Odkrywanie szczupaka na muchę

Autor: Artur Banachowski | Dodany: 2002-08-14

wyślij znajomemu   wydrukuj stronę

poprzednia  1  2    





Na głęboką wodę

Początkowo wędkowałem z łódki w dużych jeziorach - Żarnowieckim, Mausz czy Patulskim. Dużo czasu zajęło znalezienie sposobu na łowienie na 6 -7 m głębokości. Sink tip, którym łowiłem z brzegu, w nieco głębszej wodzie nie zdawał zupełnie egzaminu. Tonął zbyt wolno i pod niewłaściwym kątem. Trudno było zaobserwować delikatne branie i bardzo trudno było zaciąć mocno wybrzuszoną linką. Kupiłem wtedy jakiś sznur, chyba w piątej klasie tonięcia i długo próbowałem z nim rozgryźć problem. Linka była jednak bardzo ciężka i trudno ją było wraz ze sporą muchą wyrwać z wody. Co gorsze tonęła bardzo szybko i by utrzymać ją podczas prowadzenia na jednej głębokości, trzeba było ściągać zestaw w iście ekspresowym tempie. Wystarczyła chwila opóźnienia i mucha grzęzła w zielsku. Z kolei zbyt szybkie tempo ściągania ograniczało ilość brań. Coś było nie tak i trzeba było to zmienić... Tak sięgnąłem po linki tonące w drugiej i trzeciej klasie. Początkowo trudno było przekonać się do tego rozwiązania. Topienie linki na głębokość kilku metrów trwało kilka ładnych minut. Jednak już samo prowadzenie było komfortowe. Linkę można było prowadzić bardzo wolno, robiąc przy tym długie przerwy pomiędzy kolejnymi pociągnięciami. I takie prowadzenie bardzo odpowiadało szczupakom! Drapieżnik musi mieć czas, żeby zlokalizować przyszłą ofiarę, ocenić odległość, ustawić się i wreszcie uderzyć. Tak osiągnąłem pierwsze, przyzwoite wyniki. Brania były na ogół pewne i mniej było ataków chybionych.

Koniec problemów

Dylematy związane z doborem linki przestały ostatecznie mnie gnębić, kiedy zetknąłem się z rzutową głowicą. To było to! 9 m głowica podczas ciągnęła bez trudu leciutki running line, co pozwalało na osiągnięcie imponujących dystansów. Po za tym zestaw ten pozwalał na zachowanie pełnej kontroli, nawet podczas silnego wiatru. No i oczywiście fantastycznie zachowywał się w wodzie. Z czasem okazało się, że najpraktyczniejsze głowice to te w 2 i 4 stopniu tonięcia. Pierwsza jest rewelacyjna do łowienia do 2,5 m, druga przeznaczona jest na głębsza wodę i pozwala schodzić z zestawem do 8 m.

Ostatnie odkrycie

Momentem, w którym uwierzyłem, że nie ma szczupaków, których nie dałoby się złowić na muchę był zakup pierwszego belly boata. Wynalazek iście szatański, który pozwala bezszelestnie podpłynąć do każdej ryby w jeziorze, na całkiem małą odległość. Po za tym nie ma problemów, że gdzieś nie można dojechać, albo brakuje miejsca do zwodowania łódki. Wskakujemy w neopreny, zakładamy płetwy, ładujemy się w nasz dmuchany okręt i nie ma dla nas na jeziorze miejsc nie do zdobycia.

Myślę, że to małe podsumowanie moich doświadczeń pozwoli wszystkim, którzy zechcą tego tematu dotknąć uniknąć błędów i licznych rozczarowań. Złowienie dużego szczupaka w zaplanowany i przemyślany sposób daje olbrzymią satysfakcję, tak więc chwile spędzone w pływającym kółku na pewno nie będą należały do straconych. I co najważniejsze, przekonacie się, że połów tej ryby jest równie wspaniałą muchową przygodą jak podchodzenie największego z potoków.
Inne materiały autora:
poprzednia  1  2    


Rekowski – makrelka, polska mucha


Reguła - na klenia


Wiosenny swap


Whillock - po prostu szaleństwo!


Białoń - kiełże!