Moje trocie

Autor: Edmund Antropik | Dodany: 2002-08-14

wyślij znajomemu   wydrukuj stronę

poprzednia  1  2    




Taktyka

Jeśli chodzi o prowadzenie zestawu podstawą jest prostopadły rzut w poprzek rzeki. Oczywiście nieraz ten kąt nieco koryguję, czyli rzucam albo w dół, albo w górę. Wszystko po to, by dopasować i ewentualnie poprawić głębokość prowadzenia. Jest to klasyczne prowadzenie. Jednak dalej postępuje zupełnie inaczej. Otóż nigdy nie prowadzę zestawu biernie. Robię wszystko, by przynęta po zatonięciu zachowywała się jak żywa. Ważne jest ściąganie, przytrzymywanie, nawet popuszczanie zestawu. Najwięcej brań jest w chwili, kiedy przynęta dokonuje nagły zwrot. Mucha wtedy jakby zatrzymuje się, "zawisa" i jest to ewidentnie prowokujący dla ryby moment. Tak łowię na całej szerokości rzeki, wtedy kiedy jej dno jest w miarę wyrównane. Wszelkie ruchy przynęty wymuszam nie tylko działaniami linką ale i wędką, którą unoszę i opuszczam szukając optymalnie skutecznego eksponowania muchy.

Łowiąc wzdłuż swojego brzegu prawie wyłącznie opuszczam i podciągam zestaw. Trzeba się tu wykazać sporą dozą cierpliwości i wyczucia w wyszukiwaniu wszelkich przegłębień rynny. Te miejsca mucha powinna penetrować najdłużej, schodząc jak najbliżej dna.

Najmniej interesujące wydaje mi się łowienie pod drugim brzegiem. Napór wody na linkę jest zbyt duży i przynęta zbyt szybko odrywa się ku powierzchni.
Prowadząc muchę powinniśmy pamiętać, by mucha wykonywała jak najwięcej zwrotów i wszelkich, wspomnianych już zawieszeń. One prowokuję ataki troci.

Rzeczą najważniejszą i mającą największy wpływa na skuteczność połowu jest znajomość wody. Muchówka uzbrojona nawet w mój ciężki lead core'owy zestaw jest mniej uniwersalna od spinningu, którym obławiamy zdecydowanie więcej wody. Ten mankament niwelujemy wyłącznie dobrą znajomością rzeki. Powinniśmy znać stanowiska ryb i na nich spędzać jak najwięcej czasu. Ba, należy je obławiać znacznie bardziej dokładnie i precyzyjnie niż robią to z reguły szybcy, spieszący się spinningiści. Chodzi tu o miejsca głębokie - zwary, mocno przegłębione rynny, zwałki. Na wszelkich prostkach łowimy najprościej, to znaczy rzucamy pod przeciwny brzeg i szukamy ryby na całej szerokości nurtu. Ważny jest wtedy pierwszy zwrot muchy i kolejne, już wymuszane przy prowadzeniu zestawu w łuku.

W Polsce wypracowano metodę prowadzenia streamerowego zestawu w idealnie prostej linii. Zacięcie jest tu w zasadzie docięciem ryby. W przypadku troci uważam, że nie jest to konieczne. Troć (podobnie do łososia ) z reguły po ataku robi zwrot. Mucha przesuwa się do nożyczek, a my mamy czas na docięcie ryby co zawsze czynię.

Uważam, że w dyskusjach o sprzęcie jest wiele przesady. Z moich doświadczeń wynika, że lepiej jest łowić wędkami dłuższymi niż krótszymi, bo daje nam to możliwość obłowienia większej powierzchni wody. Osobiście łowię 3 metrową wędką, ale z kijem takim nie ma co ruszać na Parsętę. Po prostu wędką tą nie da się obłowić zakrzaczonych miejsc, których na tej rzece jest zdecydowana większość.

Na koniec prośba i apel. Od wielu już lat nie używam osęki, bo uważam że narzędzie to jest niegodne prawdziwego wędkarza. Doskonale zastępuje je podbierak. Podbierak daje nam jeszcze jedną szansę - możemy wypuścić rybę. Nadchodzi już chyba pora, by wyraźnie i mocno powiedzieć, że połów keltów jest wędkarskim nietaktem. Jesteśmy już chyba ostatnim krajem w Europie, gdzie zimą poławia się trocie (dotyczy to również pstrąga) i w moim przekonaniu jest to zupełnie nie fair wobec tej wspaniałej i kochanej ryby. Dajmy jej szanse na walkę, a jest to możliwe tylko na wiosnę i w lecie, kiedy poszukujemy wchodzącej do rzek silnej, wysrebrzonej - jednym słowem - WSPANIAŁEJ TROCI.
Inne materiały autora:
poprzednia  1  2    


Banachowski - muchy szczupakowe


Wysocki – na zimowego potoka


Paszko - made of biots


Frąckiewicz - duże mokre


Polakowski – broń na uciekiniera