Pstrąg zimą

Autor: Artur Wysocki | Dodany: 2003-01-21

wyślij znajomemu   wydrukuj stronę

poprzednia  1  2    





TECHNIKA

Muchę zarzucam ok. 2 m od siebie i obserwuję jej pracę. Jeśli przekrzywia się na bok, zachowuje się jak kawałek patyka lub nienaturalnie rozkłada włosie, biorę się za nożyczki i podstrzygam. Dobry muddler zachowuje się w nurcie jak rybka, zamiata ogonkiem, przesuwa się z boku na bok, trzymając pozycje horyzontalną. Atrakcyjny wygląd przynęty jest ważny zwłaszcza zimą, kiedy łowimy na wolnych odcinkach rzek i powoli prowokujemy ryby do ataku. To nie maj, kiedy przeciągnięty z prędkością światła wolly bugger potrafi wywabić spod karcza kropkowanego pościgowca. Zimą pstrągi z uwagi na niską temperaturę wody i utratę po tarle sił nie ganiają po rzece za swoimi ofiarami ale pobierają pokarm maksymalnie oszczędzając energię. Dlatego tak ważne są dla nich zimujące, nieruchawe żaby i później szykujące się do tarła głowacze.



















Rzuty wykonuję pod drugi brzeg, odczekuję chwilę zatapiając sznur na odpowiednią głębokość i delikatnie zbieram linkę wykonując szczytówką płynne podciągnięcia. Często obserwuję muchy po wykonaniu rzutu i staram się nadawać im jak najwięcej „naturalnego życia”. W atrakcyjnym miejscu, jeśli znajduje się ono pod naszym brzegiem dobrze jest muchę zatrzymać i chwilę poprowokować podnosząc i opuszczając muchę z prądem.
Brania są często spokojne, jak gdyby przytłumione, często o rybim ataku dowiadujemy się dopiero, gdy linka ulegnie naprężeniu i wyczujemy upragnione bujanie na końcu zestawu. Pstrągi zimą nie są dzielnymi wojownikami, po zacięciu ospale młynkują dając się bez problemu wprowadzić do podbieraka. Ale spotykałem i takie osobniki, które swoim animuszem nie ustępowały rybom z czerwca, myślę że są to cechy indywidualne dla każdego osobnika. W moim odczuciu ryby są teraz mniej ostrożne i płochliwe niż w sezonie wiosenno–letnim.
Przypomina mi się przygoda, która zdarzyła mi się parę lat temu, w marcu, na Łupawie. Obławiałem leniwy wlew pomiędzy dwoma leżącymi drzewami. Nagle poczułem zatrzymanie zestawu i uniosłem kij myśląc, że to zaczep. Pod powierzchnią ukazała się ładna rybka, wykonała młynek i delikatnie się spięła. Gdy zastanawiałem się nad przyczyną porażki, pod drugim brzegiem pokazał się piżmak który płynął w moim kierunku. Nie wiedziałem co robić, czy spłoszyć go zanim dopłynie do kryjówki pstrąga, czy pozwolić mu przepłynąć nad nim? Ku mojej rozpaczy piżmak zobaczył mnie i z pluskiem zanurkował. Zrezygnowany wyprostowałem się i wykonałem mechaniczny rzut w kierunku drzew. Kiedy muchy napłynęły nad wlew z odrętwienia wyrwało mnie szarpnięcie sznura. Po dwóch minutach, w podbieraku wylądował 46 centymetrowy samczyk w bardzo dobrej kondycji. Nie spłoszył go, ani nieudany hol, ani hałaśliwy piżmak, ani człowiek stojący mu nad głową.
Ciekawostką są o tej porze roku ryby, które nie noszą śladów odbytego tarła, charakteryzują się ładnymi kolorami, dobrą kondycją i brakiem otarć na ciele i płetwach. Myślę, że są to ryby nie uczestniczące w tarle (pauzujące) lub bezpłodne.

KIEDY PSTRĄGI WZMAGAJĄ SWOJĄ AKTYWNOŚĆ

Moim zdaniem zawsze dobry jest poranek i niżowa pogoda, temperatura oscylująca w okolicach zera, ustabilizowany poziom wody. Szczególnie obiecujące może być nagłe ocieplenie. Przy braku śniegu, warunki takie potrafią zmusić do żerowania nawet najbardziej ospałe potoki. Wprawdzie taki skok temperatury nie zdarza się każdego roku, ale jeśli już wystąpi (np. +16 stopni w lutym) to dobrze jest być wtedy nad wodą. Dobre są również pierwsze dni odwilży, kiedy jeszcze nie ma spływu pośniegowych wód. Natomiast wysoki stan rzeki, połączony z topnieniem śniegu lub przeciwnie wyżowa cyrkulacja, słoneczna i mroźna aura, gdy rzeką płynie śryż nie wróżą wędkarskich sukcesów.

Ruszając na połów pstrągów zimą należy się liczyć z wieloma porażkami. Taka jest specyfika zimowego muszkarstwa na rzekach północy, ale w zamian mamy niezapomniane plenery, ciszę, samotność i potencjalną możliwość spotkania z dużym potokiem.

Na koniec chciałbym namówić kolegów do wypuszczania pstrągowych keltów. Chude, zmęczone tarłem nie przedstawiają wielkich walorów kulinarnych, a jeżeli już bardzo lubicie ryby proponuję zastosować sposób jaki ja praktykuję. Po rybach zajeżdżam do zaprzyjaźnionej hodowli, kupuję trzy tłuszczaki i z kompletem oraz czystym sumieniem wracam do domu. Pamiętajmy też, że jeśli nie ma etycznych wędkarzy nad rzekami, to zaraz pojawiają się panowie z teleskopami, a wydeptany śnieg, walające się pudełka po robakach i rozsypana ikra świadczą o tym, że pojęcia wymiarów, limitów i okresów ochronnych są im zupełnie obce.

Do zobaczenia nad rzeką, koniecznie z podbierakiem i bez koszyka.
Inne materiały autora:
poprzednia  1  2    


Frąckiewicz - zamiast muddlera


Banachowski - z kozą na szczupaka


Żaby bez zaklęć


Reguła - na klenia


Polskie majówki cz. 1