• 1
  • 2
  • 3

Nasi partnerzy

O kiju, co ma dwa końce...

...Ryby pochodzące z wylęgarni wyglądają tak samo albo “lepiej” od dzikich pstrążków. Jest to jednak złudne. Są to bowiem ryby już do pewnego stopnia udomowione, na pewno gorzej przystosowane do lokalnych warunków środowiskowych, o genotypie dalekim od optymalnego na danym akwenie....

 

Stało się normą, że po pstrągowych wypadach już odruchowo narzekamy na permanentny brak ryb. Nie biorą, bo ich nie ma. Przyczyny tego stanu są ogólnie znane - zanieczyszczenie, obniżanie się poziomu wody, przełowienie, kłusownictwo, itd. Wielu z nas dostrzega genialna receptę na rozwiązanie tego problemu – zarybianie. I tu zaczyna się nieoczekiwany kłopot.

Pstrąg potokowy, jak większość łososiowatych, należy do gatunków bardzo wrażliwych na zmiany środowiska. Aby mógł przetrwać muszą być zachowane bardzo specyficzne warunki. I nie dotyczy to w takim stopniu ryb dojrzałych, co wylęgu i narybku. Są rzeki, gdzie parametry wody są przez pstrąga dość dobrze tolerowane, występuje w nich obfitość pożywienia, ale brakuje naturalnych tarlisk i ryby giną.

wswsPstrąg ma skłonność do tworzenia wyizolowanych, specyficznie przystosowanych lokalnych populacji. Stada takie, choć złożone z osobników o wysokim stopniu poliformizmu genetycznego, wykazują między sobą wyraźną genetyczną odrębność. Są to stada pochodzące zarówno z różnych systemów wodnych, rzek i dopływów, jak i z różnych odcinków tej samej rzeki. Tak wyraźne zróżnicowanie genetyczne związane jest z adaptacją do lokalnych warunków środowiskowych. Wyrazem takiego specyficznego, przynależnego tylko danemu ciekowi przystosowania jest przystępowanie w różnym czasie do tarła ryb pochodzących z rzeki, w której są częste wahania poziomu wody. Stado w ten sposób „broni się” przed zniszczeniem wszystkich gniazd tarłowych przez wysoką wodę. Takich lokalnych przystosowań jest oczywiście bardzo wiele.

Ryby pochodzące z wylęgarni wyglądają tak samo albo “lepiej” od dzikich pstrążków. Jest to jednak złudne. Są to, bowiem ryby już do pewnego stopnia udomowione, na pewno gorzej przystosowane do lokalnych warunków środowiskowych, o genotypie dalekim od optymalnego na danym akwenie. Na dodatek w warunkach ośrodka zarybieniowego dokonując sztucznego tarła stosuje się zabiegi (pożądane w przypadku ryb hodowlanych), które są bardzo niekorzystne dla kondycji narybku przeznaczonego na potrzeby zarybień wód otwartych. Niejednokrotnie zdarza się, że dokonuje się selekcji: do rozrodu wybiera się osobniki „silniejsze”, wyglądające (w ludzkiej ocenie) lepiej, ładniejsze, a przede wszystkim gotowe do tarła w terminie dogodnym dla hodowcy. Zwyczaj używa się mlecza z jednego samca do zapładniania ikry wielu samic. Nie trudno w tej sytuacji o możliwość powstania bardzo niekorzystnego chowu wsobnego, który jak powszechnie wiadomo ogranicza drastycznie zróżnicowanie genetyczne potomstwa i m.in. powoduje utrwalenie niekorzystnych cech. Znamy ponadto wiele innych nagannych przykładów np. na zarybianie rzek pomorskich pstrągami i lipieniami z południa kraju lub nawet z zagranicy. Takie zabiegi mogą być bardzo niekorzystne dla lokalnych populacji ryb łososiowatych.

Przypuszcza się, że dorabianie stosunkowo nielicznymi, genetycznie jednorodnymi rybami hodowlanymi przyczynia się do ujednolicenia pul genetycznych stad naturalnych i zagraża dalszemu istnieniu genetycznej unikalności poszczególnych populacji. W wyniku badań stwierdzono, że stopień krzyżowania ryb udomowionych z dzikimi wykazuje duże wahania. Znane są przypadki całkowitych niepowodzeń nawet intensywnych zarybień, co może oznaczać, że ryby pochodzące z zarybień były całkowicie nieprzystosowane do lokalnych warunków. Przeżywała lokalna populacja, a badania genetyczne nie wykazały domieszki genów ryb pochodzących z hodowli.

Można powiedzieć, że to najbardziej szczęśliwe zakończenie. Problem, bowiem zaczyna się, gdy do rozrodu przystąpią masowo ryby ze stada lokalnego z rybami pochodzącymi z zarybień. W rezultacie następuje „rozcieńczenie” lokalnej, unikalnej puli genowej, czego skutkiem jest znaczne obniżenie przystosowania do konkretnych warunków środowiskowych. Łatwo sobie wyobrazić sytuację, w której po akcji zarybieniowej odnotowujemy szybki wzrost ilości ryb w rzece, po kolejnych udanych tarłach sytuacja wydaje się jeszcze lepsza – rzeka żyje. Przychodzi niestety, co jakiś czas sytuacja nietypowa: bardzo niski stan wody, znacznie odbiegająca od optymalnej temperatura, załamanie pogody w trakcie tarła itp. i zaczynają się śnięcia. W skrajnych wypadkach ginie całe stado w sytuacji, w której pstrągi z lokalnej unikatowej populacji (dzięki określonym genom uaktywniającym pewne cechy pozwalające na przeżycie w takich warunkach) przynajmniej w części by przeżyły i dały początek nowym pokoleniom. Częściej efekty zarybień nie są aż tak drastyczne objawiają się „tylko” np. wolniejszym tempem wzrostu kolejnych pokoleń, nie osiąganiem średniej masy i długości charakterystycznej dla gatunku.

 

Konsekwencją krzyżowania ryb dzikich i hodowlanych jest, zatem utrata szczególnych kombinacji genotypowych, które w określonych warunkach decydują o przetrwaniu.
Myśląc o zwiększaniu liczebności stad pstrąga potokowego powinniśmy uwzględniać genetyczną unikalność poszczególnych populacji ryb. Zabiegi hodowlane na rzekach pstrągowych ukierunkowane powinny być przede wszystkim na poprawę warunków środowiskowych a zwłaszcza dotyczących naturalnego tarła. Jeśli zależy nam na zdrowej, żywotnej populacji pstrąga to starajmy się zadbać o te ryby, które w danej rzece już są, a dorybianie powinno być ostatecznością.


Uproszczona ilustracja potencjalnych skutków dorybienia dzikiej populacji pstrąga potokowego materiałem pochodzącym od tarlaków chowanych przez wiele pokoleń w ośrodku zarybieniowym.



ws05 02ryby dzikie

ws05 02ryby introdukowane

ws05 03
hybrydy (mieszańce)

F1, F2 - oznaczenie pokoleń

Założenie:
Tarlaki linii introdukowanej przystępują do rozrodu. Niektóre z nich krzyżują się z rybami dzikimi (lokalnymi) – rys.1. Ryby lokalne są dobrze przystosowane do warunków w danym cieku i charakteryzują się wysoką przeżywalnością (ich populacja utrzymywała się na stałym poziomie). Ryby hodowlane są źle przystosowane, a ich przeżywalność jest niska. Mieszańce mają przystosowanie i przeżywalność pośrednią.

Rys. 1
ws05 06
W wyniku jednokrotnego dorybienia czterech osobników lokalnych dziesięcioma osobnikami hodowlanymi utworzyły się pary rodzicielskie. Część ryb lokalnych wytarła się z introdukowanymi tworząc hybrydowe potomstwo (rys.1).

Rys. 2
ws05 07
W związku ze zróżnicowaną przeżywalnością ryb o różnych genotypach, z czterech sztuk narybku – potomstwa ryb dzikich dojrzały dwa tarlaki o lokalnym genotypie (przeżywalność 50%), z ośmiu sztuk hybrydów rozwinęły się dwa tarlaki o genotypie hybrydowym (przeżywalność 25 %). Z 16 sztuk narybku o genotypie hodowlanym dorosły też tylko dwa tarlaki (najniższa przeżywalność w danych warunkach – tu 12,5 %)- rys.2 (procenty hipotetyczne). Po drugim tarle z czterech osobników-potomków pary ryb lokalnych do tarła dożyje znów tylko połowa, czyli dwa, a z ośmiu hybrydów już tylko nieliczne dotrwają do trzeciego tarła.

Rys. 3
ws05 08
Z tego modelu wynika, że populacja, która przed akcją dorybieniową była ustabilizowana na niskim, ale stałym poziomie, została zagrożona całkowitym wyginięciem po odbyciu drugiego/trzeciego tarła – rys. 3

Dla celów poglądowych różnice przystosowań i przeżywalność ryb o różnych genotypach zostały drastycznie uwypuklone.


Przy opracowywaniu tego materiału korzystałem z wykładów prof. Mirosława Łuczyńskiego dla studentów IV roku Wydziału Ochrony Środowiska i Rybactwa UWM w Olsztynie.

o mnie
Gdańszczanin. Dwa zawody: doradca podatkowy (z tego żyje) oraz inżynier ichtiolog po Wydz. Ochr. Środowiska i Rybactwa UWM Olsztyn (obecnie to tylko hobby). Ma żonę i dwie córeczki. Wędkuję od zawsze, w PZW 26 lat, z muchą od 13 lat.