• 1
  • 2
  • 3

Tam, gdzie mucha nie siada… cz.2

Wygląda na to, że dawni liderzy rybactwa tylko w niewielkim stopniu zdawali sobie sprawę ze złożoności i delikatności różnych czynników i procesów oddziaływujących na siebie w środowisku wodnym. Bezkrytycznie lansowali „modę” zarybieniową, a także zbytnio eksperymentowali na tym polu. Zamiast odważnie włączyć się w działalność na rzecz niedopuszczenia, a przynajmniej zminimalizowania szkodliwej ingerencji człowieka w środowisko wodne, „popierali” model zarybieniowy jako lekarstwo na całe zło. Dochodziło do absurdów.

Na skutki zabudowy – zarybienia; na zanieczyszczenia wód – zarybienia; na nadmierną eksploatację wędkarską – zarybienia; na kłusownictwo – zarybienia; na melioracje zlewni – zarybienia; na regulacje rzek – zarybienia. Oczywiście, wszystko poprzedzane odłowami kontrolnymi. Od dziesiątków lat monitorowany jest stan ichtiofauny, jednak bez wyciągnięcia konstruktywnych wniosków, mających przełożenie na praktyczne włączenie się świata nauki w ochronę ryb. Swoją drogą, naukowcy nigdy nie byli niezależni od prowadzonej polityki państwowej oraz pieniędzy, a tylko nieliczni wykazywali tzw. odwagę cywilną. Za to napędzana była działalność zarybieniowa, poprzez opracowywanie operatów, opinii, ekspertyz, programów, itp. dokumentów wspierających politykę tzw. „zrównoważonego rozwoju”.

Początkowo do krainy pstrąga zaliczano tylko te rzeki, w których od niepamiętnych czasów bytował pstrąg potokowy, gdyż dochodziło tam do skutecznego tarła naturalnego. Jednak magia teorii zarybieniowej spowodowała, że rozpoczęto prace bonitacyjne, mające na celu wytypowanie wód, w których mogłyby żyć ryby łososiowate. W tym miejscu trzeba uczciwie powiedzieć, że typowanie takich wód, a następnie ich zarybianie na większą skalę rozpoczęto od 70. lat XIX wieku. Jednak po II Wojnie Światowej doszło do propagowania i realizowania polityki zarybieniowej na masową skalę, a także do nieprzewidywalnych w skutki eksperymentów, przeważnie kończących się niepowodzeniem. Oczywiście niepowodzeniem w szerokim tego rozumienia pojęciu, a nie tylko jako „nie przyjęcie” się wprowadzonego gatunku ryby. Głównym motorem takiego postępowania był masowo rozwijający się świat wędkarski.

W 50. latach XX wieku wszyscy pracownicy Katedry Rybactwa WSR w Olsztynie, wspólnie z IRŚ w Olsztynie, zaangażowani byli bez reszty w kompleksowe badania związane z biologią troci jeziorowej z jeziora Wdzydze, wraz z działaniem mającym na celu jej introdukcję do nowych wód na terenie kraju. (1) Materiałem zarybieniowym pozyskanym z tarlaków troci wdzyckiej, m.in. zaczęto zarybiać niektóre jeziora na Mazurach. (2) Prof. S. Sakowicz takimi słowami dziękował działaczom PZW za współpracę – „Korzystając z zakończenia pierwszego etapu prac nad aklimatyzacją [introdukcją] troci jeziorowej, pragnę w imieniu Katedry Rybactwa Wyższej Szkoły Rolniczej, Instytutu Rybactwa Śródlądowego i w swoim podziękować za czynną współpracę przy realizowaniu zaprojektowanych zamierzeń związanych z zarybieniem potoku Kośnik, dopływu jeziora Wadąg. Z dostarczonej ikry wyprodukowano 10 000 szt narybku, którym w listopadzie 1959 roku zarybiono potok Kośnik”. Ikrę inkubowano w Ośrodku Zarybieniowym PZW w Czarcim Jarze. S. Sakowicz zamierzał jesienią 1960 roku powtórzyć zarybienie narybkiem wyhodowanym z 20 000 szt ziaren ikry, także pozyskanej od tarlaków troci jeziorowej z jeziora Wdzydze. (3) W 1961 roku Okręg PZW w Olsztynie odebrał 50 000 szt ziaren ikry zaoczkowanej troci jeziorowej i 50 000 szt w 1962 roku. (4) Troć wdzycką wsiedlono do zlewiska jeziora Wadąg i do rzeki Pasłęki w obrębie zbiornika zaporowego w Pierzchałach. Przez kilka lat po zarybieniu rybacy zawodowi łowili jeszcze pojedyncze egzemplarze troci w jeziorze Wadąg. Prawdopodobnie troć jeziorowa nie znalazła tu odpowiednich warunków do rozrodu naturalnego. (5) Około 2 połowy 70. lat złowiono w jeziorze Wadąg ostatnią parę ryb tego gatunku, o czym poinformowano na łamach lokalnej gazety olsztyńskiej. Ostatnim natomiast ze znanych mi zarybień było wpuszczenie w pierwszej połowie 70. lat narybku troci jeziorowej do jeziora Świętego k/Kurek, które prawdopodobnie było zarybione już dużo wcześniej. Być może, także efektem tych zarybień były olbrzymie egzemplarze „pstrągów”, w relacjach wędkarzy spotykane w dorzeczu Łyny i Pasłęki, których nie widywano tu wcześniej. Pojedyncze trocie były jeszcze poławiane przez rybaków w jeziorach: Isąg, Święte, Maróz, Łańskie i Krzyż. (6) Pod koniec 80. lat podobno widziano dwóch Szwajcarów, którzy przy pomocy  muchówek  skutecznie łowili trocie w jeziorze Świętym. (7) To nie były wszystkie eksperymentalne zarybienia trocią jeziorową. Na przykład wiosną 1960 roku wpuszczono do Zatoki Gdańskiej w pobliżu ujścia Wisły 1 600 szt znakowanych 2-letnich troci, także pochodzących z jeziora Wdzydze. (8)

1. Cz. Grudniewski, Przebieg pracy zawodowej (Curiculum Vitae), Maszynopis, Olsztyn [b.r.], przechowywany w archiwum domowym T. A. Grudniewskiego z Żukowa.

2. Gospodarka Rybna, 1, 1952, s. 14.

3. List prof. dr hab. Stanisława Sakowicza, dyrektora IRŚ do ZO PZW w Olsztynie, Wiadomości Wędkarskie, 2, 1960, s. 14; T. Backiel, Zagospodarowanie wód i stosunki PZW z Instytutem Rybactwa Śródlądowego, Wiadomości Wędkarskie, 10, 1957, s. 7-8.

4. Cz. Grudniewski, Wsiedlenie troci jeziorowej do wód Polski, Wiadomości Wędkarskie, 8, 1964, s. 14-15.

5. Cz. Grudniewski, Przewodnik wędkarski po jeziorach olsztyńskich, Olsztyn 1974, s. 19.

6. G. Radtke, R. Bartel, Występowanie troci Salmo trutta L. w jeziorach północnej Polski w ujęciu historycznym i środowiskowym, [w:] Ocena i ochrona bioróżnorodności wód, red. M. Jankun i in., Wrocław 2011, s. 83, 84.

7. Inf. H. Falkowski z Olsztyna.

8. S. Sakowicz, Troć z jeziora Wdzydze, Wiadomości Wędkarskie, 3, 1961, s. 11-12.