Dlaczego nie na muchę

Autor: Artur Wysocki | Dodany: 2002-08-14

wyślij znajomemu   wydrukuj stronę

poprzednia  1  2    





Od tej przygody z trociami było coraz gorzej. Nie wiem, czy dlatego że ryb w rzekach było jakby mniej, czy zapał jakby trochę przygasł? Fakt, że czasami łowiło się jedną sztukę w sezonie, a czasami wcale. Właściwie łowienie zimowych keltów przestawało mnie bawić. Ciężki sprzęt, te wszystkie dopalacze, ciężkie duże muchy, często obmarzające przelotki i na dodatek rzadkie brania sprawiały, że po zaspokojeniu w poprzednich latach swojej ciekawości uchodziło ze mnie powietrze. Po za tym muszkarzy nad trociowymi rzekami z roku na rok było coraz mniej. Kręciło mnie jeszcze łowienie srebrniaków. Niestety efekty były bardzo mizerne. Wprawdzie co roku miałem brania, ale zazwyczaj kończyło się na parosekundowym kontakcie. Goryczy dodawało oglądanie pięknych sztuk łowionych przez spinningistów. Pewnie pozostałbym wierny muchówce, gdyby nie pewna przygoda. Zamiast na karasie wziąłem pewnego dnia córkę na trociową rzekę. Po krótkiej zabawie nad wodą zabrałem się za spinningowanie. Pech chciał, że po pół godzinie zaciąłem troć. Ryba wykonała na oczach dziecka dwadzieścia skoków, właściwie cały czas była w powietrzu. Weronika ciągnęła mnie za kurtkę jak w tej bajce o dziadku i rzepce. W końcu wtarabaniliśmy srebrniaka na brzeg. Córka przyjęła tą przygodę spokojnie - w końcu tatuś obiecał jej, że złowimy "łososia". A ja zrozumiałem jak niesamowitą przewagę mają spinningiści nad muszkarzami - w tym miejscu i o tej porze nigdy na muchę nie poderwałbym tej ryby do ataku. I wróciłem do spinningowania. Ba, szybko utwierdziłem się że przekonaniu, że miałem rację. Tego lata złowiłem jeszcze siedem dorodnych, srebrnych ryb.

Brak sukcesów, zwłaszcza stosunkowo duża ilość niewykorzystanych brań na muchę nie była jak sądzę spowodowana jakimiś błędami technicznymi, lecz warunkami terenowymi pomorskich rzek. Lżejszy sprzęt muchowy, brak możliwości brodzenia zmuszał do wciskania się z muchówką między krzaki i połowu z brzegu. Doświadczeni muszkarze wiedzą czym to śmierdzi - linka tworzy z wędziskiem kąt prosty, co znacznie utrudnia zacięcie ryby. Srebrniaki, poza parodniowym okresem przyboru zajmują, często trudno dostępne stanowiska. Są to wszelakie jamy, wykroty i przewężenia, zazwyczaj zarośnięte łozinami. Dostanie się tam z muchą jest często niemożliwe. Według mnie, np. w takim Włynkowie muszkarz ma do dyspozycji 70% mniej rzeki niż spinningista. Jedynie w trakcie przyboru te szanse się wyrównują. Ryby przemieszczają się w górę rzeki i można się z nimi spotkać również na bardziej odkrytych odcinkach. Jest jednak jeden warunek - trzeba być nad rzeką. Najlepiej drugiego, trzeciego dnia po podniesieniu wody. Oczywiście takich dni nie ma wiele, a obowiązki zawodowe i rodzinne jeszcze tę ilość zmniejszają.

Czy wobec tego są jakieś perspektywy dla rozwoju trociowego muszkarstwa w Polsce? Chyba tak. Rzemiosło połowu keltów zostało już opanowane przez całkiem spore grono kolegów. Zdecydowanie gorzej jest z skutecznością łowienia srebrniaków. Wiosennego stosunkowo łatwo skusić, choć w rzece jest ich z reguły mało. Natomiast z lipcowo-wrześniowymi rybami sytuacja jest dokładnie odwrotna, jest ich więcej i niestety znacznie gorzej reagują na muchę.

Wydaje się, że latem muszkarz powinien szukać jak najbardziej odkrytych i płytkich odcinków. Dla przykładu takimi rzekami są Rega w dolnym biegu, czy Łeba poniżej Lęborka. Właśnie na Łebie muszkarze z Klubu "Dolina Rzeki Łeby" parają się muszkarstwem trociowym, a koledzy Zenek Fludra i Andrzej Adamiak co roku mogą się poszczycić pięknymi srebrniakami. Łeba płynie odkrytą doliną i jest rzeką w miarę płytką co wydatnie pomaga w prawidłowej prezentacji muchy. Druga rada to ciężka praca nad wodą. Troć wymaga poświęceń i gdy jest dobry dzień (np. pochmurno i podwyższony stan wody) to pracujmy wędką póki pozwala na to regulamin i starcza nam much.
Inne materiały autora:
poprzednia  1  2    


Żaby bez zaklęć


Reguła - supersuszki


Frąckiewicz - speyomania


Polskie majówki cz. 1


Mokot - big fly & big game