Jesienny lipień na Pomorzu

Autor: Zbigniew Buśkiewicz | Dodany: 2004-11-17

wyślij znajomemu   wydrukuj stronę





Po późnowiosennym, cudownym uganianiu się z majóweczką za potokiem i morderczo – przyjemnym, letnim polowaniu na troć, przychodzi czas mojej wielkiej „zabawy” i wielkiego wędkarskiego luzu, czyli JESIEŃ, no i oczywiście LIPASKI. Jest to moja ulubiona pora roku, w końcu urodziłem się 23 września. Mieszkam w przepięknym wędkarsko miejscu i mimo, że jest to rejon nizinny, mam prawie pod nosem kilka najcudowniejszych rzek i za wszystkie skarby nie zamieniłbym się na żadne góry (brrrrr).

Najczęściej wędkuję na Łupawie i Wieprzy. Uważam, że są to rzeki przepiękne, o górskim charakterze, no i co najważniejsze bardzo „muchowe”. Kiedy mam ochotę na małą zmianę, wybieram się na górną Słupię, albo jej dopływy: Skotawę i Kamienicę. Każda z tych rzek, ma swój specyficzny charakter; odmienne podłoże, ilość i różnorodność pokarmu. Co za tym idzie łowimy na różne muchy, w różnych miejscówkach, nie ma tu miejsca na monotonię. Kiedy napisałem o jesiennej, lipieniowej zabawie, chodziło mi o to, że jeszcze tak naprawdę nigdy nie polowałem na lipienia. Opowiada mi o tym często mój kolega Grześ i przyznaję, że intryguje mnie to bardzo, ale wiem, że jest na to jeszcze za wcześnie. Myślę, że na to trzeba się troszku „zestarzeć” (nie obrażając żadnego myśliwego).





























Trudno jest kogoś zaskoczyć, pisząc o łowieniu lipieni jesienią i nie o to mi chodzi, ale myślę, że moje spojrzenie i szacunek do tej wyjątkowej ryby pomoże komuś, a może samym lipaskom. Jestem jak niektórzy zauważą, wielkim przeciwnikiem zabijania tej rybki, a w szczególności tam, gdzie jej byt i rozród jest zagrożony. Jeżdżąc po naszych rzekach, można zauważyć wiele zagrożeń: elektrownie wodne, zapory, stawy hodowlane, no i moim zdaniem najważniejsze z nich – wędkarza spławikowego, brutalniej- kłusownika. Mordercze instynkty, jakie ta metoda wyzwala w ludziach są ogromne, oczywiście chodzi mi o łowienie na wodach pstrąga i lipienia. Jeszcze nie zdarzyło mi się spotkać spławikowca nad rzeką, który na raz nie łamałby kilku „paragrafów”.

Ale wracajmy do wędkowania. Jesień to okres bardzo kapryśny, dlatego można trafić na wybitnie kiepski dzień, by nazajutrz połowić do „bólu”. Początek nie jest najlepszy na grube lipaski. Temperatura jest jeszcze zbyt wysoka, rybki nie obudziły się z letniego letargu. Porównuję tą aktywność lipieni do żywotności moich córeczek. Kiedy kończą się wakacje, ruszają do szkoły i dopiero po miesiącu dociera do nich, że trzeba brać się do „roboty”. Te większe lipienie też budzą się z opóźnieniem, a decydującym momentem są pierwsze przymrozki. Wtedy można w ciemno ruszać na wodę, bowiem zimne noce są wyśmienitą „zanętą”.

Moją ukochaną, przepiękną rzeką, nad którą zabawa z lipieniami to prawdziwa frajda, jest Wieprza. Rzeka, której uroda w pełni dorównuje kapryśności. Uważam, że te kaprysy są jej największą bronią przed kłusownikami z wędkami. Skuteczne muchy na jesień to duże kiełże, raczej w ciemnych kolorach, ale eksperymentowanie, tak z wielkością jak i kolorystyką przynosi często dobre wyniki. Bardzo przyjemnie łowi się tu w dość grubej i czystej wodzie na tzw. wizjer, kiedy trawy schodzą, odkrywają się charakterystyczne dołki, wymiały, w których widać po kilka „grubasków”, podnoszących się do naszej nimfy. Łowienie na Wieprzy to typowa krótka nimfa, stosuje się jak wspomniałem muchy większe i dość ciężkie, ponieważ nie łowi się tu po płyciznach.

Inna bajka to Łupawa. Rzeka o najbardziej górskim charakterze na Pomorzu, która jest dodatkowo bardzo urozmaicona. Kiedy miałbym wskazać miejsce idealne do nauki nimfowania to byłaby to właśnie ŁUPAWA. Mało tego, jeśli łowienie na nimfę można choć po troszku nazwać łowieniem finezyjnym, to też tylko na tej rzece. Bardzo przyjemnie i skutecznie łowi się tu na długą nimfę, nimfę w dryfie czy w pół wody. Przy tym często łowi się na małe i lekko dociążone muchy. Uważam, że na Łupawie istotne znaczenie ma kolorystyka nimf. Dobieranie much to pewien schemat, do którego trzeba oczywiście dopuszczać jakieś odstępstwa. Kolejność kolorów to: oliwa, beż, wrzos i pomarańcz. Prawdziwą rewolucję, przez ostatnie kilka sezonów, zrobiła już bardzo osławiona pomorska brązka. Mucha, która jest skuteczna przez cały sezon i nie tylko na rzekach Pomorza. Bardzo trudno jest wytłumaczyć właśnie tą skuteczność, ale na ten czas nie ma muchy, która ma większe wzięcie u lipasków. Ostatnio bardzo modne stało się dokładanie do prawie każdej nimfy złotej lub srebrnej główki. Często zadajemy sobie pytanie, czy ten koralik to podstawowy „buzer” w naszej muszce? W przypadku pstrągów na pewno ma on decydujące znaczenie, ale jeżeli chodzi o lipienie wcale nie jest to konieczne. Według mnie decydująca jest raczej oprawa błyszczącej główki. Oczywiście najlepiej te dwie rzeczy odpowiednio połączyć w jedno. Kiedy jestem na Łupawce, czasami lubię eksperymentować. Na przykład zakładałem dwie muchy tej samej wielkości, z tymi samymi główkami, ale w innych kolorach. Wynik bywa miażdżący, nieraz nawet 1 do 9. Dlatego pamiętajmy o dobrej „oprawie”.

Często spacerując z nimfą trafiam na dużą rójkę oliwki albo chruścika. Wtedy bez namysłu zakładam „suchara” i próbuje” powalczyć” na powierzchni. Jest to przednia zabawa, kiedy na delikatnym sprzęcie, na malutkie muszki można „poprzerzucać” lipiony. Łupawa czy Wieprza to na pewno nie San, ale i tu zdarzają się dni, kiedy woda potrafi się „zagotować”. Moją ulubioną i chyba najskuteczniejszą suchą muchą - zarazem bardzo prostą do wykonania - jest podtopiona jęteczka.

Z natury jestem człowiekiem bardzo towarzyskim i gościnnym. Dlatego cieszę się, kiedy nad naszymi rzekami widzę normalnych wędkarzy, którzy potrafią wspólnie z nami bawić się łowieniem. Niestety spotykam jeszcze przyjezdnych „grzybiarzy” ( grzybiarz to wędkarz z koszykiem- przyp. Autor), do których nie dotarło, że rzeka to nie las, tutaj nic nie odrośnie. Zwracajmy im chociaż uwagę.
I już na sam koniec, mam, wielki apel do wszystkich wędkarzy brodzących. Jesień to tarło pstrąga, a w niektórych rzekach troci wędrownej. Te dwa gatunki ryb trą się w bardzo podobnych miejscach, robią charakterystyczne kopczyki na żwirze, który jest nienaturalnie wyczyszczony, przez co jest dużo jaśniejszy. OMIJAJMY JE!!! Jeśli ktoś nie wie jak wygląda tarlisko, to niech próbuje omijać wypłycenia z grubszym żwirem, po piachu można natomiast spokojnie ganiać.
Inne materiały autora:


Paszko - zimowe streamerki


Banachowski - z kozą na szczupaka


Polakowski – broń na uciekiniera


Banachowski - małe i jeszcze mniejsze streamery


Ostafin - lipieniowe wyloty