Czas dobrobytu...

Autor: Tomek Reguła Lipion | Dodany: 2003-03-20

wyślij znajomemu   wydrukuj stronę

  1  2  następna   




Nie ma się, co oszukiwać, proszę kolestwa – jak mawiał pewien bardzo wysoko postawiony elektryk - w temacie sprzętu wędkarskiego ogólnie, a muszkarskiego w szczególności nastał czas dobrobytu! Półki sklepowe uginają się od wędzisk, kołowrotków, akcesoriów. Dotyczy to całej oferty, od najtańszych modeli, po światowe sławy. Jednym zdaniem – dobrobyt na światowym poziomie. Dla każdego według jego potrzeb i każdemu według jego możliwości. Ale.....no właśnie, może nie jest tak do końca! Czego on znowu chce – zapytacie? Otóż jest dziedzina, która w cywilizowanym świecie jest w najwyższym poważaniu, organizuje się specjalne konkursy i sympozja, a wyroby jej wyznawców-mistrzów osiągają zawrotne ceny liczone w tysiącach dolarów za egzemplarz – to CUSTOM ROD BUILDING, czyli tworzenie wędzisk na zamówienie! Niektórzy, co bardziej żarliwi wyznawcy dodają ART - Custom Art Rod Building! To „ART” ma tutaj niebagatelne znaczenie... Już wyjaśniam, dlaczego...





























Zbudować dobre wędzisko wcale nie jest trudno. Umiejętność tą już dawno posiedli nawet tani Azjaci. Wędziska produkowane dla polskich hurtowników w Chinach, czy Korei wcale nie są złe. Przy odrobinie uwagi i umiejętności można ich używać latami i łowić tak samo dobrze jak wędziskiem Scotta, czy Loomisa za 600-700 $! Więc, w czym tkwi różnica? Ano właśnie… tu zaczynają się schody. Z wędziskami, jak z każdym chyba produktem jest tak samo. Weźmy na przykład samochód. Wiadomo, że jeździć można choćby i 15 letnim maluchem, ale… któż nie przesiadłby się do sportowego Mercedesa? Z wędziskami jest identycznie. Można łowić chińszczyzną i mieć dobre efekty, ale kiedy popatrzymy na naszą muchówkę zauważymy marnej jakości korek, wykruszającą się szpachlę, krzywo osadzone przelotki, nie podlewany lakier, zacieki. Często uchybienia mogą być większe: przelotki osadzone po niewłaściwej stronie blanku, w nieodpowiednich punktach, a sam blank z napisem IM 15 – może mieć ścianki grubości chusteczki higienicznej. No cóż… nie wymagajmy cudów za 200 zł. Wad tych oczywiście nie mają wędziska większych, renomowanych firm, jak choćby Sage’a, Thomas&Thomas, Scotta, Loomisa, House of Hardy. I za to odpowiednio więcej płacimy. W zamian otrzymujemy oczywiście solidny blank, poprawnie uzbrojony w dobre komponenty. I oczywiście gwarancję! Przeważnie trzy-pięć lat, a na najdroższe egzemplarze nawet dożywotnią dla pierwszego właściciela. Ale nie jest to jeszcze Art Custom Rod Building, do tego jeszcze daleka droga....















W człowieku od zarania dziejów drzemała przemożna potrzeba piękna. Na początku łowcy epoki kamienia, swoje włócznie ozdabiali nacięciami na drzewcu, kłami upolowanych zwierząt, piórami ptaków. Miało to zapewnić magiczną moc. Później, kiedy opanowano technologię wytwarzania broni na tyle, że zrobienie dobrego ostrza nie nastręczało problemu, zaczęto dbać nie tylko o wartości użytkowe, ale i estetyczne. Wystarczy obejrzeć zdobienia średniowiecznych zbroi, rycerskie miecze czy tsuby samurajskich katan i wakizashi... Oprócz mocy i ostrości klingi zadziwia i zachwyca maestria zdobień, inkrustacji. Czas baroku to istny szał i rozpasanie zdobniczych fajerwerków. Gardy rapierów i szpad wykute z metalu, a wyglądające jak najdelikatniejsze francuskie koronki zdają się zaprzeczać celowi przeznaczenia. Metr zimnej, doskonale kutej stali i tańcząca na każdym centymetrze śmierć. Dlaczego piszę tyle o broni? Otóż dzisiejsze wędkarstwo to nie tylko hobby, sposób na stres, czy ucieczka od codzienności, ale również jeden z ostatnich, żywych atawizmów, jakie pozostały w nas, prawdziwych mężczyznach, po dawnych przodkach, łowcach, rycerzach, wojownikach. Dzisiejsze wędzisko jest dla mnie jak pierwotna włócznia, jak miecz. Tak jak kiedyś od mocy oręża zależało życie jego właściciela, tak teraz, kiedy stoję po pas w spienionej kipieli, a na końcu sznura szaleje okaz życia - wszystko zależy od sprężystości kija, mocy sprzętu, zimnej krwi... Boskie uczucie!
  1  2  następna   


Kocielski - na kardynała


Ostafin - lipieniowe wyloty


Białoń - kiełże!


Warda - na małą rzekę


Frąckiewicz - duże mokre