Leksykon narzędzi do wykonywania much cz. III

Autor: Jarosław Zych | Dodany: 2004-05-05

wyślij znajomemu   wydrukuj stronę





Nożyczki (ang. scissors)
Dobre nożyczki są równie ważne jak imadło. Powiem więcej: lepiej robić muchę w najgorszym imadle, niż złymi nożyczkami.

Oferta handlowa jest tu ogromna, ponadto wędkarze, czy to z niewiedzy, czy z oszczędności, adaptują do warsztatu muchowego nożyczki kosmetyczne, fryzjerskie i różne inne. Nie tędy droga. Nawet najlepsze i najdroższe nożyczki oferowane przez prestiżowe sklepy wędkarskie czy salony kosmetyczne, nie umywają się do nożyczek chirurgicznych, kupionych w sklepie ze sprzętem medycznym!



































Wiele razy sprzedawcy zachwalali mi świetne nożyczki typowo flytierskie – fakt bywały porządne, ale nigdy nie widziałem lepszych, od profesjonalnych narzędzi lekarskich. Żadna chyba dziedzina nie jest tak wymagająca, jeśli chodzi o precyzje wykonania narzędzi oraz dobór materiału, jak właśnie medycyna. Dodam, że dobre nożyczki chirurgiczne to wydatek minimum 30-50 USD. Ale w zamian dostajemy produkt, który będzie nam służył wiele lat. Dobre nożyczki pozwolą wykonać nawet 50 000 much, przy bezlitosnym cięciu drutów, lamet metalowych, najgrubszych stosin, bez oglądania się, czy tniemy środkiem noży, czy samymi szpicami!


























Oczywiście nożyczki trzeba ostrzyć i polerować fachową ręką. W rozwarcie dobrze, co jakiś czas dać kropelkę oleju. Gdy powierzchnie tnące przestaną ściśle do siebie przywierać, trzeba delikatnie dokręcić śrubkę lub klepnąć łączący je nit. Ostrzenia nożyczek można się nauczyć i każdy zawodowy flytiers powinien posiąść taką umiejętność. Choć ideałem byłoby ostrzenie nożyczek w profesjonalnym zakładzie, to ze względów finansowych i czasowych jest to raczej nierealne. Dlatego ostrzę je sam mini osełką (gradacja ok. 1200 –1500). Mocuję nożyczki w drewnianym ścisku i delikatnie spiłowuję powierzchnie tnące. Pociągnięcia osełki powinny być idealnie „płaskie” i zawsze prowadzone w jednym kierunku – skośnie od łączenia do szpiców. Przy ostrzeniu trzeba też odpowiednio wypracować szpice tak, by idealnie się schodziły.






















Powinienem tu napisać kilka truizmów: że nożyczkami nie powinno się ciąć twardych materiałów, uważać by nie zamknąć ich na trzonku haczyka, by lamety przecinać jak najgłębszą częścią powierzchni tnących, etc. Tyle teoria. W praktyce ciachamy jak leci, a jeśli mamy dobry sprzęt, to bez problemu go zregenerujemy i naostrzymy. Aby sprawdzić czy nożyczki są dostatecznie ostre i dobrze przylegające, można przeprowadzić testy:

a) Nożyczki muszą bez strzępienia przeciąć mokrą gazetę

b) Samymi końcami szpiców ucinamy luźny koniec nici wiodącej wielożyłowej, najlepiej kevlarowej. Nić musi mieć co najmniej 10 cm długości, zaś palcami nie powinniśmy w żaden sposób dociskać do siebie powierzchni tnących (tak jak często pomagamy sobie przy rozklekotanych nożyczkach). Cięcie powinno być czyste – żadna żyłka nici nie ma prawa ześlizgnąć się i uciec z ostrza.

Oprócz klasycznych, sprzedawane są w sklepach wędkarskich nożyczki samootwierające się; na sprężynie; ze specjalnym uchwytem na palec – by przez cały czas mieć je w ręce i nie odkładać na stół; niesymetryczne, o różnej długości ramion – ergonomicznie dostosowane do palców. Są „nożyczki” wykonane z jednego kawałka stali – właściwie to dwa ostrza, połączone płaską sprężyną. Większość tych wynalazków ma służyć szybkości i wygodzie, a w rzeczywistości służy wywołaniu sztucznych potrzeb u klientów.










































Co do szybkości - nie przesadzałbym. Z reguły są to oszczędności czasu zauważalne przy 100 – 150 muszkach dziennie. Mimo wszystko nie zamieniłbym klasycznych porządnych nożyczek na żadne sprężynowce – które mam, testowałem i odłożyłem do szuflady. Z wygodą też bym polemizował – otóż klasycznymi nożyczkami można ciąć dosłownie wszystko. Sprężynowce z reguły są znacznie bardziej delikatne i nie do wszystkich prac się nadają, a jeśli chodzi o precyzję to odpadają w przedbiegach. Podobnie nie zachęcam do kupna nożyczek z ząbkami. Można je mieć jako jedną z kilku par, nie jako jedyne. Są mniej precyzyjne, najlepiej się sprawdzają przy cięciu twardych lub grubych materiałów. Ponadto sprawiają kłopot przy ostrzeniu (po paru ostrzeniach piłka zanika!).

Równie ważny jak materiał, z którego wykonano nożyczki jest ich kształt. Z mojego doświadczenia wynika, że powinno się mieć dwie pary. Jedne to cienkie nożyczki ze szpicami – wykorzystywane w 95 % sytuacji. Drugie to większe nożyczki do strzyżenia sierści oraz cięcia dłuższych prostych odcinków, np. pasków lateksu. Jeśli posiadamy tylko jedne nożyczki (małe) - to też sobie poradzimy. Istotne jest by ramiona nożyczek były dłuższe od powierzchni tnących, dzięki czemu tworzy się dźwignia, która wydatnie pomaga w cięciu twardych materiałów.

Niedawno kolega zapytał mnie - czy ma kupić sobie nożyczki proste, czy podgięte. Poradziłem mu: kup proste - są bardziej uniwersalne, choć ja sam używam podgiętych już od piętnastu lat. Ale to jedynie siła przyzwyczajenia - nie ma to aż takiego znaczenia.

Jak w większości narzędzi muchowych, preferuję matowe wykończenie nożyczek.

Szpikulce (ang. bodkins)
Ideałem byłoby mieć sześć szpikulców, ale ponieważ robi się wtedy bałagan, to proponuję zostać przy jednym prostym szpikulcu.

Wróćmy jednak na chwilę do ideałów. Jeden szpikulec powinien służyć do nakładania szelaku, klejów itd., drugi do układania, poprawiania, podginania, nakłuwania, czochrania dubbingu, rozdzielania promieni – słowem wszystkiego, czego wymaga się od tzw. „suchego” szpikulca. Była tu mowa o szpikulcach prostych. Analogicznie wykorzystuje się szpikulce z zagiętą końcówką, tyle, że pomagają one dotrzeć do trudno osiągalnych miejsc w muszce i ułatwiają niektóre prace. Dwa ostatnie (prosty i zagięty) szpikulce powinny służyć do rozgrzewania ich, a następnie nadtapiania, wypalania, zaginania nimi materiałów składowych muszki. Szpikulce do nagrzewania powinny być zaopatrzone w odporne na wysokie temperatury trzonki – np. metalowe.


















Szpikulec to nic innego jak igła zamocowana w obsadce. Ale właśnie - czy igła? Najlepszy byłby twardy, nierdzewny drut. Szpice chromowane (w tym większość igieł) po dłuższej eksploatacji zaczynają się łuszczyć. Chrom, pod wpływem ciągłego ocierania pęka, ściera się i odpada, zostawiając nieładną czerniejąca powierzchnię.

Nie polecam metalowych trzonków do szpikulców (wyjątek to szpikulce do rozgrzewania). Znacznie przyjemniejsze są z drewna woskowanego. Niezbyt ładne, lecz rewelacyjne w użyciu są krótkie trzonki korkowe obrabiane pilnikiem gruboziarnistym. Takie obsadki, choć mało efektowne, zapewniają pewny i wygodny chwyt. Niektóre firmy oferują szpikulce z bardzo subtelnymi, cienkimi trzonkami. Te eleganckie produkty nie sprawdzają się w praktyce - są niewygodne, a przy częstym używaniu szpikulca bolą palce.

Optymalna długość samego grotu to 2,5 - 5 cm. Nie specjalnie polecam szpikulce o kształcie stożka, lepsze to takie, które przypominają klasyczne igły krawieckie, z reguły są delikatniejsze.

Czasem przydaje się szpikulec o tępym (półokrągłym) ostrzu. Ja do tego celu zaadaptowałem dentystyczny zgłębnik. Przyrząd jest dwustronny - na jednym końcu jest kulka na drugim tępy zaokrąglony drut. Tego narzędzia używam do malowania oczek (kulka zanurzona w lakierze daje ładne, okrągłe plamki) oraz do wytłaczania i wygładzania elementów muszki. Np. w niektórych muchach epoksydowych, taki przyrząd (najlepiej pośliniony lub maczany w mydlinach lub alkoholu!) pozwala cyzelować kształt muszki, przed jej ostatecznym wyschnięciem. Niektórzy producenci mają w ofercie specjalne szpikulce do rozdzielania jedwabiu, flossów lub nici. Właściwie są to zwykle szpikulce, tyle że mocno rozklepane – spłaszczone bocznie. Nie trzeba sobie zawracać nim głowy. W niektórych sytuacjach może się natomiast przydać cieniutkie wiertełko, zamocowane w obsadce.

Na koniec drobne ułatwienie warsztatowe. Na stole wędkarskim szelak trzymam w wąskiej szklanej fiolce, otwartej przez cały czas wiązania much (z racji wolnego gęstnienia szelaku ewentualne rozcieńczanie lub mieszanie wykonuję co ok. 2-3 godziny). Do fiolki nalewam tyle roztworu, by opierając o jej brzeg trzonek szpikulca, zagłębiać jego żądło na ok. 1-2 mm w szelaku. W ten sposób każdorazowo, bez mierzenia nabieram podobnej wielkości kroplę, wystarczającą do pokrycia nici pod dubbing czy np. główki.
Inne materiały autora:


Frąckiewicz - speyomania


Rekowski – makrelka, polska mucha


Łaniewicz - streamerowo


Polakowski – broń na uciekiniera


Ostafin - lipieniowe wyloty