Czas dobrobytu...

Autor: Tomek Reguła Lipion | Dodany: 2003-03-20

wyślij znajomemu   wydrukuj stronę

poprzednia  1  2    





Wracając do współczesności myślę, że technika wytwarzania sprzętu wędkarskiego osiągnęła poziom, który pozwala praktycznie każdemu spróbować zbudować wędkę. Logicznym, kolejnym etapem rozwoju powinny być właśnie próby stworzenia z wędziska przedmiotu nie tylko o najwyższych wartościach użytkowych, ale także estetycznych, zamiany wędziska nie tylko w narzędzie do łowienia ryb, ale stworzenia z niego prawdziwego dzieła sztuki! Oczywiście w obrzydliwie bogatych krajach dekadenckiego Zachodu etap ten nastąpił już dawno. Na Starym Kontynencie można wymienić choćby słynących z wysmakowanego designu Włochów: Sandro Gattiego, Pozzoliniego. Największy jednak rozkwit sztuka ta osiągnęła w Stanach Zjednoczonych. Tacy rod builderzy jak J.C. Zimny, John Witzke z Kanady - to prawdziwi artyści, a jednocześnie wspaniali konstruktorzy wędzisk.






















Czym różnią się wędziska wychodzące spod ręki rod buildera od klasowych wędzisk dobrej firmy? Odpowiedź jest prosta - ARTyzmem! Taka wędka jest nie tylko uzbrojona w optymalny sposób, w najlepsze materiały i komponenty. Często jest ręcznie zdobiona, jej elementy są ręcznie dorabiane do każdego egzemplarza indywidualnie. Inserty z egzotycznego drewna, kości, czasami szlachetne metale, złoto, kamienie. Jest też dopasowana do indywidualnego odbiorcy, bo są to przeważnie wędziska wytwarzane na konkretne zamówienie. Dobry rod builder potrafi skonstruować wędkę dopasowując ją do siły i temperamentu klienta, do wielkości dłoni, długości ramienia, do ulubionej metody, a nawet konkretnej wody, na której klient łowi najczęściej.














Trzeba dla wyjaśnienia dodać, że nie każde wędzisko wyprodukowane przez rod buildera zasługuje na miano art rod. Rynek wędkarski, zwłaszcza zachodni daje dzisiaj nieograniczone możliwości praktycznie każdemu, kto chciałby własnoręcznie złożyć sobie wędzisko. W wysyłkowych firmach można kupić „rod building kits”. Są to zestawy, w skład których wchodzą blank z zaznaczonymi miejscami na przelotki, komplet przelotek, kompletny gryf, a nawet szpulka nici i lakier do omotek. Nabywcy nie pozostaje nic innego jak tylko według instrukcji złożyć to wszystko do kupy. Można też kupić wszystkie te rzeczy oddzielnie i pokusić się o zbudowanie wędziska z większym wkładem własnej inwencji twórczej. Nawet niektórzy poważni rod builderzy tworzą swoje wędziska korzystając z takich właśnie gotowych elementów. Ich wyroby są oczywiście o niebo lepiej wykonane od wędzisk każdej dobrej firmy, ale poza tym, właściwie niewiele się różnią... Jest to na pewno rod building, ale czy zawsze ART...? Nie moja sprawą to oceniać. De gustibus non disputandum est – jak mawiali nasi mądrzy przodkowie. Ocenę pozostawiam każdemu, kto ma ochotę na piękną, jedyną w swoim rodzaju, niepowtarzalną muchówkę-marzenie.
Inne materiały autora:
poprzednia  1  2    


Whillock - po prostu szaleństwo!


Banachowski - małe i jeszcze mniejsze streamery


Wysocki – na zimowego potoka


Żaby bez zaklęć


Paszko - made of biots