Opinie o Poradniku wędkarskim Wojciecha Węglarskiego
[Poniżej podaję ciekawsze komentarze nt. pierwszego i drugiego wydania Poradnika wyłowione z internetowego forum dyskusyjnego www.flyfishing.pl, podane głównie jesienią 2004 r.]
Kuba Chruszczewski: „Zetknąłem się z książką Wojtka Węglarskiego w czasie, kiedy była drukowana w odcinkach na łamach Wiadomości Wędkarskich. Czy ktoś w to uwierzy, czy nie, na tej publikacji nauczyłem się robić muchy. Oczywiście wiele rzeczy potem sam zweryfikowałem, wiele pokazali mi koledzy - tu nieodmiennie ukłony dla Adama Sikory, mojego mistrza. Kiedy Adam zobaczył moje muchy, spytał od kogo się uczyłem. Gdy powiedziałem mu, jak było, stwierdził, że pierwszy raz spotyka się z przypadkiem, że ktoś nauczył się robić muchy z książki. [...] potem wielu rzeczy nauczyłem się od wielu ludzi i z wielu publikacji, w większości obcojęzycznych. Ale podstawy dał mi Poradnik. Kiedy wreszcie przejrzałem wydaną po długim oczekiwaniu książkę, jedyne zastrzeżenie, jakie miałem, to jakość wykonania niektórych zamieszczonych na zdjęciach much. Tu byłem lekko rozczarowany. Natomiast cały czas Poradnik stoi w zasięgu ręki i nader często sięgam po niego w poszukiwaniu szczegółów jakiegoś konkretnego wzoru.
Leszek: „Swój egzemplarz książki podarowałem właśnie młodemu wędkarzowi z Krakowa Rukiemu. Uczyniłem to z czystym sumieniem, że dostaje dobrą pomoc. Wiekopomną zaletą jest to, że było to pierwsze w całości wyłącznie polskie. Umiejętności Pana Wojciecha ocenili fachowcy muszkarze bardzo wysoko i nagrodzili. O muchach w poradniku nie będę się wypowiadał, bo są tam rysunki, które upraszczają rzeczywistość. Była robiona w czasach, gdy zdobycie materiałów było nie lada sztuką. Byle hak był cenniejszy niż złoto. Szewczyk w ruskim dziadostwie robił uszka i na tym dopiero powstawała mucha. Są tam jednak wspaniałe pomysły na muchy mokre, na podstawie których można robić wariacje na temat”.
Paweł Janiszewski: „Myślę, że Pan Wojciech Węglarski, Józef Jeleński i wielu innych, przed laty pozwoliło nam, w tych mrocznych czasach (nie wstydzę się tego patosu), żyć w nieco innym świecie. To co stworzyli, to elementarz dla całego pokolenia muszkarzy”.
Marek Kowalski: „Uważam książkę W. Węglarskiego za świetną. Mam zresztą przyjemność znać Autora, chociaż być może on mnie nie kojarzy (spotykamy się w ostatnią środę miesiąca przy imadle i czymś do picia)”.
Maciej Wilk: „Moim zdaniem stało się coś wielkiego. Książka wędkarska została wylicytowana na sumę znacznie przekraczającą cenę pierwotną. I bardzo dobrze, bo
-15-
pokazało to, że książka ta jest na tyle poszukiwana na rynku. Co do wartości to rzeczy są tyle warte, ile jest w stanie ktoś zapłacić, w tym wypadku ponad 100 zł. Natomiast wracając do samej książki, to pomimo tego, że nie ze wszystkim zgadzam się z autorem (niektóre rzeczy wykonuję inaczej), to uważam, że książka jest doskonała. Potwierdzeniem tej tezy może być historia mego znajomego. Pożyczyłem mu dwie lub trzy pozycje amerykańskich autorów (30-40$ za książkę), sam kupił kilka wydanych w Czechach, ale w momencie, gdy otrzymał Poradnik od znajomego, zadzwonił do mnie i powiedział ‘Panie Maćku wreszcie wiem, o co chodzi! Ten Węglarski jest genialny’. Osobiście sądzę, że książka jest skierowana właśnie do takiego odbiorcy. Pokazuje podstawowe techniki wiązania much. I robi to dobrze, a co więcej - jest jedyną pozycją tego typu w Polsce. A co do błędów to nie popełnia ich tylko ten, kto nic nie robi”.
Marcin Osman: „Książka ciekawa i fachowa, w dodatku wydana bardzo ładnie i kolorowo. Wiec osobiście polecam ja wszystkim początkującym ‘krętaczom’”.
Maciej Mikuła: „Świetna książka, nowoczesny marketing”.
Jacek Płachecki: „Gratuluję i podziwiam, pomimo trudności, konsekwencji w działaniach. Życzę Panu również, aby cały nakład rozszedł się tak szybko, jak poprzedni”.
Andrzej Dudek: „Pana Poradnik jest u mnie zawsze na honorowym miejscu, ponieważ był dla mnie prawdziwym elementarzem i moje pierwsze imadełkowe wypociny były robione z nosem w Poradniku”.
Artur Dac: „A ja sobie właśnie kręcę szóstą muchę Peter Ross z Poradnika pana Wojciecha, bo bardzo mi się podoba i wiem, że w tym sezonie złowię na nią kilka ryb. I to dla mnie wraz ze wspomnieniami i powrotami do ‘lat beztroskich’ jest najlepsze”.
Leszek Dąbal: „Życzę jak najszybszej realizacji projektu i w imieniu wszystkich uczestników forum mogę zapewnić, że czekamy z niecierpliwością na książkę. Byłoby cudownie, gdyby ukazała się pod choinkę, w zimie jest czas poczytać”.
Rafał Pawłowski; „Cieszę się, że udało się w końcu panu Węglarskiemu wnieść kolejną pozycję do literatury wędkarstwa muchowego, ponieważ wstydem jest, mając w Polsce tylu ‘profesorów muszkarzy’, że korzystać musimy np. z czeskiego leksykonu, czy opracowań amerykańskich, kanadyjskich (same ‘koczkodany’)”.
Mirek: „To właśnie Pana książka oświeciła mnie, gdy zaczynałem swoja przygodę w kręceniu much na początku lat 90. A początki były straszne, samotne, metoda prób i błędów przy braku podstawowych narzędzi i nici, które wyciągałem ze starych pończoch. Nie krytykuję jej, tylko mam kilka istotnych uwag (nie ma nic gorszego niż samouwielbienie autora i jej czytelników, nie dopuszczające ani słowa najmniejszej krytyki), które chciałbym, aby znalazły się w nowym wydaniu. Czy nie mogłoby być w niej więcej zdjęć i rysunków (oprócz zdjęć receptur)? Może na początku lat 90. był z tym problem, ale teraz przy takich możliwościach wydawniczych, tekst tekstem, ale nic bardziej nie przemawia do wyobraźni zupełnego neofity, niż takowy rysunek czy zdjęcie, a właśnie do takich osób jest ta książka
-16-
kierowana. O wiele bardziej klarowne są artykuły Adama Sikory w WS. Więcej coś o technice kręcenia much fantazyjnych, komarów, mrówek, chrząszczy, pasikoników, a także nimf. Właśnie nimfy zostały potraktowane bardzo lakonicznie, raptem dwie strony, a przecież nimfa, zwłaszcza krótka, to polska specjalność”.
Michał L.: „W czasach, gdy zaczynaliśmy w naszym regionie (Roztocze), nie można było kupić kompletnie nic związanego z muszkarstwem. Zdobyliśmy jednak sprzęt i z czasem ‘naszła’ nas ochota na robienie muszek. Dałem ogłoszenie do gazety wędkarskiej i pewnego razu zadzwonił przemiły pan i zaproponował praktycznie wszystko, co potrzebne do robienia muszek (z całą górą materiałów) w atrakcyjnej cenie. Były tam różne materiały, narzędzia, poradnik p. Węglarskiego oraz komplet 5-ciu kaset video p. Adama Sikory. Przeczytałem poradnik p. Węglarskiego i znów byłem zachwycony. Jednak tak naprawdę muszki zacząłem kręcić po obejrzeniu kaset video p. Sikory. Siedziałem przed telewizorem i korzystając z przycisku ‘pause’ robiłem muszki ‘razem’ z p. Sikorą - nawet mi to wychodziło. Zupełnie nie mam pojęcia, jak początkujący może ukręcić muchę z obrazka i opisu. Przyszłość w multimediach. Z chęcią kupię nowe wydanie poradnika p. Węglarskiego, bo na pewno jest to bardzo wartościowa pozycja, ale z jeszcze większą chęcią chciałbym zobaczyć nowe wydanie (najchętniej z nowymi wzorami much) filmików instruktażowych p. Adama Sikory (może na DVD?)”.
Jaro: „Poradnik jako taki powinien treścią, ilustracjami i zdjęciami radzić jak rozwiązywać problemy i do jakiego celu należy dążyć. Natomiast Poradnik prezentuje niezwykle niski poziom. Zatem należy wnosić, iż autor w trakcie pisania książki również miał nikłe pojęcie lub umiejętności. Nie chodzi mi o jakość zdjęć czy druku – rozumiem inne czasy, kryzys, itd. Ale poziom wykonanych much jest na żenująco niskim poziomie. Muchy, które powinny być wzorem, do którego się dąży, przypominają wyroby początkującego wędkarza, przed którym jeszcze długa droga. Nie chciałbym, aby ktoś pomyślał, że próbuję podważyć ogólnie uznane autorytety, bo to częsta metoda imponowania i osiągania efektu. Moje zdanie na temat Poradnika jest po prostu krytyczne. Uważam, że ta książka może sprowadzić na złe drogi początkujących krętaczy. Niestety jest to bodaj jedyna książka polskiego autora w pełni poświęcona sztuce kręcenia much. Szkoda tylko że marna. Dlatego niejako z obowiązku mam tę pozycję”.
Wojciech Węglarski: „Edytorsko książka wypadła wspaniale, bez porównania z poprzednim wydaniem. A merytorycznie - Koledzy sami sobie ocenią. [...] Jak umiałem, tak napisałem, choć na pewno mogło wypaść lepiej”.