Leksykon narzędzi do wykonywania much cz. IV

Autor: Jarosław Zych | Dodany: 2004-05-26

wyślij znajomemu   wydrukuj stronę





Szczypce samozaciskowe (ang. Hackle Pliers)
Szczypce służą głównie do trzymania pióra podczas nakręcania z niego jeżynki. Takie jest założenie. W rzeczywistości okazują się niezastąpione w ogromnej ilości sytuacji. Pomagają nawijać wszelkie krótkie odcinki materiałów na trzonek haczyka. Wystarczy wymienić: quille, biotsy, promienie kondora itp. Ponadto ratują, gdy urwiemy nawijany materiał. Możemy nimi wtedy chwycić odstający fragment (ten, który został przy haczyku). Obciążony szczypcami „kikut” nie będzie się rozwijał, możemy go zabezpieczyć nicią wiodącą lub spokojnie przygotować sobie materiał na dalszą część tułowia. Szczypce ratują nas też, gdy w trakcie nawijania tułowia okazuje się, że materiał nawijany jest zbyt krótki, by móc go utrzymać w palcach.




























Znajduję też inne zastosowanie dla szczypiec samozaciskowych. Zawsze jedne lub dwie pary mam na kolumnie imadełka. Łapię w nie różne materiały, z których wyrywam lub wycinam poszczególne części składowe muszki. Szczególnie wygodnie jest łapać w nie pióra, z których wyrywamy promienie na ogonki. Prawą ręką ciągniemy za wolny koniec pióra, naprężając je, zaś lewą ręką wyrywamy potrzebną ilość promieni. Kilka par szczypiec mam też przymocowanych do krawędzi stołu. Jeśli z jakiegoś materiału korzystam przy wiązaniu wielu much (np. pióro pawia przy Red Tagach) to łapię go szczypcami, by nie spadał ze stołu. Do chwytania stosin, jak w przytaczanym wyżej przykładzie, stosuję specjalne szczypce, w których jedno z ramion jest zupełnie proste i stanowi swego rodzaju szpikulec. Wbijam go wewnątrz, stosiny, co zapewnia optymalny chwyt.

Jeśli chodzi o kształty szczypiec, to firmy prześcigają się w serwowaniu nowych patentów. Najprostsze to szczypce wygięte z pręta stalowego (często jest to zwykła szprycha). Bardziej zaawansowane modele są skręcone spiralnie. Dzięki temu lepiej sprężynują, a ponadto w oczko spirali można włożyć palec, co niekiedy pomaga w pracy. Aby ułatwić naciskanie szczypiec, niektórzy producenci przylutowują do ich ramion płaskie blaszki. Tego patentu nie potrzebują szczypce całe wykonane z płaskich pasków sprężynujących. Z takich sprężyn wykonane są też szczypce nitowane. Choć mechanika ich działania jest zupełni inna niż klasycznych szczypiec, to efekt jest identyczny. Warto zaopatrzyć się w malutkie szczypce, mocowane przegubowo na trzonku i amortyzowane małą sprężynką. Świetnie się sprawdzają przy małych muszkach lub przy bardzo delikatnych jeżynkach. Sprężyna skutecznie amortyzuje wszelkie nieplanowane szarpnięcia, dzięki czemu unikamy zerwania pióra. Ciekawe, choć niestety dość drogie, są szczypce przypominające „żabki” do chwytania zasłon przy karniszu. Szczypce te łączy przegub z teflonowym pierścieniem na palec, który pozwala bardzo płynnie obracać nimi, podczas nawijania jeżynki. Jeśli kogoś stać - polecam.

Oczywiście same szczęki chwytające też prezentują różne kształty i rozwiązania. Bywają, zatem wewnętrznie karbowane, płaskie, szerokie, wąskie, z nakładkami plastikowymi, z gumowymi końcówkami. Te ostatnie maja w założeniu bardzo pewnie trzymać materiał i nie przecinać go. Jakoś ich nie lubię rozwiązania, są dla mnie zbyt toporne. Wolę zwykłe płaskie, metalowe końcówki tylko ładnie wypolerowane, oczywiście bez żadnych rantów i ostrych krawędzi. Sam kształt szczypiec nie jest tak istotny. A kwestią przyzwyczajenia jest, czy danym modelem będzie się nam dobrze pracowało, czy też źle.

W katalogach (choćby Cabelasa) pojawiają się czasem szczypce, których jedna szczęka jest obracającą się rolką, druga zaś dociskiem do rolki. Idea działania tych szczypiec jest następująca: między docisk a rolkę wkładamy pasmo, z którego będziemy nawijać tułów (np. promień kondora, jedwab). W trakcie nawijania materiał płynnie wyślizguje się spod rolki bez niebezpieczeństwa zerwania. Tyle teoria. W rzeczywistości patent jest chybiony. Materiał często wyłazi spod rolki, nie trzyma się i strzępi. A co najgorsze, w zasadzie do każdego rodzaju materiałów powinno się wyregulować siłę nacisku szczypiec. Nie warto ich kupować, chyba, że jako ciekawostkę. Nie polecam także kupna szczypiec, wyglądem i działaniem przypominających sprężynowych długopisów. W miejscu, gdzie w długopisie wystaje wkład, w szczypcach jest malutki haczyk zamocowany wewnątrz obsadki na sprężynie. Łapiemy nim końcówkę pióra jeżynki. Proponuję zostać przy bardziej tradycyjnych wzorach szczypiec.

Szczypce bezwzględnie należą do pierwszorzędnego wyposażenia wiązacza. Ich rolę trudno przecenić.

Pozostaje jeszcze oddzielna grupa szczypiec sprężynowych. Są trudnodostępne i niekoniecznie trzeba o nie zabiegać. Szczypce sprężynowe, do jedwabiów, flossów, włóczek i innych materiałów wielożyłowych, są mocno ściśniętą drucianą spiralą, z ramionami pozwalającymi ja rozciągać. Materiał łapiemy między poszczególnymi zwojami. Z kolei sprężynowe szczypce do łapania miękkich piór jeżynkowych, to pręt zamocowany przegubowo na trzonku, wygięty w kształt bardzo wąskiej litery „u” (ramiona niemal się stykają). Na ramionach nawinięta jest spirala. Pióro łapiemy wciskając między ramiona narzędzia.

Nawijarki (ang. Bobbins)
To jedno z najwdzięczniejszych narzędzi. Dzięki niemu nić wiodąca jest stale naprężona, równomiernie wysnuwa się ze szpuli i oczywiście mamy do dyspozycji praktycznie dowolnie długi odcinek nici.































Budowy bobbinek są najróżniejsze. Najczęściej można spotkać dwuramienne bobiki sprężynowe. Szpula obraca się w nich między dwoma koralikami, umocowanymi do sprężystych ramion. I tu się zaczyna: stosowane są koraliki z metali kolorowych, ze stali, szkła, plastiku, ceramiki, teflonu, agatu, itp. Wiadomo im gładsze, twardsze i dające płynniejszy poślizg tym lepiej – dlatego właśnie teflon czy polerowany agat są świetny.

Kolejną różnorodność wprowadzają kształty ramion. Bywają krótkie, długie, o różnej rozwartości, różnej krzywiźnie i różnych kątach wygięcia, proste oraz ergonomiczne - dopasowane do wnętrza dłoni. Ramiona bobbinek wykonywane są z drutu, pasków sprężynującej blachy i z tworzyw sztucznych. Katalogi firmowe oferują też niezwykłe kształty nawijarek – np. z jednym ramieniem; ze szpulą umocowaną pionowo; niesymetryczne – gdzie jedno z ramion ma inną geometrię niż drugie. Niektóre nawijarki jednoramienne posiadają płynną regulację oporu wyciągania nici wiodącej! Ciekawe są też sprężynowe bobinki z regulowanym hamulcem szpuli. Między koralikami mocowany jest bębenek hamulca, a na nim osadza się szpulkę. Jej wymiana jest błyskawiczna. Taka nawijarka jest chyba najciekawszą propozycją rynku, niestety strasznie drogą (ok. 50 USD). Równie kosztowna jest nawijarka Norlandera ze szpulkami typu Large Arbor i z miniaturowym automatem do zwijania nici. Gorąco polecam. Ciekawe rozwiązanie prezentuje jedna z nawijarek Griffina, mianowicie szpula przytwierdzona jest do drucianych ramion śrubkami. Natomiast najbardziej chyba elegancką bobbinką może pochwalić się Wasatch (Wasatch Solid Wood Bobbin). To wytoczony z jednego kawałka drewna majstersztyk, prosty, poręczny, z drewniana szpulką!




















W bobbinkach szczególną uwagę trzeba zwrócić na rurkę wyprowadzającą nic wiodącą. Najlepsze są ceramiczne wyroby takich firm jak: Renzetti, Tiemco czy Norlander. Świetne są też nawijarki, których rurki maja zakończenia z ceramicznego pierścienia, np. Griffin lub Dr. Slick. Zwykłe metalowe rurki to zdecydowanie druga kategoria. Nawet najlepiej wygładzone nie dorównują kulturze pracy ceramicznym. No, może te z zakończeniem wykonanym z polerowanego brązu stanowią chlubnym wyjątek. Dostępne są nawijarki o różnej średnicy rurek – do różnej grubość nici. Niektóre firmy jak C&F pod rurką mocują specjalną piankę, która w razie zerwania nici wiodącej nie dopuszcza, by wypadła ona z rurki. Nie jestem przekonany do tego pomysłu, gdyż nić, która pozostaje w rurce, bardzo trudno zassać. Mimo tej wady wspominana bobbinka jest wyśmienita.

W nawijarkach świetnie sprawdzają się szpulki Larg Arbor. Z nich (Patrz: analogicznie jak w kołowrotkach tego typu) nić wiodąca wysuwa się stale z tym samym oporem. Z bardzo często stosowanych szpulek od maszyn dziewiarskich, nić wiodąca wysuwa się ze zwiększonym oporem, gdy jest już jej mało. Może to prowadzić do jej zerwania. Najlepiej wtedy lekko rozgiąć ramiona bobbinki. Uwaga: powinno się rozginać każde ramię oddzielnie! Nigdy nie należy rozginać ramion równocześnie – przez ciągnięcie ich w przeciwnych kierunkach. Takie praktyki mogą uszkodzić miejsce mocowania ramion do rurki. Oczywiście, dogięcie ramion do siebie, na powrót, zwiększy opór obrotów szpulki.






















Kilkadziesiąt lat temu, w Krakowie, zapanowała moda na bardzo duże i ciężkie nawijarki, wykonane z jednego kawałka aluminium lub grubej pleksi. Były one wyposażone w sprężyny tarczowe, dociskające szpulę i w regulowany hamulec. Gdy więc ilość nici zmniejszała się na szpulce, za pomocą tegoż hamulca, bez problemu, można było wyeliminować zwiększony opór wysuwania się nici wiodącej. Zaletą tej nawijarki jest wspomniana równomierna praca oraz, z racji ciężaru, silne napinanie nici wiodącej. Trzeba dodać, że nawijarkę taką można opierać o krawędź stołu tak, by nie dyndała pod trzonkiem haczyka. Są wiązacze, którzy przyzwyczaili się do pracy tymi nawijarkami i bardzo sobie je chwalą. Wykonałem kilka takich maszynek i być może nadal ktoś ich używa. Sam traktuję je dziś raczej jako ciekawostkę. Posiadam nawijarkę tego typu zrobioną z egzotycznego drewna Jatoba. Jest ona bardziej ozdobą, niż narzędziem, po które mam ochotę sięgnąć. Zdecydowanie wolę pracę bobbinkami sprężynowymi dobrych, sprawdzonych producentów. Preferuję przy tym klasyki bez udziwnień - czyli symetryczne, z pozioma szpulką no i z ceramiczną rurką. Jeśli chodzi o wielkość, to najlepiej leżą mi w dłoni ok. 7-8 cm, dopasowane do wąskich szpulek (takich jak od maszyn dziewiarskich lub typu Large Arbor).


































Wielkie zalety bobbinek sprężynowych, które mnie do nich przekonują to: prostota konstrukcji, szybkość z jaką można zmieniać szpule, łatwość przeciągnięcia nici wiodącej przez rurkę i wreszcie uniwersalność – wystarczy lekko dogiąć ramiona, by dopasować narzędzie do zupełnie nowego rozmiaru szpuli.

W rzeczywistości trudno powiedzieć, która nawijarka jest najlepsza. Jak przy wielu przyrządach flytierskich, o tym, czy dobrze nam się kręci muszki decyduje przyzwyczajenie. Kształt bobinki nie ma radykalnego wpływu na jakość naszych much.

Warto mieć kilka nawijarek do różnych kolorów nici, do różnej wielkości szpul i do różnej wielkości muszek – im mniejsze muchy, tym lżejsza może być bobbinka. Niektóre zbyt lekkie, firmowe nawijarki uzbrajam w kołnierz toczony z brązu. Jest to bardzo skuteczny sposób zwiększenia naciągu nici.

Choć producenci zalecają stosowanie nawijarek do bardzo wielu materiałów, to nie zawsze należy ulegać tym sugestiom. Np.: jedwab, floss, lamety, drut mogą się niszczyć przy nawijaniu ich bobbinką. Ponadto nawijanie ręczne tych materiałów często daje ładniejsze efekty. Mimo tego, wiele firm wskazuje na takie właśnie zastosowanie swoich nawijarek. Bądźmy zatem nieufni.
Inne materiały autora:


Białoń - kiełże!


Banachowski - z kozą na szczupaka


Paszko - polskie glajchy


Sikora – małe i mniejsze suche


Reguła - na klenia