Brodząc po Ameryce

Autor: Maciek Gorecki | Dodany: 2002-09-23

wyślij znajomemu   wydrukuj stronę

  1  2  następna   




Dla osób wybierających się na ryby do Stanów, poza oczywistymi informacjami o rybostanie, sezonach oraz regulaminowymi ograniczeniami, niezbędna jest jeszcze znajomość lokalnego prawa dotyczącego dostępu do wody. Niestety, ani w Konstytucji, która w Ameryce urosła do rangi świętości, nie ma o tym mowy, ani Prawa Wodnego nikt tu dla całego kraju nie napisał. Podstawą wszelkich stanowych regulacji prawnych jest kardynalne prawo do posiadania prywatnej własności, co z turystycznego punktu widzenia nie napawa optymizmem.

Wody publiczne
Nie należy się jednak załamywać. Ogromne połacie kraju udostępnione są celom rekreacyjnym w postaci stanowych lasów i ziem z przepływającymi przez nie rzekami, stanowych czy regionalnych parków krajobrazowych, wreszcie parków narodowych itp. Parki narodowe, ze względu na swój szczególny charakter obwarowane są na ogół specjalnymi regulaminowymi obostrzeniami i rozpatrywać je trzeba indywidualnie.
Na niektórych z nich, jak na przykład Olympic Peninsula National Park w stanie Waszyngton, wędkowanie jest bezpłatne i niepotrzebna jest żadna licencja. Wystarczy przestrzegać przepisów z broszurki jaką dostaje się na bramce przekraczając granice parku. Natomiast w popularnym Yellowstone wędkowanie dozwolone jest po wykupieniu specjalnego zezwolenia i wymagane jest posiadanie stanowej licencji.

Również indiańskie rezerwaty rządzą się często własnymi, plemiennymi prawami. Chciałbym jednak jeszcze raz podkreślić, że tak zwanych gruntów i rzek publicznych jest tu bardzo dużo i warto nadmienić, że administracja Clintona wysupłała z budżetu państwa spore ilości pieniędzy na wykup z rąk prywatnych nowych terenów rekreacyjnych. Z przykrością muszą wspomnieć, że nie da się tego powiedzieć o nowych rządach. Mimo, że wiceprezydent Cheney jest zapalonym muszkarzem, a prezydent Busch lubi łowić bassy na spinning, obecny Biały Dom sprzyja raczej przemysłowi naftowemu i leśnemu niż wędkarzom.

Zostawmy jednak na boku wielką politykę i przyjrzyjmy się rzekom płynących przez tereny prywatne. I tu, choć z pewnymi utrudnieniami, można ganiać za pstrągiem. Jedynie definicja tego co może być prywatne, a co publiczne zmienia się ze stanu na stan. Od tych uregulowań - oraz przypomnienia o uszanowaniu własności prywatnej- zaczynają się prawie wszystkie drukowane przepisy wędkarskie. Zanim jednak powiem kilka słów o wędkowaniu na prywatnych rzekach warto odpowiedzieć na pytanie o to, do kogo należy ryba.

Do kogo należy pstrąg?
Szczęśliwie dla wędkarzy, nawet właściciele prywatnych odcinków rzek nie mają prawa ustanawiania przepisów dotyczących ochrony ryb, tj. okresów i wymiarów ochronnych. Jedynymi organami ustanawiającymi powyższe przepisy są stanowe Departments of Environmental Conservation (DEC), czyli odpowiedniki naszego Ministerstwa Ochrony Środowiska. Jedyny wyjątek, kiedy właściciel wody może robić z rybą co mu się żywnie podoba stanowią prywatne, nieprzepływowe stawy i jeziorka. No, prawie wszystko, bo na pewne działania mogące ingerować w środowisko, też potrzebna jest zgoda lokalnych władz lub DEC.
Proponuję przyjrzeć się bliżej kilku przykładom, zaczynając od swojego ogródka.

Wody prywatne
W stanie Nowy Jork, definicja prywatności dotyczy zarówno brzegów cieku jak i jego dna. Sama rzeka zdatna do nawigacji jest oczywiście własnością społeczną i nic nie stoi na przeszkodzie aby pływać po niej łodzią, pod tym wszakże warunkiem, że zwodujemy łódź na gruntach nieprywatnych i nie wolno nam dobijać do brzegów ani dotykać dna. Niestety nowojorska interpretacja zwyczajowego prawa do nawigacji nie zezwala na żaden rodzaj połowów na odcinkach rzek płynących przez grunty prywatne. Stąd być może kilka znakomitych, nowojorskich rzek znajduje się poza zasięgiem finansowym wielu muszkarzy. Takie rzeki jak West Branch Delaware River obwarowane są gęsto tabliczkami z zakazem wstępu na prywatne włości a właściciele wędkarskich klubów i pensjonatów żądają nieproporcjonalnie wysokich sum za pobyt i możliwość połowu na ich terenach.

Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w popularnej Montanie. Prawo stanu czerpiącego gros swoich dochodów z turystyki, udostępnia wędkarzom zarówno wodę jak i dno oraz brzegi - do granicy poziomu wysokiej wody. Podobne prawa istnieją w Kalifornii, Colorado i Idaho. Oczywiście trzeba się jeszcze nad wybrany odcinek rzeki jakoś dostać, co nie zawsze jest łatwe zważywszy na rozmiar "działek" sięgających czasem kilka tysięcy hektarów.
  1  2  następna   


Chruszczewski - mokra forever


Kocielski - na kardynała


Warda - na małą rzekę


Reguła - na klenia


Żaby bez zaklęć