Stalowa gorączka.

Autor: Olo Sawa | Dodany: 2005-03-19

wyślij znajomemu   wydrukuj stronę





Biernie, biernie, biernie - po trzykroć biernie, tak opisujesz metodę łowienia wchodzącej do nowojorskich rzek troci tęczowej. Biernie dotyczy zarówno nieruchomego do znudzenia stania w ciepławej wodzie amerykańskiego października jak i sposobu prowadzenia przynęty. Polska nimfa? Tak, ale ultrakonserwatywnie bez hamujących zestaw dziwolągów. W innym wydaniu jest ona bowiem czymś, co wywołuje "drag", czyli delikatne, pozornie niezauważalne dla wędkarza przyciąganie czy przytrzymywanie przynęty. Ryba zaś wie, dobrze wie, kiedy oprzesz rękojeść wędziska o biodro lub sięgniesz do kieszeni po paczkę Marlboro. Dlatego na wodach amerykańskiej północy rządzi spławik z odpowiednio dużym zapasem zósemkowanej linki i cierpliwość wystarczająca na dwie czasem nawet trzy godziny biernego stania w miejscu.

Spławik to pewność, tak łowi 90% Amerykanów nie tylko ryby anadromiczne, ale przede wszystkim pstrąga potokowego. Chlubne wyjątki to nie tyle spey, bardziej styl niż metoda, ale przede wszystkim prowadzona w dół daleka nimfa z odkładaniem spływającego sznura. Jest też ultrakrótka, krakowska dająca maksymalną możliwą kontrolę przy maksymalnie biernie prowadzonym zestawie. Na nim malutka kulka imitująca ikrę wykonana najczęściej z chenille, lekko dociążona, z czerwoną kropką zapłodnionego jajka. Kulka zwykle różowa, czasami żółta, sporadycznie czerwona. Zamiast niej niekiedy podczepiony woolly bugger. Jeszcze rzadziej widelnica o nienaturalnie zielonym bądź wściekle różowym tułowiu. Mucha jest ważna, są takie, które łowią, są takie które nie łowią. Jak ryba bierze, łowią wszystkie.

Troć zaczyna się od głowy wlewu i sięga aż po kilkanaście, kilkadziesiąt metrów jego bystrej, rozbijanej głazami wody. Czasem jest to rynna wzdłuż wypatyczonego brzegu, czasem spinningowe bardziej niż muchowe beło. Troć wchodzi niespiesznie, co kilka godzin. Gdy już wchodzi jest jej zwykle dużo, kilkanaście, kilkadziesiąt sztuk rzuca się z impetem na przynętę tak że nie nadążasz wiązać i po pół godzinie stajesz unieruchomiony w miejscu z jedną lub dwiema wyholowanymi rybami. Generalnie zrywasz. Najlepsi muszkarze na kilkanaście ryb wyślizgują na brzeg jedną, góra dwie. Po zacięciu przytrzymującej przynętę ryby zazwyczaj kilka sekund dzieli ją od wolności. Trzy wyskoki w górę, odjazd pięćdziesiąt metrów w dół łowiska, gwałtowne przekręcenie całego ciała kończy spotkanie ryby z wędkarzem. Na wytartym na kamieniach przyponie nie ma prawa zostać mucha. Uczciwy hol w doskonałych dla wędkarza warunkach płytkiej płani może zakończyć się półtoragodzinnym zejściem w dół rzeki za rybą.

Spey? Nonsens. Szóstka nawet z dopalaczem? Za lekko. Lekka ósemka o średniej akcji? Za słabo. Długa morska dziewiątka? I tak i nie. Nie, bo nimfa nie znosi ciężkich dziewiątek; tak, bo troć niewiele kijów jest w stanie zatrzymać. A zatrzymywanie odbija się boleśnie na łokciu i nadgarstku. Dlatego kij, a nie sznur czy kołowrotek jest dla trociarza wszystkim. Sznur pozwala mu poprowadzić spławik na najdalej 10 metrów od niego, kołowrotek służy do zwijania sznura po najczęściej nieudanym holu, a wędka, wędka ma utrzymać rybę o właściwościach pławnych torpedy w zasięgu wzroku.

Na końcu trociowego zestawu zgodnie z przepisami powinna znajdować się jedna mucha. Dużej, ślamazarnej ikry troć nie weźmie do pyska, mała chenillowata przynęta jest zbyt lekka by utrzymać się przy dnie na kilkunastu metrach rynny. Stąd "weight" lub "lead" choć ten ostatni jest na niektórych wodach przepisowo zastępowany przez tungsten. Ważne aby był na tyle blisko haczyka, by ikra zeszła do dna ale na tyle daleko by nie przeszkodzić w jej samoistnych przydennych manewrach. System skoczka sprawdza się o tyle, że zerwanie następuje najczęściej na węźle zderzakowym.

I tłok. Trzecia nad ranem. 11 wieczorem. Tłok. Tłok na wlewie, tłok na brzegu, tłok na parkingu. Ludzie są wszędzie. Stoją w wodzie, gawędzą na brzegu, krzyczą, wymachują rękami. Wycieczka polskich spinningistów emigrantów wylewa się z pickupa klnąc i złorzecząc, grupa białych lumpów zagarnia szarpakiem końcówkę łososia przy tamie, przewodnicy zaganiają swoje grupy niedzielnych wędkarzy, policjant w ogromnym jeepie wypytuje wchodzących o strzały z broni krótkiej, które słychać było poprzedniego dnia nad rzeką. Czekamy na swoją kolejkę przy wlewie, na którym łowi kilkunastu muszkarzy. Przy brzegu spięte agrafkami czekają łososie. Indianie, którzy urwali się z pobliskiej budowy czekają przy budweiserze na zacięcie i hol kolejnej troci. „Wszyscy mają licencje, prawda” – śmieje się potomek Siedzącego Byka. Oak Orchard River. Cattaragus River. Pulaski River.































Ciąg łososia na Oak Orchard Creek wyprzedza o dwa miesiące tarło troci. W listopadzie rozkładających się chinooków na brzegach jest znacznie mniej, choć nadal zdarzają się egzemplarze o masie przekraczającej 15 kg, które zarówno można złowić jak i zobaczyć na 2 kilometrowym łownym odcinku rzeki.

















































Od 1995 r. szarpak nie jest legalną metodą połowu ryb w stanie Nowy Jorku i przypadki łamania zakazu kończą się grzywną w wysokości od 50 do 100 USD. Przeprowadzona w 1989 r. przez zespół profesora Dawsona ankieta wśród wędkarzy na Salmon River potwierdzała, że większość z nich (73%) postrzega szarpaka jako metodę zgodną z działaniami na rzecz ochrony środowiska a 77% ankietowanych używa tej metody regularnie.

















Między pstrągiem tęczowym a trocią tęczową nie ma żadnych taksonomicznych różnic. Oba noszą miano Oncorhynchus mykiss, dawniej Salmo gairdenri, zdradzając bliskie pokrewieństwo z łososiem pacyficznym (Oncorhynchus). Tym, co odróżnia obie ryby jest fenotyp, czyli zespół zachowań i cech zewnętrznych, z których pierwsza, a mianowicie dwuśrodowiskowość steelheada rzuca się od razu w oczy. W stanie Nowy Jork występują dwie odmiany troci tęczowej: Chamber Creek pochodzi z północno-zachodniej części Pacyfiku i do rzek wchodzi jesienią, a odmiana Skamania przebywa w ciekach od maja aż po późne lato. Oba typy troci tęczowej znalazły się w nowojorskich rzekach w wyniku sztucznego zarybienia. W przeciwieństwie do Chamber Creek większość osobników troci Skamania ma przyciętą lewą płetwę piersiową i płetwę tłuszczową, co pozwala odróżnić je od pstrąga tęczowego latem ale już nie zimą. Wówczas w rzekach pojawiają się zarówno obie odmiany troci jak i pochodzący z hodowli pstrąg tęczowy, którego cykl płciowy został na tyle zaburzony, iż trze się zimą a nie jak jego dziki odpowiednik wiosną. Dwie odmiany troci i hodowlany pstrąg będą zimą posiadać to samo ubarwienie: ciemny grzbiet, kropki i czerwona pręga wzdłuż linii bocznej. Jeśli dodamy do tej łamigłówki brak przyciętych płetw odmiany Chamber troć od tęczaka jest wizualnie nie do odróżnienia. Ale w końcu genetycznie jest to ta sama ryba.

































Imitacją powiązanej membraną ikry troci jest używany przez tradycyjnych wędkarzy elastyczny woreczek nylonowy mieszczący 8 do 10 jajek. Sprzedaż ikry troci tak jak ołowiu jest nielegalna w stanie Nowy Jork stąd zastępowanie jej ikrą łososia.
Inne materiały autora:


Banachowski - muchy szczupakowe


Frąckiewicz - majówkowe haute couture


Żaby bez zaklęć


Mokot - big fly & big game


Wiosenny swap