyka

Część 4 Systematyczność i logistyka

            Jeśli komuś  wydaje się, że codzienna dawka wędkarstwa podczas urlopu znacząco poprawi jego rozeznanie - to musze wszystkich rozczarować. Takie podejście zapewni tylko nabranie wprawy operacyjnej - manualnej i poznanie bardzo wybiórcze.  Rok ma dwanaście miesięcy, z czego do łowienia nadaje się mniej więcej… dwanaście. Dlatego trzydzieści wyjść nad wodę w wakacje jest zupełnie niemiarodajnym doświadczeniem i z pewnością mniej rozwijającym, niż te same 30 dni od wiosny do jesieni. Ryby zmieniają swoje stanowiska, sposoby żerowania, pory żerowania wreszcie ich menu także ulega zmianie. Tego wszystkiego nauczymy się bywając nad wodą systematycznie i regularnie  w ciągu wszystkich miesięcy w roku.  Przy okazji będzie to okazja do zapoznania się urokami łowienia w skwarze i mrozie.

Trochę praktyki:

           To jest dość pojemny punkt ponieważ w jego zakres wchodzi zarówno systematyczność w obszarze przygotowań przedwyprawowych jak i samego wędkowania, co zostało zaznaczone powyżej, czyli bywania nad wodą regularnie, dającego nam przekrojową wiedzę, a nie wybiórczą. Ważne jest byśmy, poznając jakiś odcinek wody, o którym wiemy, że jest rybny, lecz nie umiemy jego potencjału skonsumować, odwiedzali systematycznie, każdorazowo starając się poprawić błędy, które, poprzednio uniemożliwiły nam złowienie ryby. Może to być np. odpowiednie ustawienie się względem prądu, tak by znaleźć idealne miejsce położenia muchy, może to być dobór cieńszej żyłki, innej przynęty, pory dnia czy metody. Takie podejście zaowocuje wreszcie sukcesem. I tu przechodzimy płynnie do kolejnych podpunktów. Aby wyciągać wnioski trzeba gromadzić dane porównawcze, dlatego dobrze jest prowadzić notatki, a w nich wpisywać datę,  miejsce, pogodę, temperaturę wody przed i po łowieniu, temperaturę powietrza, godziny brań, gatunek ryby, metodę i rodzaj przynęty, sytuację w świecie owadów (rójka, jej bark, etc), stan wody - do sprawdzenia w internecie.  Można też dodać jakiś charakterystyczny szczegół.   

W prowadzeniu notatek bardzo pomaga współczesna elektronika. Ja np. na GPSie zaznaczam obiecujące „dołki”. Później gdy chcę kogoś skierować wprost na najlepsze miejscówki po prostu wysyłam „pinezkę”. 

         Skoro jesteśmy przy elektronice - kiedy planujecie  wyprawę w nowe miejsce pamiętajcie, że mapy googla oferują sporo - dokonajcie analizy lotniczych zdjęć rzeki, nad którą macie jechać, zobaczcie sobie na google street miejsca do parkowania, z mostów pooglądajmy rzekę wirtualnie, pogrzebcie w inernecie, poszukajcie opinii o łowisku, czy choćby galerii znad wody. To wszystko sprawi, że nie będziecie tracić czasu na szukanie miejsc parkingowych, czy biegania po rzece w plos lub bystrzyn. Po prostu przyjedziecie na gotowe.

Z elektroniki warto też korzystać kiedy trenujemy na sucho - na boisku lub łące, to niezwykle przydatny trening. Choć nie symuluje wszystkich zmiennych występujących podczas prawdziwego łowienia,  pozwala skoncentrować się jedynie na technice rzutu - po prostu skupiamy się na ruchu, a nie na tym czy ryba weźmie, czy nie. Nieocenioną pomocą jest nagrywanie naszych rzutów. Później na spokojnie możemy przeanalizować co było nie tak i dokładnie uchwycić moment, w którym popełnialiśmy krytyczny błąd. Kilka takich sesji skokowo poprawi nasze osiągi.  Uczmy się rzucać różnymi wędkami, różnymi sznurami, raz krótko precyzyjnie, raz najdalej jak tylko to możliwe – trenujmy z wiarą, że kiedyś się to przyda.

           Nad wodą warto mieć ze sobą lornetkę, by obserwować rzekę w znacznej odległości od siebie, szczelne pudełko na owady, by w domu na spokojnie się im przyjrzeć. Jeśli macie uprawnienia do latania dronem - polatajcie, namierzcie najlepsze punkty - można je naprawdę dobrze obejrzeć. Róbcie zdjęcia nie tylko ryb, ale dokumentacyjne najlepszych miejsc. Zaznaczajcie „pinezki” gdzie były ryby. Po kilku latach okaże się, że jest to skarbnica wiedzy i ona samoczynnie ułoży się w schemat, który podpowie Wam co, gdzie i jak. Późniejsza analiza takich notatek pozwoli wyciągnąć niezwykle cenne wnioski.

           Kiedy jedziecie na długie wędkowanie całodzienne warto ustalić sobie harmonogram dnia, by znaleźć czas na odpoczynek, posiłek - po 10 godzinach łowienia z całą pewnością odczujecie  dekoncentrację, zmęczenie, brak precyzji - a może to będzie ten najważniejszy moment, gdy ryby będą najlepiej żerować. Zachowajmy siły do samego końca.  Jak w wielu innych aktywnościach, pierwsza godzina to taki rozruch, wstrzelenie się, później następuje maximum skupienia i wydajności. Pewnie każdy ma indywidualne możliwości, zależne również od dnia, ale średnio po 4 godzinach intensywnego łowienia nasze osiągi zaczynają spadać. Oczywiście zdarzało mi się nie raz łowić po 12-13 godzin, bez większych przerw, jednak zakończenie takiego dnia było  … łogólnie męcące.   

W tym miejscu chciałbym wspomnieć o treningu zupełnie niewędkarskim, lecz równie istotnym, czyli dbaniu o formę fizyczną. Wędkarstwo muchowe bywa wyczerpujące, więc dobra kondycja jest naprawdę istotna jeśli zależy nam, by łowienie było efektywne i nie okazało się fizyczną porażką.

O skutecznym rad sposobie…, czyli jak stać się skutecznym wędkarzem muchowym, cz. 1

O skutecznym rad sposobie…czyli jak stać się skutecznym wędkarzem muchowym cz.2 Częstotliwość

O skutecznym rad sposobie…czyli jak stać się skutecznym wędkarzem muchowym cz.3 Różnorodność

o mnie
Urodzony w Krakowie, podróżnik, fotografik, człowiek słowa pisanego, wnikliwy obserwator mechanizmów społecznych. Z aparatem i plecakiem odwiedził m.in. Indie, Nepal, Sri Lankę, Egipt, Indonezję, Maroko, Tunezję, Turcję, Izrael, Peru, Ukrainę i wiele państw europejskich. W kręgu jego zainteresowań leżą zjawiska kulturowo-religijne oraz piękno otaczającego świata, ale we wszystkich zakątkach globu badał i poznawał obyczaje wędkarskie.     Najwcześniejsze przebłyski pamięci z dzieciństwa ma związane z wędkowaniem. Prawdopodobnie, wcześniej zaczął łowić, niż mówić. W muszkarstwo wprowadzali go Adam Sikora i nieodżałowani Krzysztof Sasuła oraz Piotrek Klimowski. Pierwsze imadło wykonał z drewnianego trzonka od dziecięcych grabek, kolejne, już fachowe wykonał mu ojciec. W wieku 15 lat zaczął wiązać muszki zawodowo i zajmował się tym aż do końca studiów. Wielki miłośnik „kręcenia”, projektant narzędzi, autor wielce ciekawych, muchowych patentów i artykułów wędkarskich. Najczęściej łowi tradycyjnymi metodami muchowymi i te najwyżej sobie ceni, choć gdy jest okazja, sięga po inne taktyki, bo: Quidquid discis, tibi discis
Inne artykuły autora