Posłanie Fair Fly

Autor: Jerzy Kowalski | Dodany: 2003-11-12

wyślij znajomemu   wydrukuj stronę

poprzednia  1  2    





Jak zapewne niektórzy z Was zauważyli – w moim pierwszym artykule o C&R zawarłem uwagi na temat źródeł prawa. Teraz kilka słów rozwinięcia tego zagadnienia.
Rozpowszechnione u nas rozumienie prawa, słyszane na wszystkich szczeblach stanowiących i stosujących jego przepisy (od stowarzyszeń jak PZW do parlamentu), zawiera się w przekonaniu, że ogłoszenie przepisu i policyjne, represyjne kontrolowanie jego przestrzegania przez odpowiednie służby zapewnią pożądaną zmianę postępowania w społeczeństwie. Nic bardziej mylnego. Jest to wzorzec wzięty żywcem z rewolucyjnej metody rządzenia przy pomocy dekretów, znany co najmniej od czasu Rewolucji Francuskiej. Naturalną reakcją na takie działanie, nawet wśród ludzi skłonnych do pozytywnych zachowań społecznych, jest przekora i opór wobec dyktatury. Dotyczy to również działań rozsądnych, sprawdzonych w innych warunkach i w innych miejscach.
Opierając się na tej tradycji stanowienia prawa mógłbym zwrócić się do ZG PZW z wnioskiem o zatwierdzenie zestawu zasad C&R jako załącznika do Regulaminu, opisującego wymagane postępowanie z wypuszczanymi rybami. Jest to rozsądny, korzystny, dobrze uzasadniony i udokumentowany zbiór zasad – załóżmy, że zostałby zatwierdzony i…. z góry można przewidzieć efekty takiego sposobu jego wprowadzenia i stosunek wszystkich zainteresowanych do narzuconych przepisów.
Nie zamierzam tak robić, bo uważam, że lepiej poczekać rok, dwa, trzy, może nawet pięć (kropla drąży skałę) na zaakceptowanie tych zasad przez wędkarzy i wprowadzić je w sensowny sposób niż spalić ten pomysł na następne 10-15 lat, jak stało się z wprowadzaną kiedyś przeze mnie ewidencją połowów – też ważnym narzędziem służącym zarządzaniu zasobami łowisk.
Nie ukrywam, że z zadowoleniem przyjąłbym formalne obowiązywanie zasad C&R w Polsce, przynajmniej w odniesieniu do obecnie chronionej części populacji ryb, a docelowo rozciągniętych na najbardziej wartościową, reprodukcyjną część populacji.

Demokratyczne stanowienie prawa polega na mądrym stosowaniu zasady, „co nie jest zabronione (prawem) jest dozwolone”. Kilka słów wyjaśnienia tego, skądinąd obdarzonego popularnością, stwierdzenia. Ma ono dwa znaczenia. Jedno – pozytywne dla demokratycznego porządku prawnego, drugie – negatywne, niestety bardziej u nas znane, usprawiedliwiające czyny przestępcze, rujnujące społeczny porządek prawny i hierarchię wartości.
Nie jest możliwe opisanie prawem każdego, najdrobniejszego ludzkiego zachowania. Większość naszych działań jest regulowanych dobrym obyczajem, poczuciem lojalności i wzajemności wobec innych, zasadą stosowności i umiarkowania. Zachowania oparte na tych, uniwersalnych podstawach są akceptowane społecznie, a ludzie używający „zdrowego rozsądku” i dobrych obyczajów zyskują szacunek i uznanie (choć w naszym, cynicznym i wyrachowanym społeczeństwie są często określani mianem „frajerów”). Naruszający prawo i obyczaj są postrzegani negatywnie, chociaż w naszej rzeczywistości zbyt łatwo usprawiedliwiani, a w stosunku do ich zachowań używa się różnych enigmatycznych określeń „zmiękczających” odpowiedzialność.
Kuriozalna wręcz jest często nadużywana zasada „znikomej szkodliwości społecznej” czynów, zwłaszcza wobec występków najbardziej uciążliwych (np. kłusownictwa), bo powodujących stosunkowo niewielkie jednostkowe szkody materialne, zaś wywołujące spustoszenie w psychice i moralności zarówno bezkarnych sprawców jak i bezsilnych ofiar.
Zastosowanie zasady, „co nie jest zabronione jest dozwolone” w pozytywnym znaczeniu oznacza, że uważane za pożyteczne społecznie (nie egoistyczne lub nadużywające zaufania innych) działania mogą być podejmowane bez pytania kogokolwiek o zgodę i nie są karalne. Jeżeli takie zachowania zostaną uznane z czasem i doświadczeniem za pozytywne, znajdują zrozumienie i poparcie społeczne oraz naśladowników są obejmowane ochroną prawną, a działania przeciwne bywają zakazane prawem.
Jak trudne bywa takie stosowanie tej zasady w systemie niedemokratycznym mogą powiedzieć ci, którzy np. próbowali zrzeszać się bez pozwolenia „jedynie słusznej siły” za nieboszczki PRL lub w tym samym czasie próbowali podejmować uczciwą działalność gospodarczą.

Moim celem jest wprowadzenie zasad C&R według pozytywnego znaczenia zasady, „co nie jest zabronione jest dozwolone”. Nikt nie zabrania nam stosowania tych zasad ani propagowania ich wartości dla przyszłości naszych wód. Niech staną się codziennym wzorem zachowania dla wszystkich wędkarzy, a w końcu zostaną skodyfikowane i wprowadzone bez sprzeciwów jako wymagane dobrym obyczajem (i regulaminem) postępowanie z rybami, które łowione i uwalniane muszą mieć jak największą szansę na dalsze życie.

Teraz jest moment, kiedy, z opisanych na początku powodów, złowione ryby w większości powinny wrócić do wody (najlepiej w dobrej kondycji). Przed nami zaś sezon bardziej sprzyjający dyskusjom niż aktywnemu łowieniu. Sprawmy wspólnie abyśmy także w przyszłości mogli cieszyć się uprawianiem naszej pasji w polskich wodach.
Inne materiały autora:
poprzednia  1  2    


Paszko - made of biots


Paszko - proste łowienie


Whillock - po prostu szaleństwo!


Chruszczewski - mokra forever


Łaniewicz - streamerowo