O kiju, co ma dwa końce...

Autor: Waldek Święcki | Dodany: 2003-02-05

wyślij znajomemu   wydrukuj stronę

  1  2  następna   




Stało się normą, że po pstrągowych wypadach już odruchowo narzekamy na permanentny brak ryb. Nie biorą, bo ich nie ma. Przyczyny tego stanu są ogólnie znane - zanieczyszczenie, obniżanie się poziomu wody, przełowienie, kłusownictwo, itd. Wielu z nas dostrzega genialna receptę na rozwiązanie tego problemu – zarybianie. I tu zaczyna się nieoczekiwany kłopot.

Pstrąg potokowy, jak większość łososiowatych, należy do gatunków bardzo wrażliwych na zmiany środowiska. Aby mógł przetrwać muszą być zachowane bardzo specyficzne warunki. I nie dotyczy to w takim stopniu ryb dojrzałych, co wylęgu i narybku. Są rzeki, gdzie parametry wody są przez pstrąga dość dobrze tolerowane, występuje w nich obfitość pożywienia, ale brakuje naturalnych tarlisk i ryby giną.

Pstrąg ma skłonność do tworzenia wyizolowanych, specyficznie przystosowanych lokalnych populacji. Stada takie, choć złożone z osobników o wysokim stopniu poliformizmu genetycznego, wykazują między sobą wyraźną genetyczną odrębność. Są to stada pochodzące zarówno z różnych systemów wodnych, rzek i dopływów, jak i z różnych odcinków tej samej rzeki. Tak wyraźne zróżnicowanie genetyczne związane jest z adaptacją do lokalnych warunków środowiskowych. Wyrazem takiego specyficznego, przynależnego tylko danemu ciekowi przystosowania jest przystępowanie w różnym czasie do tarła ryb pochodzących z rzeki, w której są częste wahania poziomu wody. Stado w ten sposób „broni się” przed zniszczeniem wszystkich gniazd tarłowych przez wysoką wodę. Takich lokalnych przystosowań jest oczywiście bardzo wiele.

Ryby pochodzące z wylęgarni wyglądają tak samo albo “lepiej” od dzikich pstrążków. Jest to jednak złudne. Są to, bowiem ryby już do pewnego stopnia udomowione, na pewno gorzej przystosowane do lokalnych warunków środowiskowych, o genotypie dalekim od optymalnego na danym akwenie. Na dodatek w warunkach ośrodka zarybieniowego dokonując sztucznego tarła stosuje się zabiegi (pożądane w przypadku ryb hodowlanych), które są bardzo niekorzystne dla kondycji narybku przeznaczonego na potrzeby zarybień wód otwartych. Niejednokrotnie zdarza się, że dokonuje się selekcji: do rozrodu wybiera się osobniki „silniejsze”, wyglądające (w ludzkiej ocenie) lepiej, ładniejsze, a przede wszystkim gotowe do tarła w terminie dogodnym dla hodowcy. Zwyczaj używa się mlecza z jednego samca do zapładniania ikry wielu samic. Nie trudno w tej sytuacji o możliwość powstania bardzo niekorzystnego chowu wsobnego, który jak powszechnie wiadomo ogranicza drastycznie zróżnicowanie genetyczne potomstwa i m.in. powoduje utrwalenie niekorzystnych cech. Znamy ponadto wiele innych nagannych przykładów np. na zarybianie rzek pomorskich pstrągami i lipieniami z południa kraju lub nawet z zagranicy. Takie zabiegi mogą być bardzo niekorzystne dla lokalnych populacji ryb łososiowatych.

Przypuszcza się, że dorabianie stosunkowo nielicznymi, genetycznie jednorodnymi rybami hodowlanymi przyczynia się do ujednolicenia pul genetycznych stad naturalnych i zagraża dalszemu istnieniu genetycznej unikalności poszczególnych populacji. W wyniku badań stwierdzono, że stopień krzyżowania ryb udomowionych z dzikimi wykazuje duże wahania. Znane są przypadki całkowitych niepowodzeń nawet intensywnych zarybień, co może oznaczać, że ryby pochodzące z zarybień były całkowicie nieprzystosowane do lokalnych warunków. Przeżywała lokalna populacja, a badania genetyczne nie wykazały domieszki genów ryb pochodzących z hodowli.

Można powiedzieć, że to najbardziej szczęśliwe zakończenie. Problem, bowiem zaczyna się, gdy do rozrodu przystąpią masowo ryby ze stada lokalnego z rybami pochodzącymi z zarybień. W rezultacie następuje „rozcieńczenie” lokalnej, unikalnej puli genowej, czego skutkiem jest znaczne obniżenie przystosowania do konkretnych warunków środowiskowych. Łatwo sobie wyobrazić sytuację, w której po akcji zarybieniowej odnotowujemy szybki wzrost ilości ryb w rzece, po kolejnych udanych tarłach sytuacja wydaje się jeszcze lepsza – rzeka żyje. Przychodzi niestety, co jakiś czas sytuacja nietypowa: bardzo niski stan wody, znacznie odbiegająca od optymalnej temperatura, załamanie pogody w trakcie tarła itp. i zaczynają się śnięcia. W skrajnych wypadkach ginie całe stado w sytuacji, w której pstrągi z lokalnej unikatowej populacji (dzięki określonym genom uaktywniającym pewne cechy pozwalające na przeżycie w takich warunkach) przynajmniej w części by przeżyły i dały początek nowym pokoleniom. Częściej efekty zarybień nie są aż tak drastyczne objawiają się „tylko” np. wolniejszym tempem wzrostu kolejnych pokoleń, nie osiąganiem średniej masy i długości charakterystycznej dla gatunku.
  1  2  następna   


Frąckiewicz - majówkowe haute couture


Wiosenny swap


Paszko - made of biots


Reguła - na klenia


Mokot - big fly & big game