Moje Święto...

Autor: Zbigniew Buśkiewicz | Dodany: 2003-05-14

wyślij znajomemu   wydrukuj stronę





Kiedy kilka lat temu, w cudowny sposób poraziło mnie wędkarstwo muchowe, powoli i skwapliwie zacząłem odkopywać artykuły związane z tym tematem. Najbardziej zafascynowała mnie jętka majowa. Najchętniej czytałem wspaniałe wspomnienia o rójkach majówki i połowach na jej imitacje potężnych potoków. Teraz pomyślałem, że sam napiszę coś na ten „kiepski czas”, bo wielu zrezygnowało już z majówkowego szaleństwa. Napiszę o moich odczuciach, fascynacjach i prośbach związanych właśnie z majówką.























Jestem młodym wędkarzem, nigdy nie przeżyłem kontaktu z potężnym potokiem, nie wędkowałem jak były „grube lata” i mimo, że bardzo tego żałuję, to cieszę się z tego, co mam i będę starał się z całych sił, żeby było lepiej. Okres jętki majowej jest dla mnie czymś wyjątkowym, niezwykłym do tego stopnia, że nie mogę tego czasu do niczego porównać. Uwielbiam biegać za lipieniami i pstrągami ze streamerem, mokrą muchą czy nimfą, ale JĘTULA jest dla mnie najprawdziwszym MOIM ŚWIĘTEM.

Przygodę z majówką zacząłem cztery lata temu. Na początku była to głównie obserwacja i gonitwa za niewielkimi pstrągami. Następny rok to już małe polowanie, jeszcze z ubogą wiedzą, ale zwieńczone zapięciem i doprowadzeniem po same nogi „sześćdziesiątki”. Bardzo mocno to przeżywałem, aż w końcu zrozumiałem, że ta „rybka” i jej wzrok skierowany w moje wielkie oczy, mówiły mi, że to jeszcze o wiele za wcześnie na bliższe kontakty. Kolejny sezon był o wiele bogatszy w przygody, z większymi rybami, jednak nie ze wszystkich potyczek wychodziłem zwycięsko. Dużo czasu poświęciłem na dopracowywanie much, taktyki i techniki łowienia. W tym czasie zobaczyłem, doświadczyłem jak skuteczny może być spent. Mucha, którą wcześniej lekceważyłem, dostarczyła mi kilku miłych chwil, naprawdę wspaniałych. Ryby żerujące na spentach , zachowują się bardzo dziwnie. Zbierają muchy w nietypowych miejscach i robią to wyjątkowo delikatnie - dosłownie jak uklejki. Moim zdaniem, tak jak na samym początku rójki, tak na końcówce – na spenta, można trafić największe egzemplarze. Kolejny sezon – to już ostatni (dla wytrzymałych czytelników), zapisał się w mojej pamięci wyjątkowo. Miałem na kiju dużą rybę, z którą rozmawiałem może trzy sekundy (wcześniej cały mi się pokazał), oceniam go na dobrą dwójkę. Kolejna ciekawa historia, z której tym razem wyszedłem zwycięsko, to złowienie na majówkę, żerującego srebrniaka troci wędrownej.

Opisałem tę krótką przygodę z jętką majową nie tylko po to, żeby opowiedzieć o swoich odczuciach i fascynacjach, ale żeby spojrzeć na cały temat z każdej możliwej strony. Bardzo chciałbym, żeby oprócz emocji, adrenaliny, w ludzkich głowach rodziło się coś wyższego, coś, co pomoże nam spojrzeć na przyrodę i wędkarstwo całkiem innymi oczami, bardziej czułymi i wrażliwymi. Klimat jętki majowej sprawił, że ja jako wędkarz i jako człowiek, tak właśnie staram się patrzeć. Ten gorący okres wyrobił we mnie głęboki szacunek do ryb. Przyznaję, że pomogli mi w tym moi koledzy, a w szczególności mój serdeczny przyjaciel Prezes, który uczył mnie, pomagał i pokazywał jak to wszystko powinno funkcjonować.

Nie bez powodu majówka często nazywana jest czasem dla nieudaczników czy fuksiarzy. Łatwość złapania pstrąga w tym okresie jest dużo większa niż kiedykolwiek. Dlatego każdy szanujący się wędkarz, powinien o tym pamiętać. Niestety bardzo często czuję wielki niesmak i zażenowanie, kiedy widzę muszkarzy zabierających ledwo wymiarowe potoki. Uważam, że stając do uczciwego pojedynku, obie strony powinny mieć równe szanse.

Jak pisałem wcześnie, okres jętki majowej jest dla mnie czymś wyjątkowym, czasem, w którym szacunek i miłość do ryb oraz całej przyrody jest moim „mięsem”, które starcza mi na cały rok – jest MOIM ŚWIĘTEM.
Inne materiały autora:


Żaby bez zaklęć


Polskie majówki cz. 2


Tracz - koralowce


Paszko - zimowe streamerki


Paszko - made of biots