Jesienne lipieniowanie

Autor: Przemek Paszko | Dodany: 2003-10-29

wyślij znajomemu   wydrukuj stronę





Początek jesieni to dla mnie i wielu kolegów okres zawodów na Sanie, Dunajcu i Popradzie, czyli łowienie na dużych rzekach. Zaraz po ostatnich sportowych zmaganiach nadchodzi czas relaksu, czyli najprzyjemniejszego wędkowania. Na luzie, bez gonitwy, biegu, stresu! Porzucam więc duże rzeki i ruszam na małe potoki i potoczki. Moje podstawowe adresy to Biała Głuchołaska, Opawa, Nysa Kłodzka, a na samym końcu sezonu górna Przemsza. Na tych łowiskach nie ma ryb, które potargałyby wędki, ale jest ich wystarczająco dużo by odczuć zwykła przyjemność z wędkowania. Można poćwiczyć, popróbować nowe wzory, można w końcu młodszym kolegom pokazać tajniki pięknej metody.





















Na małe rzeki nie potrzeba wyszukanego sprzętu. Nie będziemy tu wykonywać dalekich rzutów, nie będziemy holowali okazowych sztuk. Łowi się z reguły na nieco wydłużonej lince „spod kija”, choć najskuteczniejszą metodą jest lekka nimfa pod prąd. Oczywiście głównym celem jest lipień, zwłaszcza ten, który lubi podnieść się do powierzchni, by chwycić ostatnią jętkę lub muchóweczkę. Zawsze warto stanąć nad aktywnymi powierzchniowo rybami. Spotka nas nie tylko frajda, ale i pewne wyzwanie. Łowienie na małych rzekach na suchara jest zazwyczaj wymagające. Krzaki, nawisy, skarpy potrafią uprzykrzyć życie, ale dodają też smaku naszym połowom. Małe rzeczki mają w sobie urok nieprzewidywalności.

Teraz kilka słów o ulubionych „miejscówkach”. Biała Głuchołaska przeżyła swoje „eldorado” po wielkiej powodzi w 1997 roku. Woda wyrządziła wtedy wielkie szkody, zwłaszcza w mieście. Po stronie czeskiej spłynęły do niej jednak poprzerywane stawy, w związku z czym nastąpiło nieplanowane dorybienie. W tym okresie, na kilkudziesięciometrowych odcinkach łowiło się nawet do 40 miarowych ryb, a złowienie regulaminowego kompletu zabierało nie więcej niż kwadrans. Niestety wielka powódź przyniosła nad rzekę „poprawiaczy” przyrody. Dziś wyprostowana Biała płynie płytkim, rozlanym korytem. Więcej wody można spotkać jedynie na progach. Ryb w rzece jest na lekarstwo, a większe egzemplarze to prawdziwe, nieliczne rodzynki. To, co dziś pcha mnie nad Białą to zwykły sentyment i wspomnienia „tłustych”, pięknych lat.





















Rzeki z okolic Wałbrzycha znam nieco słabiej. Jednak, jeśli powoli czas, a pogoda nie pokrzyżuje planów i tam chętnie zawitam. Bo na pewno warto! Na tych małych strugach sprawdzają się zarówno nimfa jak i sucha. Jeśli chodzi o nimfy to preferuję małe kiełżyki w kolorach beżu, jasnych brązach, niekiedy jasno różowe. Również skuteczne bywają imitacje larw Hydropsyche i wszelkie złotogłówki. Ja osobiście najbardziej lubię seledynowe i rude skórzaki. Łowię głównie na przelewach, rynnach w zakrętach i oczywiście w wszelkich warkoczykach poniżej przeszkód. Jeśli ryby intensywnie żerują łowię prawie wyłącznie na długą nimfę pod prąd.

Jesienne lipienie na małych rzekach bywają niekiedy bardzo trudne do złowienia z czysto technicznych powodów. Zwłaszcza, jeśli próbujemy koniecznie połowić na suchą albo lekką nimfą pod prąd. Ryby ustawiają się wzdłuż brzegów, pod nawisami drzew, krzewów, czy ostatnich traw. Przeszkadzają również spływające na powierzchni liście. Dodatkowo ostrożne lipienie są dość wybredne, niekiedy ograniczają się w żerowaniu do jednego typu pokarmu. Tak, więc często ambitne wędkarskie wyzwanie przerasta nasze możliwości i nie pozostaje nic innego jak uznać swoją porażkę z przebiegłą rybą. To również piękny smak wędkarskiej przygody!

Galerię moich ulubionych jesiennych muszek możesz zobaczyć tutaj
Inne materiały autora:


Banachowski - małe i jeszcze mniejsze streamery


Whillock - po prostu szaleństwo!


Frąckiewicz - duże mokre


Polakowski – broń na uciekiniera


Tracz - koralowce