Gorąca Szwecja na zimno

Autor: Grzegorz Łoszewski | Dodany: 2003-09-03

wyślij znajomemu   wydrukuj stronę

  1  2  następna   




Wróciłem do północnej Szwecji po latach. Mam jeszcze gdzieś w szufladzie turystyczny folder, w którym specjalista od reklamy zachwalając uroki krainy ludów Sami pisze, że dobry Pan Bóg stworzył Laponię chcąc dać wędkarzom namiastkę raju. Przez kilkanaście lat ile razy chciałem znów ruszyć na północ przypomniałem sobie ten naciągany reklamowy chwyt. Moje doświadczenia były jednoznaczne - do Szwecji można jechać na różne ryby, ale nie rzeczne pstrągi. Pan Bóg albo o nich zapomniał, albo one rozczarowane bożym pomysłem dały dyla z niezbyt przyjaznych rzek Laponii.
Teraz dałem się jednak skusić. Marek Ciesielski, który rzucił pomysł wyprawy twierdził, że miejsca, w których łowił w ubiegłym sezonie, to jedne z ostatnich rejonów, gdzie jest szansa na zmierzenie się z potężnymi native trouts. Czyż może być coś bardziej korcącego?! Pokusa była wielka, tym bardziej, że przez lata docierały do mnie pojedyncze informacje o cudownych, niespenetrowanych do końca przez muchowych Hunów z kontynentu łowiskach.





















Tak sześcioosobową paczką ruszyliśmy nad górne odcinki Vindelälven, w poszukiwaniu wspaniałych pstrągów, które bez hodowlanej inwencji człowieka, od kilku tysięcy lat żyją i rozmnażają się w dzikim środowisku ku radości swojej i tylko swojej. Bazą miała być maleńka miejscowość Ammarnäs, gdzie kończy się biegnąca na zachód droga. Za nią rozciąga się blisko stukilometrowe pasmo gór, pomiędzy którymi kluczy granica z Norwegią.
Górna Vindelälven to jeszcze mało odwiedzane, ale o dziwo dość renomowane w Szwecji łowisko. Dopływy - Tjulan, a zwłaszcza znacznie większa Laisälven również mają dobrą opinię. W okolicach Sorsele (około 100 km od Ammarnäs), gdzie wpada Lais były rozgrywane niedawno mistrzostwa świata, a jeszcze niżej na południe są planowane kolejne mistrzostwa Europy. Atrakcyjnych wód więc tu nie brakuje.




















Nad wodą spędziliśmy tydzień. Dla większości z nas był to tydzień nader pracowity. Już w dniu przyjazdu poruszyły nas informacje o aktualnych połowach. Miejscowy przewodnik kilka dni wcześniej złowił lipienia 72 centymetry, a w dniu przyjazdu młody, szwedzki kadrowicz, na odcinku specjalnym Vindelälven (kilkaset metrów poniżej wypływu z jeziora Gautsträsk) złowił ponad czterokilowego pstrąga. Takie wyniki działają na wyobraźnię... i przesłaniają racjonalną ocenę przypadków . W każdym razie podjęliśmy wyzwanie.
"Rozruch" na Tjulan przyniósł kilka niezłych lipieni, w tym sztuki ponad czterdziestocentymetrowe. Pstrągów nie zauważyliśmy, ale na Tjulan nie miało ich być. Kolejne dni męczymy pstragową Vindelälven.





















Najpierw odcinek specjalny. Cały dzień spędzamy na gardle wypływu z jeziora i kilkuset metrach rzeki poniżej. Lipienie, głównie małe, również pojedyncze kontakty z większymi i bardzo dużymi. Uparcie szukamy jednak pstrągów. A tychy brak. Pod wieczór zaniepokojeni zastanawiamy, co się dzieje? Olo mierzy temperaturę wody... 19 stopni !!!!! Przeżywamy konsternację. Decyzja jest prosta – musimy znaleźć zimną wodę! Tak kilka dni szukamy odpowiedniego łowiska. Jesteśmy przekonani, że brak reakcji ryby to wyłącznie skutek wysokiej temperatury. Przewodnik po części potwierdza nasze przypuszczenia. Ruszamy na górną Vindelälven, znacznie powyżej jeziora. Nocne, uparte streamerowanie kończy się kilkoma trzydziestkami. Dziwne. Woda ma już 14 stopni, dlaczego nie widzimy ryb, dlaczego nie reagują na nasze przynęty? Znów brak dobrych odpowiedzi. Dla relaksu robimy wypada motorówką. 12 kilometrów przez przepływowe Jezioro Stor-Tjulträsket. Cel to ujście krótkiego, międzyjeziorowego odcinka Tjulan. Podobnie jak na Vindel całkowity brak owada.
  1  2  następna   


Frąckiewicz - speyomania


Banachowski - z kozą na szczupaka


Sikora - suche chrusty


Chruszczewski - na mokro


Pieślak - czarne, ale nie do końca...