Kij w mrowisko czyli czepiania się ciąg dalszy

Autor: Karol Zacharczyk | Dodany: 2002-08-14

wyślij znajomemu   wydrukuj stronę





Za a nawet przeciw - to słynne zdanie naszego byłego prezydenta najlepiej chyba odzwierciedla mój - Karola Zacharczyka - stosunek do tęczaka. Mało jest bowiem w naszej ichtiofaunie ryb, które wśród wędkarzy i ichtiologów, wzbudzają tak sprzeczne uczucia i odczucia jak tęczak - Oncorhynchus mykiss (Walb.) zwany pstrągiem tęczowym, z łacińska dawniej Salmo gairdneri.

Niektórzy zarówno wędkarze jak i "ichtioekolodzy" nazywają go pogardliwie tłuszczakiem i uważają za rybi śmieć. Czyli obcego naszej przyrodzie osobnika, który nie dość, że jest łatwy do złapania, to jeszcze mimo iż się ryćka (czytaj: odbywa tarło) nie daje w naturalnych (polskich czy środkowoeuropejskich) warunkach potomstwa. Co ciekawe pogląd ten jest wygłaszany mimo... iż tak naprawdę nikt tego nie badał!!! Kolejną wadą tęczaka podnoszoną przez jego wrogów jest... "zamiłowanie" do wędrówek, czyli w tym że tuż po wpuszczeniu do rzeki niemal natychmiast z niej zwiewa. A co by było gdyby jednak zechciał się rozmnożyć? Wtedy w dodatku mógłby obcy gatunek spustoszyć nasze "naturalne" i rybne pstrągowo-lipieniowo-trociowe wody. To zresztą nie jedyne kalumnie rzucane na nosiciela tęczowej pręgi. Są jeszcze inne: a to, iż jego ziemne, czy też betonowe przemysłowe hodowle zanieczyszczają nasze rzeczki; a to iż jazy piętrzące na ich potrzeby wodę - uniemożliwiają wędrówki naszych rodzimych mniej bądź bardziej szlachetnych ryb i rybek. Wszystkie te cechy (domniemane i prawdziwe) tęczaka sprawiły, że na pierwszej konferencji naukowej, która odbyła się w Łodzi jesienią bodaj 1997 roku, uczone gremia PZW uznały, iż jest gatunkiem obcym mimo że... w wodach polskich przebywa od 130 lat. Postanowiły też o zamknięciu go w izolowanych gettach i uchwaliły mniej lub bardziej przestrzegany zakaz wpuszczania tej ryby do "wód otwartych".

Znam też tęczako-fanów, którzy chcą tę rybę mieć wszędzie: bo jest smaczny, bo waleczny, bo nie wybredny i stosunkowo łatwy do złapania. Dlatego chcą i wpuszczają go (najczęściej "tajnie") gdzie popadło: do Bobru pełnego (rodzimych niemal) pstrągów potokowych i lipieni, do Dunajca, Popradu, Sanu, górnej Wisły, Wisłoka, Sanu, Bystrzycy, Raby, Warty, Pilicy, Szreniawy, Rudawy i dziesiątków innych rzek.... Ci często uważają, że tęczak nie dość, że jest rybą wyjątkowo sportową, to jeszcze pełni służebną rolę ochronną dla naszych rodzimych pstrągów potokowych i lipieni. Ochronną, bo przez swoją żarłoczność i łatwość w łowieniu, kieruje na siebie presję wędkarską. Presję potrzebującej rybiego białka wędkarskiej tłuszczy, która bardziej niż jakiekolwiek tęczaki czy źródlaki pustoszy nasze wody...

Hola, hola Mości Panowie! Po części uznaję cytowane powyżej argumenty i opinie, to nie da się ukryć, że tęczak żyje w naszych wodach dłużej niż dunajecka czy popradzka głowacica (nie mówiąc już o sanowej, bobrzańskiej czy gwdziańskiej). Ponadto naprawdę bardzo lubię go łowić. Dlatego nie widzę nic zdrożnego we wpuszczaniu go do zbiorników zaporowych takich jak Myczkowce, Klimkówka, Bukówka, Wrzeszczyn oraz wszelkich zbiorników gromadzących pitną wodę, a nawet do naturalnych (najlepiej) zamkniętych jezior. Nawet chcę go w rzekach, ale pod warunkiem iż właśnie odbudowywane są w nich populacje "rodzimych" potokowców czy lipieni, bądź... tam gdzie istnieją już jego fermy. Przecież nawet najlepiej wyposażona ferma jest dla rzeki i wędkujących na niej wędkarzy pewnym obciążeniem. To dlaczego niby hodowca tęczaków nie miałby partycypować we wzbogacaniu jej ichtiofauny?

Swoją drogą przeciwnikom zarybień tęczakiem - ichtioekologom chcę zadać kilka pytań: Czy bez tęczaków byłby możliwy reintrodukcyjny sukces pstrąga potokowego i lipienia w Bobrze? Czy bez olbrzymich zarybień tęczakiem odrodziły by się stada rodzimych potokowców w Czarnej Przemszy, Rudawie, Rabie i w górnej Warcie? Czy bez tęczaków ze Szczodrego powstałoby samo rozradzające się stado pstrąga potokowego w podwrocławskiej Widawie? Moim zdaniem NIE!!!

Właśnie tęczak, który przez długotrwałe przebywanie w naturalnej wodzie nabiera szlachetnego miana pstrąga tęczowego jest właśnie tą RYBĄ, za którą potrafię jeździć w najodleglejsze regiony Polski i Europy. Pstrąg tęczowy bowiem, podobnie jak potokowy jest rybą trudną do złowienia, podejrzliwą, wybredną, no i jakże waleczną. Kto nie wierzy niech wybierze się choćby na "Piaseczno" bądź podgarwolińskie "Eldorado" lub na Myczkowce czy Wrzeszczyn, albo choćby do Szwecji.



Frąckiewicz - zamiast muddlera


Paszko - zimowe streamerki


Polakowski – broń na uciekiniera


Paszko - made of biots


Mokot - big fly & big game