Na mokro...

Autor: Kuba Chruszczewski | Dodany: 2003-04-22

wyślij znajomemu   wydrukuj stronę

  1  2  następna   




Na początku była mokra...
Na mokrą muchę zacząłem łowić jakieś 35 lat temu. Dlaczego akurat na mokrą? Pewnie dlatego, że o istnieniu innych metod nie miałem pojęcia. Nie wiedziałem, że są na świecie suche muchy i pływające linki. Dostałem do ręki szklaną muchówkę, z tonącą czeską linką, do przyponu przywiązano mi dwie dość przypadkowo dobrane mokre muchy i ... zaczęło się. Jedyny sposób prowadzenia zestawu, jaki wtedy poznałem, był dość prosty: Rzut skośnie w dół, chwila, kiedy muchy spłyną i wtedy kij do góry. Mucha kierunkowa wisi tuż pod powierzchnią, zaś skoczek tańczy i podskakuje na falkach. Brania były na obie muchy, może na skoczka trochę częściej. Brały pstrągi, klenie i lipienie również. Zresztą te ostatnie byłem w stanie złowić tylko w opisany wyżej sposób. Ryb biorących na swobodnie spływające muchy nie umiałem zaciąć. Gdybym wtedy wiedział i umiał to, co dzisiaj, gdybym miał ten sprzęt, gdyby dzisiaj były te wody i te ryby, co wtedy...














...i potem była mokra
Ale zostawmy wspomnienia. Dzisiaj już wiem o istnieniu innych metod, ba wszystkie wypróbowałem i wszystkie w różnych proporcjach stosuję. Przeszedłem fascynację nimfą, chętnie cały czas łowię na streamera, czasami, późną jesienią sięgam po suchą. Ale nie będę ukrywał, że mokra mucha jest i chyba już zostanie moją ulubioną metodą. I nie potrafię odpowiedzieć, dlaczego? Na pewno ważnym czynnikiem jest fakt, że rzeka, na której uczyłem się pierwszych rzutów i na której łowię do dziś jakoś szczególnie wydaje się być do tej metody stworzona. Zależnie od warunków (głównie stanu i koloru wody) Raba – bo o niej tu mowa – daje możliwość łowienia wszystkimi odmianami mokrej muchy. A odmian tych wyróżniłbym trzy – spróbuję je tu opisać.

Mokra po raz pierwszy
Sposób ten związany jest głównie z typowymi dla wczesnej wiosny, dość wysokimi stanami lekko zmąconej wody. Trzeba wtedy starać się głęboko i powoli prowadzić dość spore muchy. Staram się to zrealizować następująco: używam długiego wędziska ( 10’6”) i linki w II – III stopniu tonięcia. Wykonuję daleki rzut skośnie w dół wody. Muchy powinny wylądować możliwie blisko przeciwległego brzegu. Teraz, stosując wszystkie znane zabiegi (mending, zanurzanie szczytówki) staram się zatopić zestaw jak najgłębiej. Parcie prądu wody na linkę powoduje, że muchy będą się przemieszczać głęboko, powoli, łukiem, zmierzając od przeciwległego brzegu, w kierunku brzegu, przy którym stoję. I lekko pod prąd. Każdy oszczędny i niezbyt gwałtowny ruch szczytówki spowoduje, że muchy będą się dodatkowo przemieszczać w płaszczyźnie pionowej. To powinno uczynić ich zachowanie bardziej atrakcyjnym dla dość ospałych w zimnej, podniesionej wodzie ryb. Wykorzystując wpływ prądu wody, poprzez zmiany kąta ustawienia wędziska staram się, aby muchy spenetrowały każdy centymetr obszaru, w którym spodziewam się ryby. Muchy, które polecałbym do tej metody, to duże i średnie wzory, mogące imitować małe rybki i duże larwy, np. widelnic.

Mokra po raz drugi
Trochę inaczej prowadzę zestaw, kiedy w pełni wiosny, przy niezbyt wysokich stanach czystej, już trochę cieplejszej wody ryby wykazują aktywność bliżej powierzchni. Najchętniej stosuję wtedy linkę „intermediate”. Pozwala ona prowadzić muchy blisko powierzchni, łatwo robi się mending, nie ma problemu z” wyrywaniem” nawet dość długiego odcinka. Kiedy łowimy w wodzie o słabym uciągu, uzasadnione będzie użycie linki pływającej. Moim celem jest poprowadzenie much blisko powierzchni, w sposób możliwie naturalny, a równocześnie dający możliwość zaobserwowania brania i skutecznego zacięcia. Nie jest to łatwe. Całkiem swobodnie spływające muchy będą prowokować rybę do ataku, ale przy niewyprostowanym zestawie wyczucie brania i skuteczne zacięcie będzie bardzo utrudnione. Natomiast przy napiętej, wyprostowanej lince nienaturalne poruszanie się much może spowodować, że brania będą dużo rzadsze. Trzeba więc znaleźć kompromis i pogodzić dwa wykluczające się czynniki: Czuły, napięty zestaw i naturalnie spływające imitacje. Oto, jak próbuję to osiągnąć:
  1  2  następna   


Sikora - suche chrusty


Wysocki – na zimowego potoka


Rekowski – makrelka, polska mucha


Rzuć okiem na pupę!


Mokot - big fly & big game