• 1
  • 2
  • 3

Zróżnicowanie siedlisk fauny bezkręgowej niewielkich rzek nizinnych jako wskaźnik ich stanu ekologicznego

1. Wstęp

            Sieć rzeczna ma złożoną genezę. Po okresie naturalnego jej formowania nastąpił okres antropogenicznych przekształceń, powodujących najczęściej zubożenie organizacji wewnętrznej systemów przyrodniczych, ich różnorodności lub określonego typu walorów. Obecnie rzeki kształtuje się w oparciu o zasady zrównoważonego             rozwoju. W ich założeniach gospodarka wodna, regulacja i zabudowa koryt rzecznych zintegrowane są z ochroną środowiska oraz rozwojem społecznym i ekonomicznym, zachowaniem równowagi ekologicznej oraz trwałością procesów przyrodniczych.

            Spełnienie wymogów zrównoważonego rozwoju rzeki ocenia się na podstawie odpowiednio dobranych wskaźników. Rozumiane są one jako wielkości ilościowe i jakościowe, wyrażające stosunki i relacje pomiędzy elementami charakteryzującymi jego układ przyrodniczy. Takim wskaźnikiem jest, między innymi, ocena stanu ekologicznego wód [Dz. U. 2009, Nr 122, poz. 1018], będąca określeniem jakości i struktury funkcjonowania ekosystemu rzecznego. Przy klasyfikacji stanu ekologicznego wykorzystuje się wyniki badań elementów biologicznych oraz wspierających je parametrów hydromorfologicznych i fizykochemicznych.  

            W niniejszej pracy przedstawiono wyniki badań typologicznych siedlisk fauny bezkręgowej występującej w niewielkich rzekach nizinnych w Polsce, takich jak: bystrze, ploso, zastoisko, zwalone drzewo, budowle wodne itd. Pod pojęciem „siedlisko” rozumiany jest jednorodny pod względem morfologicznym wycinek biotopu rzeki, zapewniający optymalne warunki życiowe danej grupie organizmów. W obszarze wodnym rzeki występują różne siedliska o odmiennych warunkach abiotycznych, w których poszczególne zespoły biocenotyczne znajdują najkorzystniejsze warunki do życia. 

            Autor uznał, że najlepszym wyznacznikiem biologicznym w „rankingu” siedlisk, uwzględniającym ich znaczenie dla stanu ekologicznego rzek, jest fauna bezkręgowa – wystarczająco zróżnicowana taksonomicznie oraz pod względem wymagań siedliskowych, o bardzo dużym znaczeniu dla innych organizmów rzecznych. Podobne stanowisko zostało wyrażone w Ramowej Dyrektywie Wodnej, przyznającej makrobezkręgowcom kluczowy status w ocenie jednolitych części wód [Verdonchot i Nijboer 2004].

            Ekosystem rzeki charakteryzuje się dużym zróżnicowaniem siedlisk i bogactwem zasiedlających je cenoz. Odznacza się także zmiennością w czasie i przestrzeni. Rośliny i zwierzęta żyją głównie dzięki materii allochtonicznej, pochodzącej ze zlewni. Detrytus jest wstępnie przetwarzany przez bezkręgowce, a następnie rozkładany przez bakterie i grzyby. Rozpuszczone w wodzie związki mineralne odżywiają glony i makrofity, które tworzą detrytus autochtoniczny, podnoszący ilość materii organicznej, dzięki której żyją organizmy saprofityczne, będące z kolei pokarmem licznych drapieżców i ryb.

            W dnie i brzegach koryta rzecznego powstają zmiany w strukturze morfologicznej, niszczące istniejące siedlisk i inicjujące powstawanie nowych. Dlatego też występujące w rzece habitaty znajdują się na różnym etapie sukcesji. Czynnikiem degradującym rozwój siedliska jest, wykonywana przez człowieka, okresowa konserwacja. Duża różnorodność i trwałość struktur morfologicznych rzeki i zasiedlających je taksonów powoduje stabilizację układu ekologicznego, reguluje jego funkcjonowanie oraz zabezpiecza trwałość w czasie. Może być wspomagającym wskaźnikiem dobrego stanu ekologicznego ekosystemu rzeki.

            Wyniki przeprowadzonych badań wnoszą, według autora, nowe elementy poznawcze w zakresie zróżnicowania taksonomicznego fauny bezkręgowej określonych biotopów rzeki oraz znaczenia analizowanych siedlisk w funkcjonowaniu jej ekosystemu. Formułują także praktyczne wskazania do oceny stanu ekologicznego rzeki oraz przyjaznych środowisku działań inżynierskich, podejmowanych w zakresie prowadzenia gospodarki wodnej, realizacji nowych przedsięwzięć inwestycyjnych i utrzymania dobrego stanu środowiska.

 

Jest to wstęp do pracy habilitacyjnej napisanej przez dr hab. Pawła Oglęckiego. Za zgodą autora publikujemy całość pracy(w częściach) o siedliskach fauny bezkręgowaej w rzekach i jej zróżnicowaniu będącego wskaźikiem stanu ekologicznego.

Jesiotr w polskich wodach

Jesiotr w polskich wodach

 

          O ile Wisła była podstawowym tarliskiem dla jesiotra, o tyle sprawa jest bardziej zawiła w przypadku dorzecza Odry. Po przejrzeniu wszystkich gazet ukazujących się w XIX w. w Poznaniu i Kaliszu mam bogaty i nieznany ichtiologom materiał nt. połowu jesiotra w Warcie, z którego wynika, że:

- do ok. połowy XIX w. jesiotr był rzadko łowiony, traktowany w kategoriach osobliwości;

- od połowy XIX w. liczba łowionych jesiotrów zaczęła rosnąć, osiągając szczyt na przełomie lat 80. i 90., po czym, nastąpiła zapaść i zanik tej ryby w Warcie.

Wszystko wskazuje, że pojawienie się jesiotra w Warcie było wymuszone przez rosnące zanieczyszczenie Odry spowodowane rozwojem przemysłu na Śląsku i w innych miastach nad środkową lub dolną Odrą. Także odbywanie tarła było wymuszone i nie wiadomo, jaka była jego skuteczność.

Już w latach 20. i 30. XIX w. w Europie zachodniej pojawiły się masowe śnięcia ryb w rzekach, o czym donosiła nawet nasza prasa. W 1828 r. w Szczecinie było masowe śnięcie sumów. Nie wskazano powodu, bo nie znano jeszcze zgubnych skutków ścieków. Można sobie natomiast wyobrazić reakcję miejscowej ludności (tabuny ludzi wyławiających osłabione lub martwe osobniki).

Wiele poglądów w naszej współczesnej literaturze ichtiologicznej opartych jest o stan wiedzy od końca XIX w. lub tylko w XX w. Na przykład, albo jakimś rzekom przypisuje się naturalne występowanie łososia, który w tych ciekach nie występował autochtonicznie, albo neguje się występowanie autochtonicznej populacji pstrąga, bo jej nie było w XX w. (ale wyginęła wcześniej), albo jeśli ona nawet istniała w XX w. (np. Tanew).

Przykładem wątpliwych zapisów jest następująca praca: Zgrabczyński J. 2007. Identyfikacja i ocena sprawności przepławek dla ryb w regionie wodnym Warty. Nauka Przyroda Technologie, 1(2): 1-10. Autor podał, że tarło jesiotrów odbywało się także w Prośnie (okolice Kalisza) oraz w dolnym, ujściowym odcinku rzek Drawy i Gwdy. Jednym z powszechnych błędów jest uznawanie, że skoro jesiotr gdzieś wpływał, to musiał tam odbywać tarło. Nie prawda, bo jesiotr wpływał do Sanu, czasem w dużej liczbie (po powodzi), ale brak jest dowodów, że odbywał tam tarło. Podobnie złowienie jesiotra w Bajerce na Śląsku nie oznacza, że tam się wycierał.

Ja rozumiem, że programy naprawy rzek opierają się o symboliczne gatunki ryb, ale jeśli nie jest to oparte o faktyczne dane przyrodnicze, to może to prowadzić do braku wyników i marnotrawstwa środków. Jeśli jakiś program okaże się nieskuteczny (nie nastąpi pojawienie się samo rozradzającej się populacji), to w przyszłości podobne programy (które mogą być oparte o bardziej racjonalne przesłanki), mogą być odrzucone.

Na przykład, program restytucji jesiotra w Wiśle w oparciu o rzekome tarliska w Drwęcy jest dla mnie co najmniej niezrozumiały. W literaturze polskiej nie stwierdziłem dotychczas ani jednej wzmianki o złowieniu jesiotra w tej rzece od XIV w. do połowy XX w. Może rzeka zostanie udrożniona dzięki programowi, ale wszystkie środki finansowe na jesiotra i cały materiał zarybieniowy będzie zmarnowany. Dopóki jest zapora we Włocławku, dopóty jakiekolwiek działania restytucyjne jesiotra w Wiśle skazane są na niepowodzenie, bo historyczne tarliska tej ryby były mniej więcej od Tyńca do poniżej Sandomierza. Dlatego bardziej sensowne i ekonomiczne jest przyjmowanie programów opartych o realne przesłanki.

Szereg tych kwestii będzie poruszonych w moim artykule nt. historii minoga rzecznego w Wiśle i Odrze, który wkrótce prześlę do druku. Występują tu pewne podobieństwa do jesiotra.

Ryby wędrowne wchodzą do rzek na tarło, ale nie wszystkie idą do macierzystych cieków. W wodach PL mamy całe mnóstwo cieków, do których wchodziły łososie (i/lub pstrągi morskie) i jesiotry, a w których nie wycierały się. Temat jest słabo zbadany od strony naukowej, bo materiał jest nieliczny, wręcz przypadkowy.

Generalnie wiele zdarzeń dotyczy okresu wysokiej wody (najczęściej wiosną), kiedy zmysły ryb zawodzą. Nie można wykluczyć, że także zanieczyszczenia rzek mogą utrudnić rybom odnajdywanie macierzystych wód.

Polecam lekturę mojego tekstu o dawnej ichtiofaunie Sanu, w którym odnoszę się do tych spraw (a także część drugą, na razie złożoną do redakcji Roczników Nauk. PZW; z powodu pandemii prawdopodobnie ukaże się podwójny rocznik za lata 2020 i 2021), Zob. też mój tekst o łososiu w Bzurze.

 

Artykuł powstał z wypowiedzi dr. Staisława Ciosa na forum FFF w tamacie występowaia jesiotrów w polskich rzekach oraz ich rozmnażaniu. 

Zrzutka na głowacicę w Sanie

Właśnie powstał wartościowy moim zdaniem projekt , którego szczegóły i uzasadnienie znajdziecie w linku poniżej. Postanowiłem go tu udostępnić. Inicjatywa bardzo szlachetna. Jeżeli ktoś zechce wesprzeć projekt to gorąco do tego zachęcam

Piotr Zieleniak

https://zrzutka.pl/5xueuz?utm_medium=social&utm_source=facebook&utm_campaign=sharing_button&fbclid=IwAR0hpYbBHfZYkjSIKzPg11bvZsOW9Jp6sTSbGAXkJJtJmYnPynSjQPNISR

List do premier w sprawie zakazu regualcji rzek

Na podstawie informacji ministra odpowiedzialnego za gospodarkę wodną dla Sejmu w którym okazało się że ilość polskich rzek w dobrym stanie z 90% zmalała do 99,4%, a program renaturyzacji rzek nie został wdrożony i raczej nie będzie wdrożony bo to jest za trudne przedsięwzięcie, wystąpienie o wydanie zakazu regulacji, przegradzania i pogłębiania rzek wraz z przekazaniem całej sieci rzecznej w bardziej odpowiedzialne ręce instytucji zajmującej się środowiskiem i ochroną zasobów naturalnych podpisali dwaj prezesi stowarzyszeń, które włożyły niemałe pieniądze i wysiłek w realizację projektów renaturyzacji rzek. Dalsza częśść wiadomości, sam list otwarty do premiera i list poparcia z Koalicji Czystego Bałtyku - do poczytania pod poniższym linkiem.

Czasopisko "Gozspodarka Wodna", która o rzekach nie napisała nic od dwóch lat nie opublikowała nawet streszczenia tego dokumentu, odpisała, że list zadługi a ponadto:

"Chętnie opublikujemy także propozycje alternatywnych rozwiązań w zagospodarowaniu rzek, uwzględniających wymagania i potrzeby środowiska przyrodniczego lub też rozwiązania służące poprawie funkcjonowania środowiska przyrodniczego ekosystemów wodnych - równocześnie spełniające najważniejsze oczekiwania gospodarcze i wymagania bezpieczeństwa.
Myślę, że przedstawianie takich dobrych rozwiązań jest bardzo skuteczną drogą wdrożenia zasad zintegrowanej gospodarki wodnej".

No to teraz wiemy: nie ma Ramowej Dyrektywy Wodnej: są "zasady zintgrowanej gospodarki wodnej" w ktorych rzek już nie znajdziecie...

List do Premiera o zakaz regulacji rzek

O rzekach górskich i przedgórskich – okiem biologa… i wędkarza

O rzekach górskich i przedgórskich – okiem biologa… i wędkarza

 

       O tym, jak ważne dla wędkarzy  muchowych są rzeki górskie i przedgórskie (granica pomiędzy jednymi a drugimi jest często intuicyjna, tak jak pomiędzy górami a przedgórzami…) nie trzeba, jak sadzę, przekonywać nikogo z Was – to nie tylko ostoje pstrągów i lipieni, ale przede wszystkim łowiska ze wszech miar wyjątkowe, stawiające przed nami niebagatelne wyzwania techniczne. Bywają nawet niebezpieczne, ale zawsze pozostają fascynujące i piękne. Tak się złożyło, że od kilkunastu lat badam je (chociaż mieszkam w Warszawie, ale tak się w życiu układa…) pod kątem fauny bezkręgowej w różnych siedliskach – aspektu bardzo ważnego dla wędkarza muchowego, bo przecież bezkręgowce to naturalny pokarm ryb, który musimy jak najlepiej imitować w postaci sztucznych przynęt. Ale w tym tekście chciałbym zająć się tematem bardziej ogólnym – stopniem naturalności rzek górskich i przedgórskich, a raczej skalą ich przekształceń antropogenicznych i wpływem na poszczególne elementy struktury, w tym, rzecz jasna, bezkręgowce oraz ryby.

 

a

      Zacznijmy od rysu historycznego – jeszcze w XIX wieku zdecydowana większość omawianych rzek była wielonurtowa, czyli roztokowa. Cóż to znaczy? Otóż miały one liczne, rozgałęziające się i łączące, szlaki przepływu (roztoki), poprzedzielane  łachami lub kępami roślinności (powstającymi samoistnie w czasie niższych stanów wody) – wszystko w obrębie tego samego koryta, które podczas wezbrań tworzyło jedną całość. Kształt i rozmieszczenie roztok zmieniały się z roku na rok, rzeka była tworem niestabilnym, dynamicznym.

 

 

 (przekroj wielonurtowy)

             

           W XX stuleciu sytuacja uległa diametralnej zmianie. Karpackie rzeki – jedna po drugiej – przekształcały się (z różnych przyczyn, ale o tym za chwilę) w jednonurtowe, znacznie węższe i głębsze (w terminologii hydromorfologicznej używamy terminu „wcięte”, który jest, jak sądzę, intuicyjnie zrozumiały). Były one znacznie mniej cenne pod względem krajobrazowym (estetycznym) i przyrodniczym, gdyż cechowały się mniejszą różnorodnością biologiczną i stopniem równowagi ekologicznej, czyli umiejętnością przeciwstawiania się niekorzystnym czynnikom zewnętrznym, np. klimatycznym.

B

       

        W praktyce – było w nich mniej gatunków bezkręgowców, mniej rójek, ryby nie miały często na czym żerować i reagowały spadkiem liczebności, ponadto trudniej im było znaleźć tarliska i refugia (schronienia w trakcie raptownych wezbrań). Stan ekologiczny siedlisk rzecznych uległ znacznemu pogorszeniu. Na szczęście pozostały fragmenty dolin o układzie wielonurtowym, wciąż zachwycające swym pięknem i niezwykle atrakcyjne dla wędkarzy, zwłaszcza tych ceniących nade wszystko doznania estetyczne… Jednak większość tych wspaniałych elementów krajobrazu zanikła bezpowrotnie.

 

 

(przekrój jednonurtowy czytelny dla wędkarza)

( przekrój dwunurtowy, ale skrajnie przekształcony, na pierwszym planie przyczólek mostowy, w głębi próg)'

 

c         Podstawową przyczyną tego stanu rzeczy jest regulacja, którą rozpoczęto jeszcze w końcu XIX wieku, ale intensyfikacja prac nastąpiła po roku 1904, kiedy to Sejm Krajowy Galicji przyjął uchwałę wdrażającą program „ujarzmiania” rzek karpackich. Prace, które trwały niemal do wybuchu II Wojny Światowej, polegały przede wszystkim na prostowaniu koryt przecinającymi zakola przekopami, przekształcaniu koryt wielonurtowych w jednonurtowe oraz betonowaniu brzegów. Zwłaszcza to ostatnie sprawiło, że nie doszło do samoczynnego odtworzenia wielonurtowej morfologii koryt, za to uległy one zwężeniom i pogłębieniom.

Tam, gdzie – z różnych przyczyn – rzeki nie zostały obetonowane, wykorzystały one przerwę w pracach regulacyjnych, jaka miała miejsce w latach 40. i 50., by dokonać szybkiej renaturyzacji, czyli odtworzenia stanu sprzed kilku dekad. Tak stało się w środkowych biegach Dunajca i Raby, które w szybkim tempie zaczęły na powrót tworzyć kręte koryta, z typowym dla takich struktur układami rynnowymi (bardzo pożądanymi przez wędkarzy!). Ale wróg nie spał! Pod koniec lat 50. Rabę znów uregulowano, co spowodowało drastyczne (o ponad 2 metry!) pogłębienie dna. Podobny los spotkał spontanicznie odtworzony przez naturę Dunajec. W ten sposób doszło do niemal całkowitego zaniku jednej z najwspanialszych struktur krajobrazowych polskiego południa – rzek wielonurtowych i ich dolin. Odcinki zbliżone do natury zachowały się na niewielkich fragmentach obu omawianych rzek, z roku na rok obserwujemy tam szybkie cofanie się brzegów, powiększanie szerokości koryta oraz różnicowanie się jego morfologii. Natura walczy jak umie!

Co z tego wszystkiego wynika dla wędkarza? Musimy sobie uzmysłowić podstawową kwestię – rzeka wielonurtowa jest „wyposażona” w znacznie więcej dogodnych siedlisk dla ryb i – będących ich naturalnym pokarmem i niejako gwarantem pomyślności – bezkręgowców. Jasne, często namierzenie pstrągów czy lipieni będzie łatwiejsze na odcinku uregulowanym – z jedną rynną, do której dojdziemy w wodzie po kolana, a potem dokładnie obłowimy. Tylko że takie stanowiska są czytelne dla każdego - gdzie miejsce na kombinowanie, poszukiwanie jedynych sposobów podania much, wypatrywanie żwirowych dołków czy „lusterek” żerujących ryb?!

         Jestem zdecydowanym przeciwnikiem regulacji rzek górskich i przedgórskich, o ile  nie jest to spowodowane naprawdę ważnymi przyczynami – przede wszystkim ochroną przeciwpowodziową. Ale ten argument jest zdecydowanie nadużywany – często reguluje się odcinki rzek płynące przez tereny absolutnie niezabudowane, ot – betonować, żeby betonować! To naprawdę ogromny cios dla natury, bo wiele gatunków – przede wszystkim endemicznych bezkręgowców – może zwyczajnie przestać istnieć.

         Jak wspomniałem na początku, mój tekst jest przede wszystkim głosem biologa i miłośnika natury. Wędkarze mogą mieć w poruszonych kwestiach różne zdania. Znam takich, którzy chcą łowić na odcinkach uregulowanych – bo prostsze do rozczytania, łatwiejsze technicznie… Nie każdy ma obowiązek zachwycania się pięknem natury. Szanuję ten pogląd, ale osobiście wolę nie złowić nic w pięknej scenerii, niż „nakosić” krótkich pstrągów na wybetonowanej prostce. Wodom cześć!

 

Dr hab. Paweł Oglęcki

Problematyka obecności farmaceutyków w ściekach

Problematyka obecności farmaceutyków w  ściekach
 
Przemysł chemiczny w ostatnich kilkudziesięciu latach stał się jedną z najprężniej rozwijających się gałęzi. Postęp w tej dziedzinie nigdy wcześniej nie osiągnął tak zawrotnego tempa. Jednakże skutki tego progresu nie pozostają obojętne dla społeczeństwa.
 

Czytaj dalej

  • 1
  • 2