• 1
  • 2
  • 3

Dyskusja o "Catch & Release"

 
jk01 13Limituj zdobycz", a nie "zdobywaj limit" ("LIMIT your catch" and "don't catch your limit") -to programowe hasło amerykańskiego Catch and Release Foundation.
Wybaczcie mi używanie, dla wygody, skrótu C&R dla przedstawienia omawianego sposobu postępowania ze złowionymi rybami. Mógłbym używać ZiW (od Złów i Wypuść) lub bardziej onomatopeicznego (jak na zjeżdżalni) ZiU (Złów i Uwolnij) obrazującego wymaganą szybkość i precyzję czynności, ale żaden z tych terminów nie satysfakcjonuje mnie do końca. Jeżeli Wam się podoba to proszę o poparcie jednego z nich, a jeżeli ktoś miałby sensowną propozycję - zachęcam do jej przedstawienia na forum.

PO CO?



Jest wiele powodów, dla których wędkarze rezygnują z zabierania złowionych ryb. Poniżej nawiążę do niektórych z nich, jednak motywacji i ich kombinacji może być znacznie więcej. Końcowy efekt jest jednak podobny. Ryba ma wrócić do wody nie uszkodzona i zdolna do dalszego życia. I tę zdolność ryby do dalszego życia po wypuszczeniu jako kluczowy aspekt całego postępowania "fair" wobec ryby i środowiska chciałbym szczególnie podkreślić.
Poniższe rozważania nie dotyczą tylko naszych realiów ale raczej starają się nawiązać do zarysu mentalności wędkarzy tam gdzie C&R wzięło swój początek i gdzie jest bardziej rozpowszechnione.

Praktyczność i lenistwo
Niektórzy cenią sobie to, że mają mniej sprzętu do zabrania (koszyk, stosunkowo ciężki ogłuszacz -"priest"), a dzięki temu łatwiejsze brodzenie, przechodzenie przez krzaki i zarośla, nie trzeba później patroszyć i skrobać zdobyczy, nie trzeba dbać o to aby się nie zepsuła, jest mniejszy kłopot z przyrządzaniem - to ostatnie bardziej doceniane w zamożnych środowiskach, gdzie wartość ryby w porównaniu z ceną licencji jest pomijalna, a pożywienie "zdobywa się" w zaciszu przytulnej restauracji z dobrą obsługą.

Wrażliwość "pięknoduchów" i "zielonych"
Niektórzy uważają, że lepiej rybę zmęczyć niż pozbawić życia - ta postawa stanowi pożywkę dla łatwej argumentacji przeciwników wędkarstwa i innych tzw. "cruel sports" - dla których znajdowanie przyjemności w łowieniu - "męczeniu" ryb jest jeszcze bardziej okrutne niż łowienie dla potrzeby stołu ("mięsa").

Ochrona naturalnych populacji
Daje wspaniałe efekty. Nieliczne, ocalone lub odtworzone naturalne populacje rodzimych pstrągów są utrzymywane dzięki C&R - bez wędkarzy dawno by zaginęły. Miałem okazję obserwować populacje Cutthroat Trout w USA w zlewni Snake River odtworzoną po skrupulatnych badaniach genetycznych, unikalnie wybarwione potokowce w Pirenejach w Hiszpanii i inne, nie mniej ciekawe. Interesujące są również doniesienia z literatury, ale o tym przy innej okazji. Ochraniana przy pomocy C&R populacja powinna być rodzima dla wody lub maksymalnie do niej zbliżona bowiem wtedy jest mniej wrażliwa na choroby, a efekt w postaci niebywale skutecznego tarła wzmacnia jej liczebność.

Szersza satysfakcja
C&R dla wielu Amerykanów wynika z dokładnych kalkulacji presji wędkarskiej i produktywności wód, - jeżeli z danego odcinka można wyłowić 1000 dorosłych ryb, a rocznie łowi tam 100 wędkarzy po 20 dni (razem 2000 "wędkarzo-dni") to na każdego wypada po 0,5 ryby dziennie, a większość ryb zostanie wyłowiona na początku sezonu. Efekt - bezrybie lub konieczność uzupełniania hodowlaną rybą, wyławianą, co 2 tygodnie. Przy zastosowaniu C&R każdą rybę można złowić, np. 5 razy, i wtedy na każdego z tych 100 wędkarzy przypada średnio 2,5 ryby dziennie w czasie całego sezonu - świetne łowisko. Kalkulacja prosta, ale trzeba dysponować tak podstawowymi danymi. (W naszych warunkach przypomina mi się "gruda", po której szło wprowadzanie ewidencji połowów np. dokonane przeze mnie w Krośnie wiele lat temu.) Dla tak rozumujących wędkarzy ryba jest zbyt cenna, aby złowić ją tylko raz tj., aby jej złowienie zadowoliło tylko jednego wędkarza. Podziel się rybami z Twoimi kolegami. Pozwól przetrwać zależnej od Ciebie cząstce natury, która jest wspólnym dziedzictwem. Jak ktoś ładnie powiedział - środowisko naturalne nie jest odziedziczone po przodkach - ono jest wypożyczone od potomnych.

Komercja
Niektórzy uważają, że przy mniejszych kosztach ryb komercyjne łowiska oparte na C&R będą bardziej dochodowe. Często takie rozumowanie jest błędne - często wartość ryby jest najniższa w całym przedsięwzięciu - większość kosztów to pracownicy, inwestycje, administracja itd.. Przy dużej presji złowienie wypuszczanej ryby jest trudniejsze (pamiętajmy, że główną klientelą łowisk komercyjnych są wędkarze niedoświadczeni, płacący m.in. za łatwość złowienia ryby), co dla komercyjnego łowiska może być katastrofalne, bo trudne łowisko nie może liczyć na masowego klienta. Na to nakładają się niższe ceny licencji, czego oczekują klienci nie zabierający ryb. Ponadto, wymuszone C&R, a nie stosowane przez świadomych wędkarzy może skutkować zwiększonym ryzykiem uszkodzeń i chorób ryb (głównie zakażeń bakteryjnych i grzybiczych) prowadzących nawet do całkowitej destrukcji łowiska. Te doświadczenia zdobyli już na własnej skórze właściciele łowisk komercyjnych w Anglii (i to zarówno małych jeziorek jak i dużych zbiorników) i powrócili w wielu przypadkach do sprawdzonego zalecenia zabierania wszystkich złowionych ryb i zakazu ich wypuszczania. Moim zdaniem w łowisku zorganizowanym jako "Put and Take fishery" zasilanym rybami hodowlanymi wprowadzanie C&R niczemu nie służy.

JAK?



Najważniejsze pytanie. Odpowiedzią na nie są: "złów i wypuść", a nie "złów i wyrzuć" - "żyj i pozwól przeżyć", a nie "żyj i uśmierć". Wydaje się, że to nic prostszego - po prostu "odczepiam" rybę z haczyka i nie daję jej "w łeb".
Najtrudniejsze wydaje się przełamanie bariery psychicznej, zwalczenie w sobie atawistycznej drapieżności, która każe doprowadzić do końca ogromną dominację nad zdobyczą, a później pokazać ją martwą konkurentom, gapiom, rodzinie, kobiecie, ekwiwalentom pierwotnego stada ludzkiego jednocześnie mówiąc lub okazując swą postawą: "Patrzcie i podziwiajcie. Oto ja! Zdobywca! Łowca! Dzięki mnie nie zginiecie z głodu".
Nic bardziej mylnego. A przynajmniej nie jest to warunek wystarczający, chociaż konieczny. Przełamanie takiej bariery psychicznej to zaledwie wstęp do świadomego C&R.

jk01 12Najtrudniejsze w podejściu "C&R" do złowionych ryb jest zdecydowanie się na poświęcenie im czasu. Zrozumienie, a następnie zastosowanie w praktyce technik i wyposażenia zapewniającego zdrowie zarówno indywidualnym, wypuszczanym rybom jak i ich populacji żyjącej w rzece lub zbiorniku. Pierwsza, ogólna uwaga dotyczy niebywałej odpowiedzialności, która wiąże się z zastosowaniem C&R. Nie można jej zaleceń zastosować wybiórczo, tak jak nie można być "trochę w ciąży". Na każdym ze stosujących C&R spoczywa odpowiedzialność dokładnego wypełniania zaleceń opartych na aktualnej wiedzy, bowiem tylko wtedy metoda przyniesie efekty, a postępowanie nasze nie doprowadzi do skompromitowania bezpiecznego uwalniania ryb.

Druga uwaga dotyczy zaleceń przedstawionych poniżej. Składają się one z, dwóch, chociaż nie rozdzielonych i nierozdzielnych elementów - wyposażenia i postępowania. Tak jak bez dobrego odrzucenia linki do tyłu nie wykona się dobrego rzutu do przodu tak bez odpowiedniego sprzętu i sposobu złowienia ryby nie doprowadzi się do pomyślnego jej uwolnienia. Wybaczcie mi trochę mentorski ton tego fragmentu, ale uważam, że wędkarze zainteresowani "Fair Fly" i identyfikujący się z C&R są, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, ortodoksyjni w uprawianiu swojego hobby. Pragnę również podkreślić, że za każdym razem mówiąc o C&R odnoszę się do uwalniania ryb w sposób stosowny do aktualnego stanu wiedzy z wykorzystaniem opisanych technik, a nie tylko do jakiegokolwiek wypuszczania złowionych ryb.

Wiedza na temat C&R w Polsce jest niespójna, brak wielu przesłanek dla jego wprowadzenia, a dyskusje oraz poglądy są oparte na bardzo powierzchownej znajomości zagadnienia, nierzadko na osobistym, jednostkowym lub lokalnym doświadczeniu albo na, często irracjonalnych, uprzedzeniach i obawach z niego wynikających.
Chciałbym w tym wstępnym materiale przedstawić, również z konieczności skrótowo, podstawowe przesłanki dla C&R, aby ustalić płaszczyznę porozumienia, platformę dyskusji, do której będzie można się odwołać w razie wątpliwości. Przedstawię poniżej powszechnie uznane informacje, które miałem okazję sam sprawdzić, obserwacje, których sam doświadczyłem i tezy, które na podstawie wiedzy i literatury mogę uznać za spójne i logiczne.
Przede wszystkim chciałbym przedstawić i skomentować ogólne zalecenia dotyczące C&R wypracowane w ciągu wielu lat obserwacji i badań naukowych (tak, tak, na ten temat powstają poważne badania naukowe, doskonale opracowane metodologicznie, badające zarówno poszczególne osobniki poddane tej procedurze jak i całe populacje), prowadzonych głównie w USA, gdzie za sprawą przede wszystkim Trout Unlimited, Catch and Release Foundation i innych organizacji wspieranych przez Rząd Federalny to podejście do wędkarstwa rozwija się coraz bardziej. 

Zestaw poniższych zaleceń jest kompletnym opisaniem aktualnego stanu wiedzy na temat najlepszego sposobu łowienia w celu bezpiecznego wypuszczania złowionych ryb tak, aby zapewnić im jak najwyższą przeżywalność i dotyczy wszystkich gatunków i różnych rodzajów wód. jk01 13Niezbędne jest stosowanie wszystkich elementów zawartych w zaleceniach - wybiórcze ich stosowanie będzie tylko pewną odmianą barbarzyństwa, które zaledwie pozwoli większości ryb przetrwać moment wypuszczenia, ale nie pozwoli im na dłuższe przeżycie. W takim przypadku już lepiej zabrać ryby na patelnię niż "udawać" C&R. Zwiększona śmiertelność lub wzrost zachorowań poszczególnych osobników jest oczywistym zagrożeniem dla całej populacji.

1. Używaj haczyków bezzadziorowych lub usuwaj zadziory z haczyków.
Ci, którzy to robią wiedzą o ile łatwiej wyjąć z ryby (także z palca, - czego nikomu nie życzę) haczyk bezzadziorowy niż opatrzony zadziorem. Praktyczna uwaga - haczyk rzeczywiście bezzadziorowy to taki, który bez przeszkód daje się usunąć po wbiciu go w gęstą tkaninę (test swetra lub koszuli). W praktyce zawodów międzynarodowych używany jest skrawek materiału, używanego do czyszczenia broni (gęsta flanela bawełniana) - identyczny dla sędziów i zawodników.
Zapewniam wątpiących, że holowanie ryb z użyciem haczyków pozbawionych zadziorów nie powoduje wyższego odsetka uwalniających się ryb, a jeżeli nawet ryba uwolni się w czasie holu to o to nam przecież chodzi. Moment odczuwania przyjemności przenosi się z faktu zabrania ryby na moment przechytrzenia jej wzorem i sposobem prowadzenia naszej muchy, a satysfakcja z udanego holu ryby na bezzadziorowym haczyku jest jeszcze większa.

2. Staraj się uwalniać rybę z haczyka nie dotykając jej; nie wyjmuj jej z wody, jeżeli możesz tego uniknąć.
Technika ta jest stosunkowo prosta, zwłaszcza w odniesieniu do ryb małych - wystarczy ująć w palce lub szczypcami haczyk i wyjąć go z ryby, pod żadnym pozorem nie podnosząc jej z wody (uzasadnienie poniżej).

3. Używaj podbieraków gumowych lub z miękką siatką, koniecznie tkaną (bez węzłów) - zawsze, kiedy wyjmujesz rybę z wody używaj podbieraka.
W tym miejscu kilka banalnych uwag na temat anatomii i fizjologii ryb - są one przystosowane do pozycji poziomej i do przebywania w środowisku poddanemu dodatkowemu ciśnieniu wody. Stosownie do tej natury układają się ich narządy wewnętrzne. Aby zobrazować te zależności wyobraźmy sobie, że wchodzimy do wody w luźnych woderach - natychmiast obcisną one nasze nogi, a nie łopocą w nurcie. Odwrotne zjawisko nastąpi po wyjściu z wody. Analogicznie, trzewia ryb są "podtrzymywane" w odpowiednich pozycjach przez nacisk otaczającej ciało wody. Po wyjęciu ryby z wody to naturalne wsparcie dla narządów wewnętrznych znika i ulegają one przemieszczeniu. Przemieszczenie jest największe, kiedy ryba zawisa w pozycji pionowej - wtedy wszystkie trzewia opadają w kierunku ogona zaczepione jedynie na przełyku.
Podobnie dzieje się, kiedy ryba nie ma podpartej jamy brzusznej w pozycji poziomej. Mimo braku widocznych uszkodzeń obrażenia wewnętrzne mogą spowodować śmierć ryby po wypuszczeniu. Zwróćcie uwagę na sposób trzymania ryb przez wędkarzy uwidocznionych na amerykańskich fotografiach. Jedna, otwarta dłoń pod brzuchem ryby (czasem nawet przedramię, jeżeli ryba jest duża), druga ręka podtrzymuje rybę u nasady ogona, aby ograniczyć jej ruchy. Stąd również zalecenie, aby stosować siatkę podtrzymującą ciało ryby w pozycji zbliżonej do naturalnej, oraz wywierającą ciśnienie na trzewia (naśladujące naturalne ciśnienie), a spowodowane naciskiem ciała ryby na podłoże (siatkę). Konieczne jest używanie delikatnych siatek - węzły siatki mogą uszkadzać łuski i śluz ryby, sprzyjać urazom oczu. Siatka podbieraka nie może być zbyt głęboka - najlepiej, jeżeli siatka tworzy rodzaj "miski", w której delikatnie spoczywa ryba.

4. Nie ląduj ryby na brzegu lub nie wrzucaj jej do łodzi; zwilżaj ręce przed dotykaniem ryby; nie używaj rękawiczek.
W ten sposób unikniesz uszkodzenia skóry i łusek ryby, a także nie pozbawisz jej ochronnego śluzu.

5. Nie ściskaj ryby.
Wnętrzności i żebra ryb są delikatne - silne przytrzymanie ryby w celu uwolnienia jej z haczyka może spowodować śmiertelne obrażenia wewnętrzne. Haczyki bezzadziorowe pozwalają uniknąć zbędnych i przedłużających się manipulacji.

6. Nie dotykaj skrzeli ani oczu ryby.
Są to najbardziej wrażliwe narządy ryby - uszkodzenie skrzeli może spowodować krwawienie, które doprowadzi do wykrwawienia się ryby. Oczy są podatne na infekcje, ponadto ucisk gałek ocznych powoduje zaburzenia czynności serca, nawet do jego zatrzymania.

7. Używaj narzędzia (zacisk chirurgiczny - pean lub imadło chirurgiczne, specjalnie ukształtowane nożyczki itp.) do usuwania haczyka.
Po szybkim nabyciu wprawy zawsze lepiej użyć narzędzia o pewnym i precyzyjnym chwycie niż grubych, nieraz zgrabiałych z zimna palców. Ponadto, narzędzie łatwiej utrzymać w czystości niż ręce.

8. Przed wypuszczeniem pozwól rybie zregenerować siły podtrzymując ją pod brzuchem i za ogon ustaw ją poziomo w wodzie (łowiąc w rzece ustaw rybę głową "pod prąd") aż poczujesz, że będzie mogła odpłynąć samodzielnie. Poruszanie rybą do przodu i do tyłu nie wykazuje przewagi nad samym przytrzymaniem jej pod wodą, a może spowodować dodatkowe obrażenia.
Swego czasu, przed zawodami na tzw. "żywej" rybie w Polsce przedstawiałem sędziom i zawodnikom sposób postępowania ze złowioną rybą. Powszechne było oburzenie na propozycję "reanimowania" złowionych ryb. Mam nadzieję, że taka postawa powoli ustępuje bardziej świadomemu podejściu do łowionych zwierząt. W końcu wędkarz z natury swojej pasji musi być przyrodnikiem.

9. Stosuj najmocniejszy zestaw, a zwłaszcza najmocniejszą żyłkę przyponową, jakiej możesz użyć w stosowanej metodzie - staraj się wyholować rybę jak najszybciej. Przedłużone holowanie zwiększa zawartość kwasu mlekowego i innych metabolitów w mięśniach ryby. Są to substancje potencjalnie trujące, jeżeli znajdują się w organizmie w nadmiarze. Poza tym przedłużanie stresu, jakiego doświadcza holowana, walcząca o życie ryba może być samo w sobie uszkadzające lub zabójcze. Stosowanie delikatnych zestawów, aby "dać szansę" rybie, którą i tak mamy zamiar uwolnić nie ma sensu.

10. Usuwaj haczyk wysuwając go po torze wbicia.
Nie powiększaj rany spowodowanej wbiciem haczyka.

11. Nigdy nie pociągaj za przypon, aby uwidocznić haczyk. Usuwaj haczyk tylko, jeżeli widzisz miejsce jego wbicia i całą ranę. Jeżeli nie możesz usunąć haczyka odetnij przypon i pozostaw go w rybie.
Podczas takich manipulacji mogą ulec uszkodzeniu narządy wewnętrzne, skrzela lub tkanki wokół gardła oraz przełyku ryby. Działając "na ślepo" spowodujemy raczej szkodę niż pożytek. Wyobraź sobie chirurga, który operuje nie widząc, co dzieje się w polu operacyjnym. W niektórych przypadkach przyjmujesz na siebie analogiczną rolę.

12. Odhaczaj rybę w możliwie najkrótszym czasie.
Często moment odczepiania ryby wywołuje u niej szczególnie silną reakcję obronną, ucieczkową, która polega na jej gwałtownych ruchach. Odruchowo przytrzymujemy rybę mocniej i ….. i "nici" z C&R (patrz p.5). Znowu przydaje się haczyk bezzadziorowy, a czasami dobry podbierak i pean.

13. Zaostrz te wymagania łowiąc w ciepłej wodzie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Wyższa temperatura powoduje niedobór tlenu w wodzie, a co za tym idzie w tkankach ryby. Przemiany beztlenowe powodują zwiększone wytwarzanie kwasu mlekowego i toksycznych metabolitów. Szkody biochemiczne mogą, więc być większe. Ponadto, w wyższej temperaturze łatwiejszy jest wzrost mikroorganizmów chorobotwórczych, więcej ich znajduje się w wodzie przez wzmożony wzrost ze ścieków komunalnych, stąd większe ryzyko infekcji u uszkodzonych ryb.

Wszystkie te zalecenia wydają się banalnie proste, kiedy się je czyta. Niemniej jednak wystarczy zaobserwować sposób postępowania większości z nas z rybami niewymiarowymi (wymagane prawem C&R) aby uświadomić sobie ogrom drogi do przebycia od obecnego "złów i wyrzuć" do świadomego C&R.

 

SPOSOBY WPROWADZENIA



jk02 111Wprowadzenie C&R w łowisku wymaga jednoczesnego zaistnienia kilku warunków. Najważniejszym z nich jest gotowość psychiczna wędkarzy do przyjęcia postawy C&R, zrozumienie jej wartości zarówno przez wędkarzy jak i przez właściciela/zarządcy wody, racjonalne podejście do zasięgu C&R i na końcu możliwość nadzorowania stosowania C&R (ważne niekiedy, choć często nie konieczne). Rozmawiając z wieloma wędkarzami, często aktywnymi w zarządach kół i okręgów PZW, muszkarzami i pstrągarzami, spotykałem dramatyczne nieporozumienie dotyczące wymiarów ochronnych. Wyraziłbym je określeniem "okraść złodzieja" lub "zdążyć przed kłusownikiem". Postawa ta streszcza się pokrótce w stwierdzeniu, że skoro płacimy za zarybianie wód, które wg tego przekonania stanowi o populacji ryb w rzece (może to i racja w absolutnie nieracjonalnej gospodarce) to zabierajmy ryby zanim kłusownik będzie nimi zainteresowany. Sugerowano nawet wymiar 18 - 20 cm dla pstrąga. Taka zachłanna postawa może być jednak przesłanką dla dalszych rozważań. Wiąże się z nią podstawowy dylemat doświadczany przez każdego chcącego podjąć świadome stosowanie C&R.

Jeżeli pozytywnie odpowiesz na pytanie "Czy nie przeszkadza Ci świadomość "straty", kiedy Ty wypuszczasz rybę, a Twój sąsiad /kolega zabiera ją ze sobą" jesteś na dobrej drodze do C&R. Dalej, musisz odpowiedzieć sobie na pytanie czy wypuszczana ryba wzbudza w Tobie agresję i lekceważenie czy uczucie opiekuńcze i szacunek. Jeżeli zdecydowanie opowiadasz się za drugą opcją - postąpiłeś krok dalej. Z kolei, - jeżeli potrafisz uzasadnić twoje czynności podczas przygotowania sprzętu, łowienia, lądowania i wypuszczania złowionej ryby jesteś jeszcze dalej. Kiedy masz świadomość, że wiesz, dlaczego wypuszczasz złowione ryby to jesteś prawie na tropie. W końcu, jeżeli czujesz się na siłach propagować racjonalne C&R dołączyłeś do bractwa C&R.

Dobrowolność
W większości sytuacji C&R stosowane jest dobrowolnie. Amerykanie szacowali jego zakres w wodach gdzie zakaz zabierania ryb nie jest prawem na około 10-15% wędkarzy. Ma to sens tam, gdzie w wodach z publicznym dostępem wędkarze popierający C&R decydowali się racjonalnie na jego stosowanie. C&R nie jest histerycznie ortodoksyjną postawą - wielu ludzi stosujących z przyjemnością i świadomością C&R w użytkowanych wodach zabiera mimo to okazy, ryby uszkodzone, których przeżycie jest wątpliwe, czasem nawet łowi sobie kolację.
C&R czasami jest świadomie ograniczana do szczególnie wartościowych lub wrażliwych części populacji ryb. W niektórych rzekach w USA wprowadzono zakaz zabierania ryb z "reprodukcyjnej" części populacji (np. 25 - 50 cm). Można natomiast zabierać ryby mniejsze niż 25 cm (bez minimalnego wymiaru) oraz większe niż 50 cm. Takie postępowanie zapewnia obecność populacji ryb w rzece, można "nałowić się" do woli, ostrożnie wypuszczając ryby, jest miejsce dla łowców okazów i drobnego "mięska" na patelnię, a populacja pstrągów rozmnaża się i ma doskonałe warunki do przetrwania.

Najprawdopodobniej nigdzie nie udało i nie uda się wprowadzić C&R metodami policyjnymi, tak popularnymi u nas, lub równie cenionymi w naszym społeczeństwie pustymi, niemożliwymi do wyegzekwowania przepisami, zaczynającymi i kończącymi swój żywot na papierze i wartymi niewiele więcej niż ten papier, na którym figurują. Dwie są podstawy dla skutecznego prawa - możliwość zrozumienia przez podlegających mu racjonalności prawa i potrzeby/słuszności jego wprowadzenia, poczucie wspólnoty, sprawiające, że ufamy w powszechność stosowania prawa oraz wynikające z tego poczucie wstydu /zakłopotania w przypadku jego złamania. Dopiero potem można zatrudnić strażników w celu obrony przed nielicznymi, którzy nie rozumieją lub nie maja poczucia wspólnoty i nie wstydzą się. 

Przymus & świadomość
Najlepsze wyniki stosowania C&R są tam gdzie jego wprowadzenie poprzedziła kampania informacyjna, zademonstrowano negatywne konsekwencje dotychczasowego postępowania oraz korzyści z nowego sposobu działania, a następnie stworzono warunki dla poczucia powszechności nowych zachowań, w końcu posiadano siły do nadzorowania stosowania nowych reguł. Dzięki takiemu postępowaniu można zobaczyć wędkarzy łowiących pstrągi w środku Yellowstone National Park za kilka dolarów dziennie. Można mieć jednak świadomość, że łowiąc można napotkać nie tylko jelenia wapiti czy bizona, ale także parkowego rangera patrolującego okolicę w swym ogromnym radiowozie. Poza tym większość łowiących, stosujących C&R wywiera presję na nie całkiem przekonanych.
jk02 112Żeby nie posiłkować się wyłącznie przykładami amerykańskimi, chociaż stamtąd pochodzą największe i najlepsze doświadczenia, chciałem wspomnieć obserwacje z Hiszpanii, gdzie w Pirenejach napotkałem wielce rozpowszechnione C&R. Tamże, przy obfitości atrakcyjnych wód doprowadzono do wprowadzenia C&R (captura e suelta) na wielu rzekach, wędkarze respektują ten racjonalny zakaz zabierania ryb, niesfornych pilnują strażnicy w żółtych minivanach, a efektem jest trwanie naturalnych populacji niezwyczajnie wybarwionych, rodzimych pstrągów potokowych z kremowymi pasami w poprzek boków. Wprowadzenie C&R w niektórych rzekach zmniejszyło presję wędkarską na te wody, ponieważ wielu wędkarzy woli zabierać złowione ryby i łowi na odcinkach gdzie jest to dozwolone, co dodatkowo ogranicza presję na rodzime pstrągi i sprzyja ich przetrwaniu.

EFEKTY



Ryby łowione i wypuszczane bezpiecznie do łowiska odwdzięczają się na wiele sposobów. Przede wszystkim wzmacniaj się naturalne populacje (jeśli takie istnieją). Jeżeli populacja nie jest naturalna zaniechanie zabierania ryb, prowadzące do braku konieczności zanieczyszczania wody przez zarybienie (najczęściej osobnikami z "obcej" populacji) może doprowadzić do odtworzenia lub wytworzenia zbliżonego do rodzimego stada ryb (obserwacje z Anglii już z początków XX wieku).

Liczba ryb w rzece zwiększa się do granic pojemności wody bowiem istniejące ryby nie są zabierane, a nowe pokolenia przybywają. Naturalne warunki dostępności pożywienia i ukryć ograniczają nadmierny wzrost populacji, która w takich warunkach reguluje się lepiej niż przez eksploatację przez człowieka (sztuczne/introdukowane populacje rozmnażają się nadmiernie i karłowacieją).

Złowienie ryby w wodzie z powszechnym C&R bywa dużym wyzwaniem ponieważ ryby zapoznają się z wyposażeniem wędkarza (rozpoznają sztuczność przynęty - stają się "gut shy" jak tradycyjnie, z czasów kiedy przypony wykonywano z naturalnych materiałów, nazywają to zjawisko Anglicy).

Pozwólcie na jeszcze jeden przykład, którym chciałbym nawiązać do następnych, planowanych przeze mnie artykułów na tematy C&R i ekologicznej gospodarki wędkarskiej.
Przygotowując ten materiał sięgnąłem do opracowań prezentowanych podczas Sympozjum przygotowanego przez US Forestry i TU na Mistrzostwa Świata w 1997r. w Jackson Hole, Wyoming. Jedna z prac przedstawiała rezultaty wędkarskie na naturalnej populacji w rzece gdzie obowiązuje C&R. W 1989 przeprowadzono analizę połowów pstrągów w rzece Yellowstone w okolicach słynnego parku narodowego. Średnia presja wędkarska w ciągu sześciotygodniowego sezonu wynosiła 1200 godzin na hektar wody. Średnia częstość złowienia statystycznego pstrąga sięgnęła prawie 10 (9,7). Oznacza to, że w ciągu sześciu tygodni przeciętny pstrąg był złowiony i wypuszczony prawie 10 razy, oczywiście z zastosowaniem zasad C&R. Wiele osobników było złowionych nawet kilkanaście razy. Śmiertelność w populacji poddanej tak intensywnemu łowieniu nie przekroczyła 3% czyli była zbliżona do naturalnej.

Przeczytałem ten tekst jakiś czas po napisaniu i przyznaję, że potraktowany dosłownie brzmi w naszych warunkach jak bajka o żelaznym wilku. Jednak przytoczone konkretne przykłady, obserwacje i wyniki badań sprawiają, że nie piszę o rzeczach niemożliwych, a o rzeczywistości mającej miejsce teraz ale gdzie indziej. Opisane powyżej końcowe rezultaty nie mogą być spodziewane natychmiast. Wyznaczają one rodzaj długoterminowego celu, do realizacji którego może doprowadzić tylko skuteczne osiągnięcie skoordynowanych celów średnio- i krótkoterminowych, a część z nich może być podjęta przez każdego z nas indywidualnie.

Zacznijmy od siebie…

o mnie
Wędkarz „od zawsze” (w PZW od 1968 r.). Członek Koła Miejskiego w Krośnie i (1981 – 1986) i Akademickiego Klubu Wędkarskiego „Bzdykfus” w Warszawie – jednej z „kuźni” wędkarskich talentów w Polsce. Muszkarz od 1975 r. Wtedy dostał pierwszą muchówkę, łowił na czeski „kabel” i zielony kołowrotek „Tokoz”, w którym linka notorycznie wpadała pod szpulę. W latach 80-tych związał się z sportem muchowym. Przez dwa lata - do 1988 roku, był asystentem trenera kadry. W 1989 przejął kadrę i samodzielnie prowadził ją na zawodach mistrzowskich aż do 1997 r. W latach 1991 – 1997 pełnił funkcję Wiceprezydenta FIPS-Mouche (Federation Internationale de Peche Sportive – Mouche, Międzynarodowej Federacji Wędkarskiego Sportu Muchowego), był również przewodniczącym Komisji Technicznej. Od 1997 roku jest Prezydentem FIPS-Mouche i obecnie sprawuje tą zaszczytną funkcję drugą kadencję.
Inne artykuły autora

Tags: wędkarstwo muchowe

Nasi partnerzy