Nie samym Loomisem wędkarz żyje....

Autor: Tomek Reguła Lipion | Dodany: 2002-12-03

wyślij znajomemu   wydrukuj stronę

poprzednia  1  2    





Kiedy jakieś blanki mi nie odpowiadają - po prostu więcej ich nie zamawiam, kiedy trafiam na coś ciekawego - ściągam większą partię, buduję na nich wędziska i przeprowadzam crash-testy. W ten sposób najlepiej mogę poznać wartość danego blanku i jego rzeczywiste możliwości. Z czasem konstruowanie wędzisk na takich właśnie nikomu nieznanych blankach stało się dla mnie największym wyzwaniem. Nadal szukam nowych modeli, a moi kumple szperają po światowym rodbuilderskim rynku w poszukiwaniu ciekawostek.

Ostatnim wielkim odkryciem są blanki Toma White’a. Entuzjastyczne opinie kumpla zza oceanu tylko potęgowały ból dwumiesięcznego oczekiwania na przesyłkę. Kiedy wreszcie drżącymi rękoma rozpakowałem paczkę byłem szczerze........zawiedziony! Dziewięciostopowe dwuskłady, w grafitowym kolorze wyglądały raczej zwyczajnie, a po kilku wstępnych machnięciach blank, jak na muchowy, był bardzo,,kołkowaty”.
Co on mi przysłał?!! To nie są muchowe blanki! Znów zacząłem je wyginać, naprężać. Powoli zaczęły pokazywać swój „charakter”. W końcu uzbroiłem pierwszą muchówkę i zrobiłem próby. Blanki okazały się niesłychanie mocne, niemożliwie dynamiczne i szybkie. Pozwoliłem sobie nawet na to, że zbudowałem dziewięciostopową muchówkę z tylko ośmioma przelotkami !!! Standardowo na tej długości kiju jest ich dwanaście. Myślałem, że przy takim ograniczeniu kij rozpadnie się w drzazgi przy pierwszym poważniejszym rzucie lub holu. Nic z tego! Łowię nim cały czas. Za to uzyskałem zmniejszenie obciążenia na kiju o 1/3!!! W stanie spoczynku to tylko kilkanaście gramów, ale podczas pracy, kiedy na blank działa ogromne przyspieszenie i dochodzi do maksymalnych przeciążeń, te kilkanaście gramów nabiera wielkiego znaczenia. Wydawało się, że tak szybka muchówka będzie,,gubić” ryby przy holu. Nic podobnego. Pstrągi, lipienie a nawet wzdręgi nie schodziły z niej częściej niż z kijów o wolniejszej akcji. Oczywiście robiłem na tych blankach także spinningi. Wychodzą cudne kijki do lekkich przynęt i małych woblerków, które praktycznie same holują zaciętą rybę. Blanki od White’a mógłbym porównać do IMX Loomisa, tylko że są od niego o wiele tańsze.

Niestety, blanki z małych, nieznanych firm mają też swoje wady. Główną jest słaby serwis. Blanki mają krótki okres gwarancji, lub nie mają go wcale. Innym problemem jest częste niedopracowanie zewnętrznego wyglądu. Nie chodzi tu o rysy, czy ubytki, ale czasami aż prosi się żeby lakier był bardziej błyszczący, kolor głębszy... Często, zwłaszcza blanki o wysokim module, są lekko krzywe. Ale to zdarza się dość często i u blanków znanych firm np. Loomisa. No cóż, coś za coś. Niewątpliwą zaletą jest wysoka jakość użytkowa i relatywnie niska cena.

Kończąc chcę podkreślić, ze artykułem tym nie chciałem reklamować jakichkolwiek marek czy producentów. Napisałem go, by pokazać mnogość i różnorodność rodbuilderskiego rynku. Istnieją nie tylko blanki Loomisa i St.Croix, ale również dziesiątki innych, które może warto wypróbować, bo a nuż któryś z nich okaże się tym wyśnionym, tym najlepszym, tym jedynym....Wędka na nieznanym blanku to nowe wyzwanie tak dla rodbuildera, jak i dla użytkownika, bo tak naprawdę nigdy do końca nie wiadomo, czego po takim kijku możemy oczekiwać.
A niedługo mam dostać całkiem nowe blanki firmy Purglas gdzieś ze Wschodniej Afryki. Prawdopodobnie fantastyczne....
Inne materiały autora:
poprzednia  1  2    


Rekowski – makrelka, polska mucha


Polakowski – broń na uciekiniera


Paszko - made of biots


Sikora - suche chrusty


Chruszczewski - mokra forever