Czerwone i czarne kropki Colorado

Autor: Olo Sawa | Dodany: 2002-08-14

wyślij znajomemu   wydrukuj stronę

  1  2  następna   





















Wyprawa wędkarska do ósmego co do wielkości stanu USA jest sztuką redukcji. Najpierw redukujesz bagaż do wagi nie większej niż 20 kg zgodnie z wymogami linii lotniczych. Później rezygnujesz z 5 na rzecz 3 wędek, których i tak nie będziesz w stanie użyć na miejscu, wreszcie stajesz przed wyborem materiałów i narzędzi - wiesz, że wszystko, co masz, musisz wziąć, a miejsca jest zdecydowanie za mało. Wreszcie, wsiadając do wynajętego w Denver samochodu, ograniczasz liczbę odwiedzanych rzek z 15 do 10, a praktyce do 5, gdyż na więcej nie starcza ci czasu. Przy każdej z nich chciałbyś spędzić życie; rozstając się z każdą zostawiasz za sobą setki niezbadanych wlewów, nieprzełowionych przykos i głazów, za którym na pewno stał jeden z 7 występujących w tym stanie rodzajów pstrąga.

Różnicę między tym, co do tej pory znałeś widać już na pierwszych kartach encyklopedii. Polska ma ponad 314 tys., a Colorado niewiele mniej - prawie 270 tys. km2. W Polsce żyje blisko 40 mln obywateli, Colorado zamieszkuje trochę ponad 3 mln ludzi. Proporcje te zobaczysz nad wodą. Tam, gdzie twój przewodnik mówi o hordach wędkarzy zajmujących każdy skrawek wyjątkowo rybnej rzeki zobaczysz jednego, może dwóch kolegów po kiju. Natomiast w miejscach, które Amerykanie nazywają "deserted" lub "abandoned" nie spotkasz przez wiele tygodni nikogo.



Colorado dzieli wzdłuż południka masyw Gór Skalistych, które zobaczysz jeszcze nieraz, gdy z Boulder udasz się przez Wyoming i Montanę aż na krańce zachodniego wybrzeża. Właśnie góry nadają charakter twojej wyprawie. Od strumieni wielkości Macelowego Potoku, poprzez St.Vrain i Cache de la Poudre przypominające wpadającą do zalewu Białkę do Colorado czy Rio Grande wielkości naszego Dunajca - wszędzie tam znajdziesz wody górskie usiane głazami, o dużych i szybkich uciągach, z czyhającym nawet za najmniejszym kamieniem pstrągiem. Twoim udziałem stanie się także przyjemność znana dotąd nielicznym. Obławianie dużych, wielkości Wigier jezior na wysokości 1800 m po małe oczka o przezroczystości Morskiego Oka, wymagające wielogodzinnej wspinaczki z namiotem i śpiworem na grzbiecie.

  1  2  następna   


Ostafin - lipieniowe wyloty


Rzuć okiem na pupę!


Łaniewicz - streamerowo


Banachowski - z kozą na szczupaka


Paszko - proste łowienie