• 1
  • 2
  • 3

ABC dorybień i zarybień - historycznie

           Tak się akurat złożyło, że do naszego Klubu Pstrągowego „GŁOWACZ” w Elblągu, także o zacięciu muchowym, należy Tomasz „Wujek” Rogalski (*1938), absolwent Wydziału Rybactwa WSR w Olsztynie, chyba już ostatni z czynnych wędkarzy-pstrągarzy, należących kiedyś do ekipy Wojtka Brudzińskiego. W 60./70. latach XX wieku był on związany z Okręgiem PZW we Wrocławiu i zasłynął z tego, że jest prekursorem wprowadzenia do gospodarki pstrągowej tzw. „metody wrocławskiej”, którą podpatrzył w Czechach, skąd przywoził też słynną morelówkę oraz agregaty prądotwórcze użytkowane w PZW. Na łamach „Wiadomości Wędkarskich” zamieścił artykuł, w którym napisał, że w 1952 roku PZW rozpoczął prace nad odbudową pogłowia rzek sudeckich: Nysy Kłodzkiej oraz Bobru wraz z Kwisą. Wychodzi więc na to, że 7 lat wystarczyło, aby przetrzebić silne stada pstrąga potokowego, zastane tu po II Wojnie Światowej.

Stopniowo, dzięki ochronie wód i dorybianiu, odbudowano w znacznej mierze pogłowie pstrąga. W 60. latach ekipy połowowe łowiły w ciągu 14 dni trwania kampanii 1500-2000 wyrośniętych tarlaków w celu pozyskania ikry. Gospodarka pstrągowa była prowadzona przez samodzielne ośrodki zarybieniowe w Ścinawce (basen Nysy Kłodzkiej) oraz w Starej Kwaśnicy (basen Bobru i Kwisy). Jeden ośrodek obejmował zasięgiem gospodarczym wody w promieniu do 60 km. Oto, jakie zastosowano zasady w prowadzeniu gospodarki:

  • Ikrę pozyskiwano z tarlaków pstrąga potokowego odławianych przy pomocy agregatów prądotwórczych w okresie przedtarłowym, ze względu na znacznie większą przydatność do dorybiania potomstwem pochodzącym z ikry uzyskanej w naturalnym środowisku, niż w sztucznej hodowli.
  • Wytarte tarlaki były wypuszczane z powrotem do wód macierzystych, a nie przetrzymywane latami w stawach.
  • Do wychowu materiału zarybieniowego, przez następne dwa lata, przeznaczano drobne dopływy wyżej wymienionych rzek, które zostały całkowicie wyłączone z wędkowania, ażeby wędkarze nie dziesiątkowali narybku.
  • Jeśli stwierdzono, że pstrągi potokowe wchodzą do danego dopływu na tarło pozostawiano go naturalnemu zarybieniu (z tarła), a nie typowano pod metodę wrocławską.
  • Wylęgiem z wylęgarni zarybiano te odcinki potoków, do jakich nie docierały tarlaki, z uwagi na istnienie przegród.

         T. Rogalski pisał – „Nie trzeba chyba wyjaśniać, iż taki materiał zarybieniowy, wychowany w potoku, jest znacznie odporniejszy na choroby i lepiej przystosowany do środowiska naturalnego jakim jest rzeka”. (1) Jako ten, który wprowadził metodę wrocławską, został nagrodzony specjalną nagrodą Zarządu Głównego PZW. Po siedmiu latach Wojciech Brudziński przeprowadził z nim wywiad, zamieszczony także w „Wiadomościach Wędkarskich”. Z wypowiedzi wynikło, że pod zarybienie wytypowano małe dopływy, wędkarsko nieatrakcyjne. Podchów materiału zarybieniowego był w nich prowadzony w cyklu dwuletnim, a więc odławiano i przerzucano do głównej rzeki kilkunastocentymetrowy narybek wiosenny o zdecydowanie największym stopniu przeżywalności. Na przykład w latach 1971-1972 w Okręgu PZW Wrocław wyhodowano w ten sposób około 100 tyś. szt. narybku dwuletniego. Tę metodę podchowu narybku pstrąga potokowego przejął m.in. Okręg PZW Olsztyn, gdzie w Sale, dopływie Wąskiej, stosowano ją z dużym powodzeniem. (2)

           W opisanej metodzie naturalnego podchowu narybku pozostaje tylko ten sam dylemat, co przy zarybianiu cieków, w których pstrągi potokowe nie występowały. W tym przypadku nie chodzi o wyniszczenie przez „wpuszczaki” zastanych gatunków ryb, a o wyłowienie w strumyku przy pomocy agregatu prądotwórczego wszystkich ryb, które zagrażałyby lub byłyby konkurentami pokarmowymi dla wpuszczanego wylęgu pstrąga. Dlatego też, przy metodzie wrocławskiej osiągano tak dobre wyniki. Ale, co się nie zrobi dla zadowolenia wędkarzy pstrągowych!

Już pół wieku temu, niektórzy ze specjalistów widzieli zagrożenia dla efektywności zarybień w podchowie materiału zarybieniowego pstrąga potokowego w warunkach ośrodków zarybieniowych. (3) George K. Łękawski pisał – „ Wyjdę więc od ogólnego stwierdzenia, że jeśli chcemy ustabilizować pogłowie ryb łososiowatych, musimy poważnie zastanowić się nad systemem zarybieniowym, gdyż stosowany obecnie nie daje gwarancji efektywności. W swojej karierze ichtiologa wyprodukowałem grubo ponad 100 ton narybku pstrąga… Niestety, zarybianie było skuteczne tylko wtedy, jeśli następowało wiosną, zaraz po zejściu wody śniegowej i nieznacznym się jej ociepleniu. I co jest najważniejsze, dobre wyniki daje tylko materiał zarybieniowy wpuszczony do rzeki, kiedy tylko nauczy się samodzielnie pobierać pokarm. Wyrośnięte ryby wpuszczone do wody skazane są nieuchronnie na zagładę. Można je stosować jedynie na zamkniętych [mechanicznie] odcinkach, przy założeniu, że niemal natychmiast zostaną odłowione wędką. I chociaż narybek [wiosenny] przeżywa w kilku [kilkunastu] procentach – to w porównaniu z niemal zerową przeżywalnością ryb wyrośniętych jest to jedyna skuteczna metoda”. (4)

            W. Brudziński, który niestety był zwolennikiem zarybiania pstrągiem potokowym cieków, w których gatunek ten nie występował [przynajmniej w danym czasie] podał najogólniejsze kryteria, którymi należałoby się kierować przy wyborze cieków do zarybienia:

  • Muszą płynąć w rejonie naturalnego występowania pstrąga potokowego.
  • Powinny posiadać spadek rzędu 0,5 - 3 promili, w zależności od ich szerokości.
  • Dno musi być pokryte żwirem lub kamieniami przynajmniej w ½ długości.
  • Wskazane, żeby nie były zbytnio zarośnięte roślinnością wodną, przy czym wskaźnikiem odpowiednich warunków jest występowanie przetacznika bobowniczka. Potoki, w jakich ta roślina nie występuje naturalnie, należy przebadać pod względem panujących tam warunków fizyko-chemicznych. (5)

          B. Rynkowski pisał – „Proszę mnie nie posądzać, że upieram się, aby zarybiać zawsze i wszędzie, gdyż zdaję sobie sprawę, że efekty tego zabiegu zależą od bardzo wielu czynników. Nie będzie błędem, jeżeli dokonywać tego będziemy w warunkach możliwie zbliżonych do naturalnego tarła, w potokach zasiedlonych już przez pstrąga, tą samą odmianą pogłowia, które jednak zmalało na skutek znanych przyczyn… Nie jestem przekonany, że przyszłość pstrąga zależy tylko w organizowaniu specjalnych ośrodków hodowli wyrośniętych sztuk… Na to zawsze mamy czas. W Polsce środowisko przyrody  nie jest jeszcze nieodwracalnie zniszczone. Istnieje dużo małych rzek i potoków, które po odpowiednim zagospodarowaniu mogą być matecznikami licznego pogłowia pstrąga”. (6)

            Ale, żebym znowu nie był posądzony, że piszę jakbym był założycielem nowego "Nasze Łowiska" z Wód Polskich zacytuję jeszcze wypowiedź inż. Jerzego Rissa z 1972 roku – „ W świetle powyższych przykładów i przytoczonych wypowiedzi znanych w świecie ichtiologów, nasuwa się pytanie, czy PZW dobrze i rozsądnie gospodarzy milionami złotych, jeżeli gospodarka ta po tylu latach nie potrafi szaremu wędkarzowi zawiesić na końcu wędki więcej i coraz ciekawszych ryb. Ten zaś efekt jest chyba podstawowym celem tej gospodarki. Wydaje się, że sposób prowadzenia akcji zarybieniowej, jak tez finansowanie i rozliczanie powinny ulec radykalnym reformom. Opracowanie nowych zasad należy zlecić zespołowi poważnych fachowców, złożonemu nie tylko z działaczy i pracowników – ichtiologów PZW”. (7)

 

Co mógłby dać od siebie szary wędkarz, aby „zawiesić na końcu wędki więcej i coraz ciekawszych ryb”, postaram się opisać w kolejnym artykule.

1. T. Rogalski, Współpraca Kół w zagospodarowaniu rejonów podgórskich, Wiadomości Wędkarskie, 5, 1967, s. 6.

2. W. Brudziński, Ichtiolodzy wędkarzom [rozmowa z Tomaszem Rogalskim], WW, 7-8, 1973, s. 15.  

3. G. K. Łękawski, Łososiowate rozważania, WW, 3, 1971, s. 7.

4. G. K. Łękawski, Jeszcze o pstrągowej dyskusji, WW, 1, 1972, s. 13.

5. W. Brudziński, Wszystko o pstrągu. Produkcja materiału zarybieniowego, Wiadomości Wędkarskie, 4, 1962, s. 7-8.

6. B. Rynkowski, Pomorskim pstrągom na ratunek, WW, 4, 1975, s. 16.

7. J. Riss, Chronić, czy zarybiać, WW, 6, 1972, s. 14.

Warmia i Mazury – Czy utracona szansa na przedproże Skandynawii?

-Typowanie, bonitacja oraz zarybienia na przykładzie rzek wschodnio-pomorskich-

Już w 1946 roku powołano Mazurskie Towarzystwo Rybackie, które dokonywało zarybiania wód. (1) Z tym, że w okresie do 1950 roku przeważał jeszcze trend mający na celu rozpoznanie ichtiofauny wschodnio-pomorskich wód.

Czytaj dalej

Tam, gdzie mucha nie siada…cz.3

Ale nie tylko zapotrzebowanie na rozszerzenie areału wód pstrągowych, przez rosnących w siłę wędkarzy, napędzało machinę bonitacyjno-zarybieniową.

Plan 6-letni – jako przyjęte przez komunistów założenia rozwoju gospodarczego i budowy podstaw socjalizmu – przewidziany na lata 1950-1955 – był wzorowany na sowieckim modelu industrializacji z końca 20. lat XX wieku. Plan ten przewidywał m.in. stały wzrost rybostanu naszych wód.

Czytaj dalej

Doktorat wdrożeniowy w Okręgu PZW w Kielcach - związany z renaturyzacją i naturalnym tarłem ryb

Okręg PZW w Kielcach jest współbeneficjentem programu "Doktorat wdrożeniowy". Głównym beneficjentem programu jest Uniwersytet Rolniczy im. Hugona Kołłątaja w Krakowie. Całkowity koszt projektu wynosi 338 632,36 zł i jest w całości finansowany przez Ministerstwo Edukacji i Nauki. Głównym jego celem jest umożliwienie badań nad naturalnym tarłem ryb oraz stworzenie rozwiązań związanych ze zwiększeniem sukcesu naturalnego tarła ryb łososiowatych, w szczególności pstrąga potokowego. Projekt zakłada opracowanie oraz wdrożenie działań w skali całego kraju.

 

Czytaj dalej

Tam, gdzie mucha nie siada… cz.2

Wygląda na to, że dawni liderzy rybactwa tylko w niewielkim stopniu zdawali sobie sprawę ze złożoności i delikatności różnych czynników i procesów oddziaływujących na siebie w środowisku wodnym. Bezkrytycznie lansowali „modę” zarybieniową, a także zbytnio eksperymentowali na tym polu. Zamiast odważnie włączyć się w działalność na rzecz niedopuszczenia, a przynajmniej zminimalizowania szkodliwej ingerencji człowieka w środowisko wodne, „popierali” model zarybieniowy jako lekarstwo na całe zło. Dochodziło do absurdów.

Czytaj dalej

Afera o czebaczka

Afera o czebaczka!!!

Czebaczek amurski (łac.: Pseudorasbora parva) to drobna ryba karpiowata której obszar właściwego występowania obejmuje rejon wschodniej Azji:  dorzecze Amuru, Jangcy, Huang-ho, niektóre wyspy japońskie, zachodnią i południową część półwyspu koreańskiego oraz Tajwan. Ryba ta ma ciało wydłużone, z boków lekko ścieśnione. Głowa niewielka, lekko spłaszczona w przedniej części. Pysk wyraźnie górny. Płetwy grzbietowa i odbytowa krótkie, płetwa ogonowa duża i głęboko wcięta, a oba płaty mają zbliżone rozmiary.

Czytaj dalej

Czemu prądem?!

Czemu prądem?!

autor: Tomasz Kuczyński

Elektropołowy w środowisku wędkarskim od zawsze wzbudzały duże kontrowersje i często jednoznacznie były kojarzone z najbardziej okrutną dla wszelakiego wodnego życia formą kłusownictwa. Taki negatywny odbiór tej metody połowów wiąże się z brakiem dostatecznej wiedzy o niuansach związanych w połowami ryb za pomocą narzędzi elektrycznych, które są powszechnie stosowane na całym świecie, szczególnie do połowów typowo badawczych.

Czytaj dalej