Leksykon narzędzi do wykonywania much cz. I

Autor: Jarosław Zych | Dodany: 2004-02-18

wyślij znajomemu   wydrukuj stronę

poprzednia  1  2    





Pamiętam, że w Krakowie na początku lat 90tych ktoś wykonywał imadła krzywkowe z elementów gąsienic czołgu, ponoć były nie do zdarcia. Tylko czy to wszystko było prawdą? Tak czy inaczej legenda pozostała. Mnie odstręczały od nich bardzo wąskie szczęki, uniemożliwiające produkcję dużych much. Imadła krzywkowe, z racji skomplikowanej budowy oraz potężnych naprężeń, w nich występujących, bywają awaryjne. Mimo wszystko są wdzięczne w pracy i wiele potrafią. Ponadto, według mnie, to bardzo ładny model imadeł.

























Od kilkunastu lat dostępne są w Polsce indyjskie imadła tzw. samozaciskowe. Stały się prawdziwym objawieniem. Bardzo pewnie i mocno łapały każdy haczyk – bez względu na wielkość i grubość drutu. Były łatwe w użyciu i szybkie - co dla profesjonalistów stanowi nieco wyolbrzymioną, ale jednak atrakcję. Na szczęście samozaciski produkowane są nie tylko w Indiach, ale i przez renomowane firmy, dzięki czemu niezaprzeczalną ich zaletą jest wytrzymałość. Mam takie imadło już kilka lat i poza obdarciem lakieru nie widać na nim „zmęczenia”. Samozaciski są genialnie proste w działaniu: dwa pręty (niekiedy o kwadratowym przekroju) około 10 cm długości ściśnięte są z jednego końca. Drugi koniec prętów stanowi szczęki, które w stanie spoczynku bardzo mocno do siebie przylegają (w rzeczywistości wewnętrzne powierzchnie prętów – szczęk nie są płaskie, lecz stanowią wycinki okręgu). Między szczękami znajduje się element półkolisty lub eliptyczny (zależnie od modelu), połączony z dźwignią. Gdy naciskamy dźwignię, szczęki rozchylają się; wkładamy haczyk; zwalniamy dźwignię – szczęki wracają do pozycji wyjściowej, łapiąc w swym uścisku haczyk. Imadła te mimo topornego wyglądu i masywności bardzo dobrze sprawdzają się w pracy. Należą do kategorii takich, w których poza elementami zasadniczymi niewiele może się zepsuć. Ich wielką zaletą jest łatwość manewrowania oraz bardzo duża odległość końca szczęk od kolumny imadła. Dzięki temu pod muchą mamy dużo miejsca na wszelkie operacje manualne.

























Samozaciski bez żadnych ustawień pasują do wszelkiej wielkości haczyków. Paradoksalnie w tym właśnie tkwi ich wada. Szczęki takiego imadła niezwykle mocno chwytają każdy haczyk (im grubszy tym mocniej), przez co mogą powodować uszkodzenia jego powierzchni ochronnych. W literaturze spotkałem się z zaleceniem chwytania kolanka ekskluzywnych much przez ścinek papieru. Nie polecam tego sposobu – niektóre papiery zawierają prawdopodobnie jakieś środki wybielające. Miałem przypadki odbarwienia lakieru na haczyku. Znacznie bezpieczniejsza do takiego celu jest cieniutka ircha - choćby ściereczka do czyszczenia okularów. Dodam, że zbyt słabe złapanie haczyka również jest niekorzystne, bo ewentualne ruchy kolanka wewnątrz zaciśniętych szczęk bardzo uszkadzają powłokę antykorozyjną haka. Ta uwaga dotyczy wszystkich rodzajów imadeł.

























Nieco podobną budowę do samozacisków mają nowoczesne imadła, firmowane np. przez firmy Griffin, Renzetti, czy ATH. Tu również zastosowano dwa oddzielne pręty, tyle że nie ściśnięte na stałe. Bliżej szczęk połączone są one śrubą dystansującą, stanowiącą przegub, względem którego „kołyszą” się szczęki. Z tyłu imadła jest dźwignia, rozchylająca pręty. Tym samym z przodu - szczęki muszą się do siebie zbliżyć (jest to wymuszone przez przegub śrubowy), łapiąc przy okazji haczyk. Siłę uścisku do wielkości haczyka idealnie regulujemy śrubą dystansującą (przegubem). Takie imadła mają niepodważalne zalety: są niezwykle precyzyjne jeśli chodzi o siłę uścisku; pozwalają pracować z najróżniejszymi haczykami od 8/0 do 28 ! Szczęki w czasie spoczynku nie pracują – materiał nie jest męczony. W lepszych modelach możemy ustawić szczęki pod dowolnym kątem nawet pionowo, zachowując przy tym odpowiednio duży dystans od kolumny imadła. I co najważniejsze, te nowoczesne imadła pozwalają, za pomocą tylnej korbki, płynnie obracać szczękami, idealnie wokół osi, wyznaczonej przez trzonek haczyka, mimo szczęk ustawionych pod kątem ! Jest to super wygodne przy muchach wymagających precyzji i ciągłego kontrolowania ich budowy z każdej strony. Takie obroty pozwalają perfekcyjnie nawinąć tułów czy owijkę, gdyż ciągle mamy przed oczami miejsce nawijania (nawijany materiał jest nieruchomy - kręcimy całą muchą ). Opór obrotów jest regulowany podobnie jak hamulec w kołowrotku.
Nie są to może imadła najszybsze w obsłudze, lecz ze wszystkich opisanych uważam je za najlepsze i dla amatora, i dla profesjonalisty. Aby być sprawiedliwym opiszę dwie wady, których się w nich doszukałem. Pierwsza to nieco utrudnione manewrowanie od dołu haczyka (od strony grotu) – choć do tego można się przyzwyczaić, drugą jest niemożność zmiany kąta nachylenia szczęk względem powierzchni stołu (te wady nie występuje w najdroższych modelach).

























Wypada dodać, że opisywany tu sposób zacisku szczęk znajduje największe zastosowanie w wyrobach z najwyższej półki, choć niektórzy producenci, jak wspominałem, stosują w takich imadłach mechanizmy gwintowe, motylkowe, a nawet krzywkowe (tylną krzywkę).
Na rynku jest ogromna gama imadeł. Niektóre różnią się detalami konstrukcyjnymi ( np. zamiast gwintu jest dźwignia itp.), jednak większość nie odbiega, w logice działania, od modeli opisanych powyżej. Warto mieć świadomość mechaniki imadła, by być przygotowanym na ewentualne ograniczenia i problemy oraz by kupić coś najbardziej nam odpowiadającego.
Inne materiały autora:
poprzednia  1  2    


Banachowski - z kozą na szczupaka


Banachowski - małe i jeszcze mniejsze streamery


Sikora – małe i mniejsze suche


muchy trociowe Edmunda Antropika


Whillock - po prostu szaleństwo!