Leksykon narzędzi do wykonywania much cz. VI

Autor: Jarosław Zych | Dodany: 2004-09-15

wyślij znajomemu   wydrukuj stronę





Szczypce samozaciskowe (Hackle Pliers)
Szczypce służą głównie do trzymania pióra podczas nakręcania jeżynki. Takie jest założenie. W rzeczywistości okazują się niezastąpione w ogromnej ilości sytuacji. Na przykład pomagają nawijać wszelkie krótkie odcinki materiałów na trzonek haczyka. Wystarczy wymienić: quille, biotsy, promienie kondora itp. Często ratują, gdy urwiemy nawijany materiał i możemy ponownie chwycić odstający, urwany fragment (ten, który został przy haczyku). To samo dotyczy sytuacji, gdy w trakcie nawijania tułowia okazuje się, że nawijany materiał jest zbyt krótki, by móc go utrzymać w palcach.





























Znajduję też inne zastosowanie dla szczypiec samozaciskowych. Zawsze jedne lub dwie pary mam na kolumnie imadełka. Łapię w nie różne materiały, z których wyrywam lub wycinam poszczególne części składowe muszki. Szczególnie wygodnie jest łapać w nie pióra, z których wyrywamy promienie na ogonki. Prawą ręką ciągniemy za wolny koniec pióra, naprężając je, zaś lewą ręką wyrywamy potrzebną ilość promieni. Kilka par szczypiec mam też przymocowanych do krawędzi stołu. Jeśli z jakiegoś materiału korzystam przy wiązaniu wielu much (np. pióro pawia przy Red Tagach) to łapie go tymi szczypcami, by nie spadał ze stołu. Do chwytania stosin, jak w przytaczanym wyżej przykładzie, stosuję specjalne szczypce, w których jedno z ramion jest zupełnie proste i stanowi swego rodzaju szpikulec. Wbijam go wewnątrz, stosiny, co zapewnia optymalny chwyt.

Jeśli chodzi o kształty szczypiec, to firmy prześcigają się w serwowaniu nowych patentów. Najprostsze to szczypce wygięte z pręta stalowego (często jest to zwykła szprycha). Bardziej zaawansowane modele są skręcone spiralnie. Dzięki temu lepiej sprężynują, a ponadto w oczko spirali można włożyć palec, co niekiedy pomaga w pracy. Aby ułatwić naciskanie szczypiec, niektórzy producenci przylutowują do ich ramion płaskie blaszki. Tego patentu nie potrzebują szczypce całe wykonane z płaskich pasków sprężynujących. Z takich sprężyn wykonane są też szczypce nitowane. Choć mechanika ich działania jest zupełni inna niż klasycznych szczypiec, to efekt jest identyczny. Warto zaopatrzyć się w malutkie szczypce, mocowane przegubowo na trzonku i amortyzowane małą sprężynką. Świetnie się sprawdzają przy małych muszkach lub przy bardzo delikatnych jeżynkach. Sprężyna skutecznie amortyzuje wszelkie nieplanowane szarpnięcia, dzięki czemu unikamy zerwania pióra. Ciekawe, choć niestety dość drogie, są szczypce przypominające „żabki” do chwytania zasłon przy karniszu. Szczypce te łączy przegub z teflonowym pierścieniem na palec, który pozwala bardzo płynnie obracać nimi, podczas nawijania jeżynki. Jeśli kogoś stać - polecam.

Oczywiście same szczęki chwytające też prezentują różne kształty i rozwiązania. Bywają, zatem wewnętrznie karbowane, płaskie, szerokie, wąskie, z nakładkami plastikowymi, z gumowymi końcówkami. Te ostatnie maja w założeniu bardzo pewnie trzymać materiał i nie przecinać go. Jakoś ich nie lubię rozwiązania, są dla mnie zbyt toporne. Wolę zwykłe płaskie, metalowe końcówki tylko ładnie wypolerowane, oczywiście bez żadnych rantów i ostrych krawędzi. Sam kształt szczypiec nie jest tak istotny. A kwestią przyzwyczajenia jest, czy danym modelem będzie się nam dobrze pracowało, czy też źle.





























W katalogach (choćby Cabelasa) pojawiają się czasem szczypce, których jedna szczęka jest obracającą się rolką, druga zaś dociskiem do rolki. Idea działania tych szczypiec jest następująca: między docisk a rolkę wkładamy pasmo, z którego będziemy nawijać tułów (np. promień kondora, jedwab). W trakcie nawijania materiał płynnie wyślizguje się spod rolki bez niebezpieczeństwa zerwania się. Tyle teoria. W rzeczywistości patent jest chybiony. Materiał często wyłazi spod rolki, nie trzyma się i strzępi. A co najgorsze w zasadzie do każdego rodzaju materiałów powinno się wyregulować siłę nacisku szczypiec. Nie warto ich kupować, chyba, że jako ciekawostkę. Nie polecam także kupna szczypiec, wyglądem i działaniem przypominających sprężynowych długopisów. W miejscu, gdzie w długopisie wystaje wkład, w szczypcach takich jest malutki haczyk zamocowany wewnątrz obsadki na sprężynie. Łapiemy nim końcówkę pióra jeżynki. Proponuję zostać przy bardziej tradycyjnych wzorach szczypiec.

Szczypce bezwzględnie należą do pierwszorzędnego wyposażenia wiązacza. Ich rolę trudno przecenić.

Pozostaje jeszcze oddzielna grupa szczypiec sprężynowych. Są trudnodostępne i niekoniecznie trzeba o nie zabiegać. Szczypce sprężynowe, do jedwabiów, flossów, włóczek i innych materiałów wielożyłowych, są mocno ściśniętą drucianą spiralą, z ramionami pozwalającymi ja rozciągać. Materiał łapiemy między poszczególnymi zwojami. Z kolei sprężynowe szczypce do łapania miękkich piór jeżynkowych, to pręt zamocowany przegubowo na trzonku, wygięty w kształt bardzo wąskiej litery „u” (ramiona niemal się stykają). Na ramionach nawinięta jest spirala. Pióro łapiemy wciskając między ramiona narzędzia.

Dozownik kleju, szelaku itp. (Applicator Bottle)












































Jest to plastikowa buteleczka, która w zakrętce ma małą dziurkę, w niej tkwi wyjmowana igła. Wielu wędkarzy chwali takie rozwiązanie, gdyż lakier nie gęstnieje, a przez dziurkę łatwo wycisnąć kropelkę pożądanej wielkości. Przyznam szczerze: jest to jeden z nielicznych gadżetów tu opisywanych, których nie testowałem i nie posiadam. Sądząc z opinii użytkowników dozownika, jest to trafiony zakup. Ja stosuję, wspominaną już wcześniej przy szpikulcach, fiolkę. To zwykła szklana buteleczka po lekarstwach, ustawiona w drewnianej podstawce. Zależnie od potrzeb wymieniam fiolki z różnymi kolorami szelaku. Niektórzy w korku zatykającym butelkę mocują patyczek lub stosinę, która przy zatkaniu butelki zagłębia się w szelaku na kilka mm. Stanowi to swego rodzaju dozownik i mieszadło. Nie stosuje tego patentu, bo jak wspominałem przez cały czas mam otwartą fiolkę.

Lakiery trzymam w buteleczkach po... lakierach do paznokci (wypłukanych acetonem). Pędzelki, które są zamocowane wewnątrz nakrętek docinam stożkowo, bo oryginalne końcówki pędzli są zbyt toporne.


Wycierak do kleju /szelaku, lakieru itd./
Spotkałem się z dwoma sposobami wycierania szpikulca z szelaku. Pierwszy to ocieranie szpikulca o listewkę przybitą do stolika wędkarskiego. Warstwę szlaku, która osadza się na listewce można, co jakiś czas zerwać i ponownie rozpuścić w spirytusie.

Drugi sposób to wbijanie szpikulca po każdym użyciu w grubą, miękką gumę. Dzięki temu, po wyjęciu, jest on idealnie czysty. Stosuję ten drugi sposób, wykorzystując szewską gumę zelówkową.
Inne materiały autora:


Banachowski - z kozą na szczupaka


Chruszczewski - mokra forever


Whillock - po prostu szaleństwo!


Żaby bez zaklęć


Wiosenny swap