Pszczoła na fali...

Autor: Mariusz Warda | Dodany: 2002-10-23

wyślij znajomemu   wydrukuj stronę





Ostatnia sobota września. Około jedenastej z kolegą Lechem od Zębów i Radkiem od Woblerów zaczynamy bój na jeziorze Piaseczno. Mieliśmy nadzieję, że po upalnym lecie woda już się schłodziła i pstrągi zaczęły intensywne żerowanie przy powierzchni. Niestety Artur, nasz przyjaciel i przewodnik poinformował nas, że ryby najlepiej biorą na sześciu, ośmiu metrach. Wypływamy i po chwili zaczynamy dryfować na środku jeziora. Koledzy już łowią. Ja trochę bardziej niż oni odczuwam wpływ spożywanego wczoraj wspólnie Płynu Którego Nie Piją Zwierzęta. W końcu udaje mi się zmontować sprzęt. Za radą Artura łowię szybko tonącą linką. Na końcu zestawu podarowana mucha - Damsel Fly. Po paru rzutach półtora kilowy tęczak ląduje w łódce. Lechu coś psioczy o zasadzie pomiędzy kacem a braniem ryb.



Słoneczko mocniej przygrzało, pojawiły się pojedyncze oczka. Zacząłem rozglądać się, co też te pstrągi mogą zbierać. Zauważyłem przy łódce topiącą się pszczołę, rozejrzałem się uważnie i dostrzegłem ich jeszcze kilka. Czy pstrągi jedzą pszczoły? Czy taka pszczoła go nie użądli? Może jedzą tylko te utopione? A może nie są wrażliwe na jad? Skoro pływa tyle żarcia, dlaczego oczka są sporadyczne? To za dużo pytań dla mojej skołatanej głowy, pomyślę o tym później. Do obiadu mam jeszcze jednego tęczaka. Radziu na suchą ma też jednego, drugi mu spadł. Lechu bez brania. Po obiedzie mimo szczerych chęci tylko Lechu łowi jednego na suchą. Dzień kończymy więc bez rewelacji. Wieczorem w domu patroszę ryby. W przełyku jednego pstrąga znajduję pszczołę. Już wiem, że za parę dni znowu odwiedzę Piaseczno z nowym wzorem muchy.

Środa cztery dni później. Rano telefon do Artura i za godzinkę jestem w pensjonacie. Po mocnym ochłodzeniu miła wiadomość: ryby pokazały się pod powierzchnią i pod brzegami. Wypływam w stronę zatoki przy szosie i staję w dryfie u wejścia do niej. Zdążyłem zauważyć dwa oczka. Otwieram pudełko, skupiam się na czterech dopiero co ukręconych imitacjach pszczoły. Zacznę od sierściucha pomalowanego pisakiem w prążki. Parę rzutów, nic się nie dzieje. Zmieniam na prostą muchę z pianki do kapoków. Niestety przy obłamywaniu zadziora złamałem cały grot haczyka. Zostały mi dwie imitacje pszczoły, jak mi się wydawało, najwierniejsze. Pierwszy rzut na drobną falę i po kilkunastu sekundach pszczoła znika w środku soczystego oczka. Piękny, prawie dwukilowy samiec tęczaka. W zatoce zauważam parę wyjść. Podpływam tam. Łowi już tu inny muszkarz. Pytam o wyniki-zero. Staję w dryfie. Po kilkunastu rzutach kolejny tęczak zbiera moją pszczółkę. Sąsiad pyta: na co? Na pszczołę. Kilka minut i następną rybę spinam po spóźnionym zacięciu. Przez następne trzy godziny łowię jeszcze cztery ryby i jedną spinam. Przestały wychodzić. Zmieniam na mokrą muchę i zapinam kolejną rybę, niestety przydepnięta linka pozwala tęczakowi odpłynąć z muchą. Zbliża się wieczór. Postanawiam spróbować jeszcze z drugiej strony jeziora, pod lasem. Po drodze zapinam na streamera w głębokim trolu największą tego dnia sztukę: tęczak waży dobre trzy i pół kilo. Pod lasem wychodzą i to dość często. Ciemna powierzchnia wody i dwudziestometrowe rzuty utrudniają obserwację muchy tak, że na sześć brań na moją pszczółkę wyciągam tylko jedną rybę. Spływam powoli do pomostu. Na środku jeziora oszukuję jeszcze jednego tęczaka.

Tego dnia wyjąłem na imitację pszczoły osiem tęczaków, zepsutych brań drugie tyle. Inni łowiący wędkarze mieli po jednej rybie. Czy to różnica umiejętności wędkarskich (mówcie mi samochwała),czy rzeczywista skuteczność mojej imitacji? A może coś innego? Przecież złowiłem też ryby na inne muchy. W literaturze muchowej znana jest mucha Bee, a skoro ktoś ją opisał to musiał na nią łowić. Sam wypróbowałem ją przed rokiem w wersji mokrej i rozmiarze pasującym bardziej do szerszenia. Okazała się skuteczna na Wdzie na tęczaki zbiegłe z hodowli.

Sądzę, że przez jakiś okres jesienią osłabione chłodem pszczoły i osy w większej ilości pojawiają się na powierzchni wody i stanowią wtedy znaczący składnik menu pstrągów.
W całej tej historii jest jedno ale. Działo się to na łowisku specjalnym, gdzie rybostan i warunki połowu daleko odbiegają od stanu łowisk naturalnych (w Polsce czyt. bezrybnych). Obiecuję sobie, że w przyszłym roku wiosną wypróbuję pszczołę na rodzimych potokowcach, kleniach, jelcach, a może jeszcze w tym roku na lipieniach? No, z lipieniami to chyba przesadzam. Jedno jest pewne: człowiek uczy się całe życie, a czasami nawet zwykły kac może naprowadzić naukowca na odpowiedni tor.

Opis muchy.

Haczyk: 8-12, każdy do suchej muchy o grubszym trzonku.
Nić wiodąca: 6/0 czarna lub brązowa.
Tułów: mocno przewiązana pianka, z zaznaczonym wyraźnie tułowiem i odwłokiem, pomalowana markerami.
Skrzydełka: pomiędzy tułowiem a odwłokiem dwa pęczki CDC rozchylone na boki.
Główka: dwa zwoje dubbingu z maski zająca.
Inne materiały autora:


Whillock - po prostu szaleństwo!


Kocielski - na kardynała


Frąckiewicz - duże mokre


Rzuć okiem na pupę!


Ostafin - lipieniowe wyloty